<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:geo="http://www.w3.org/2003/01/geo/wgs84_pos#" xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/"
	>

<channel>
	<title>Na myśli...</title>
	<atom:link href="http://olgbor.wordpress.com/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://olgbor.wordpress.com</link>
	<description>Olg Borowka</description>
	<lastBuildDate>Mon, 10 Oct 2011 20:20:07 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.com/</generator>
<cloud domain='olgbor.wordpress.com' port='80' path='/?rsscloud=notify' registerProcedure='' protocol='http-post' />
<image>
		<url>http://s2.wp.com/i/buttonw-com.png</url>
		<title>Na myśli...</title>
		<link>http://olgbor.wordpress.com</link>
	</image>
	<atom:link rel="search" type="application/opensearchdescription+xml" href="http://olgbor.wordpress.com/osd.xml" title="Na myśli..." />
	<atom:link rel='hub' href='http://olgbor.wordpress.com/?pushpress=hub'/>
		<item>
		<title>Ta wygrana to przegrana</title>
		<link>http://olgbor.wordpress.com/2011/10/10/ta-wygrana-to-przegrana/</link>
		<comments>http://olgbor.wordpress.com/2011/10/10/ta-wygrana-to-przegrana/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 10 Oct 2011 20:16:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>olgbor</dc:creator>
				<category><![CDATA[polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://olgbor.wordpress.com/?p=224</guid>
		<description><![CDATA[[Ogłaszam reaktywację.] Niewątpliwym zaskoczeniem dla wszystkich obserwatorów polskiego życia politycznego był wysoki (10,01%) wynik Ruchu Palikota we wczorajszych wyborach. Większość ekspertów, a za nimi również publicystów, skomentowała ten fenomen określając RP mianem nowej Samoobrony, kolejnego sukcesu Piotra Tymochowicza i dowodu na to, iż dla populizmu jest na krajowej scenie politycznej nadal miejsce. Czy sukces nowej [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=olgbor.wordpress.com&amp;blog=442755&amp;post=224&amp;subd=olgbor&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>[Ogłaszam reaktywację.]</p>
<p>Niewątpliwym zaskoczeniem dla wszystkich obserwatorów polskiego życia politycznego był wysoki (10,01%) wynik Ruchu Palikota we wczorajszych wyborach. Większość ekspertów, a za nimi również publicystów, skomentowała ten fenomen określając RP mianem nowej Samoobrony, kolejnego sukcesu Piotra Tymochowicza i dowodu na to, iż dla populizmu jest na krajowej scenie politycznej nadal miejsce. Czy sukces nowej partii jest rzeczywiście zasługą jej lidera, działaczy i popularnego doradcy wizerunkowego? A może Polacy naprawdę postanowili oddać nowemu ugrupowaniu 40 mandatów motywując to zbieżnością programu Ruchu z ich poglądami?<br />
<strong>Całkowita klęska</strong><br />
Nie sposób analizować sukces partii Janusza Palikota w oderwaniu od wyników Sojuszu Lewicy Demokratycznej (8,25%). Tak źle jeszcze nie było. Sojusz, pod przewodnictwem Grzegorza Napieralskiego, uzyskał wynik najgorszy od początku swego istnienia, nawet jeśli brać pod uwagę czasy kiedy nie był jeszcze jednolitą partią polityczną (1991 – 1999). O kryzysie na lewicy mówiono ostatnio w 2005 roku, kiedy partia otrzymała niewiele ponad 11%. Przewodniczącym był wówczas Wojciech Olejniczak, który wybrany został na to stanowisko po rezygnacji Józefa Oleksego. Olejniczak chciał odmłodzić kadry, zreformować struktury, odrzucić spuściznę rządu Millera i, sięgając znacznie dalej, PZPR-u. Nie wyszło. Kiepski rezultat w wyborach parlamentarnych usprawiedliwiano licznymi postulatami socjalnymi w ofercie Prawa i Sprawiedliwości, wewnętrznymi tarciami w partii – walką „starego SLD” z „młodym SLD” i zbyt słabą pozycją trzydziestojednoletniego wówczas lidera. Jak wytłumaczyć zaś porażkę Napieralskiego? Czynników, które do niej doprowadziły jest wiele i skupię się tylko na tych, które wydały mi się najistotniejsze. Wyszczególnienie i przeanalizowanie ich będzie jednocześnie cząstkową odpowiedzią na pytania o przyczyny sukcesu Ruchu Palikota.<br />
<strong>6 podstawowych błędów</strong><br />
Choć przyczyn klęski SLD można by naliczyć znacznie więcej a zestawienia dokonać bardziej szczegółowo, niemiałoby to większego sensu w kontekście tego artykułu. Uważam, że popełniono sześć kardynalnych błędów. Trzy z nich mają charakter programowo-ideologiczny, trzy zaś marketingowy. Do pierwszej kategorii zaliczyłbym odrzucenie antyklerykalizmu, osłabienie nacisku na walkę o prawa mniejszości seksualnych oraz oderwanie najbardziej eksponowanych elementów nowego programu partii („Jutro bez obaw”, 2011) od realiów gospodarczych doby kryzysu. Spośród błędów na polu marketingowym wyróżniłbym: złe prowadzenie medialnego wizerunku lidera, błędny dobór grup docelowych (lub narzędzi komunikacji, jeśli nawet targeting był właściwy) i dopuszczenie na listy niewłaściwych osób – kandydatów, którzy, choć udało im się wyróżnić, nie byli w stanie wyrazić żadnych merytorycznych treści. Już w tym miejscu warto zwrócić uwagę na to, że wymienione słabości były w istocie najmocniejszymi punktami w kampanii Ruchu Palikota.<br />
<strong>„Nie będę wykrzykiwać antyklerykalnych haseł&#8230; Mi zależy na nowoczesnym, świeckim państwie. A wiara, to kwestia prywatna.”</strong><br />
Napisał na swoim blipie Grzegorz Napieralski pięć dni przed wyborami. Wypowiedziane w Niemczech, Francji, czy Wielkiej Brytanii, to stwierdzenie byłoby całkowicie poprawne z punktu widzenia logiki. W polskich warunkach jednak, gdzie dążenia do świeckości państwa wiążą się z realizacją postulatów antyklerykalnych, a to za sprawą zwyczajowo wyjątkowej, uprzywilejowanej pozycji Kościoła Katolickiego w naszym kraju, zdaje się ono wewnętrznie sprzeczne. Nie chodzi tu jednak o wpis na portalu społecznościowym. Problemem jest to, iż Sojusz Lewicy Demokratycznej poza deklarowaniem chęci budowy świeckiego państwa, w żaden sposób nie zabiega o realizację tej idei. SLD wyzbyło się resztek antyklerykalizmu już dziesięć lat temu, kiedy mając ponad 41% poparcia w wyborach utworzyło rząd z Leszkiem Millerem na czele. Wówczas podejmowanie walki z Kościołem byłoby nieopłacalne, mogłoby spowodować znaczącą utratę poparcia. Obecnie jednak, sytuacja partii jest zgoła odmienna. Sojusz walczył o kilkanaście – nie kilkadziesiąt punktów procentowych. Wyborcy, których raziłby antyklerykalizm i tak zamierzali poprzeć PiS lub Platformę Obywatelską. Ta część elektoratu, dla której świeckość państwa jest kwestią priorytetową, nie mogąc doszukać się walki o nią w ofercie SLD, zdecydowała się poprzeć Janusza Palikota, który miał odwagę bez ogródek mówić o konieczności zmniejszenia roli organizacji kościelnej, czy też samego kleru w życiu politycznym.<br />
<strong>Walka o prawa mniejszości seksualnych. Mieć swojego geja to za mało.</strong><br />
Pierwszy punkt programu Ruchu Palikota brzmi: „Legalizacja związków partnerskich bez prawa do adopcji. Zarówno osoby heteroseksualne, jak i homoseksualne, które prowadzą wspólne życie przez okres przynajmniej 5 lat, powinny mieć takie same prawa majątkowe i podatkowe jak pary małżeńskie (…).” Już samo umiejscowienie tego postulatu w strukturze dokumentu odgrywa niebagatelną rolę. Pokazuje ono bowiem, że homoseksualiści od początku stanowili bardzo istotną grupę docelową. Nieprawdziwym byłoby stwierdzenie, że Palikot w gejach i lesbijkach odnalazł swoją niszę. Ta część elektoratu była dotychczas „zagospodarowana” przez Sojusz Lewicy Demokratycznej, który, jako jedyna spośród partii parlamentarnych, podnosił problem konieczności prawnego uregulowania kwestii związków partnerskich osób tej samej płci. Program „Jutro bez obaw” na stronie 116 głosi, że „ludzie mają równe prawa; niezależnie od rasy, narodowości, wyznania, orientacji seksualnej, statusu materialnego, czy jakiejkolwiek innej właściwości.” Postulat traktowania osób homoseksualnych na równi z heteroseksualnymi został więc wpisany w szerszy kontekst, uczyniony jednym z wielu problemów o charakterze dyskryminacyjnym. Dla wyborców, których dany problem bezpośrednio dotyczy, tego typu zabieg mógł oznaczać ich marginalizację. W polskich warunkach, stawianie problemu gejów i lesbijek na równi z problemem dyskryminacji na podstawie kryterium rasowego jest w pewnym sensie deprecjonujące – więcej żyje bowiem w kraju homoseksualistów niż osób rasy innej niż kaukaska. Błędem SLD było więc zlekceważenie homoseksualnej części swego elektoratu (zakładam, że dla większości wyborców heteroseksualnych, ta kwestia nie była kluczowa). Nawiązanie przez SLD współpracy z Krystianem Legierskim i jego kandydowanie z list tej partii okazało się niewystarczającym zabiegiem do pozyskania głosów mniejszości seksualnych. Palikot natomiast miał dla swoich wyborców nie tylko Roberta Biedronia ale także konkretny postulat. Tę kwestię zdecydowałem się omówić obszerniej ponieważ na jej przykładzie wyraźnie pokazać można było przepływ elektoratu Sojuszu do Ruchu Palikota.<br />
<strong>Chcieć a móc</strong><br />
Kwestia dopasowania postulatów do realiów gospodarczych nie może być analogicznie do poprzednich omówionych błędów SLD w prosty sposób przełożona na poparcie dla Ruchu Palikota. Na tej płaszczyźnie bowiem te dwa ugrupowania różni najwięcej. Nie miałoby sensu porównywanie liberalnego stosunku do gospodarki (RP) z podejściem typowym dla nurtu socjaldemokratycznego (SLD), w które wpisany jest interwencjonizm państwowy (w mniejszym lub większym stopniu). W kampanii wyborczej RP niewiele było gospodarki. W tej materii partia zgadza się raczej z Platformą Obywatelską a wyborców dotychczas popierających SLD nie mogłaby przyciągnąć eksponując takie swoje stanowisko. Grzegorz Napieralski natomiast, choć jego partia stworzyła program obejmujący w kontekście gospodarki wiele sfer ludzkiej działalności, postanowił eksponować te z postulatów, które nie miały żadnego umocowania w realiach – były, krótko mówiąc, od początku niemożliwe do urzeczywistnienia, zwłaszcza w dobie kryzysu. Obietnica tabletów multimedialnych dla wszystkich uczniów szkół podstawowych, w sytuacji, kiedy część z nich jedyny ciepły posiłek w ciągu dnia je za pieniądze z akcji Pajacyk a ich rodzice nie mają pewności, czy państwo będzie w przyszłości w stanie wypłacać im emerytury, brzmiała w ustach lidera lewicy „trochę straszno, trochę śmieszno”. Postulaty i argumenty o charakterze ekonomicznym nie odgrywają na ogół w kampaniach wyborczych znaczącej roli ale czując lodowaty oddech recesji na plecach, Polacy woleli zaufać PO i Palikotowi, który PO nie zamierza „przeszkadzać” w prowadzeniu polityki gospodarczej, zamiast człowiekowi, pragnącemu ciężko zarobione pieniądze podatników wydać na gadżety elektroniczne dla dzieci, a takim właśnie widzieli Grzegorza Napieralskiego – bo większość z nich programu SLD nie czytała… a bzdury usłyszał każdy.<br />
<strong>Gdyby nie on… Polacy kochają wodzów</strong><br />
Problemy wizerunkowe lidera SLD były już niejednokrotnie omawiane w mediach przy okazji ubiegłorocznych wyborów prezydenckich. Sporo mówiło się o nieudolnych próbach ocieplania wizerunku kandydata, które były jakby „na siłę”, o braku jego wyrazistości i spójności – ni to mąż stanu, ni profesjonalista, przysłowiowy „swój chłop” też nie. Minął ponad rok… i nic się w tej materii nie zmieniło. Nie przeprowadzano, według mojej wiedzy, żadnych sondaży pod tym kątem, więc opierać się mogę jedynie na obiegowych opiniach pojawiających się na forach internetowych i w rozmowach z ludźmi deklarującymi potencjalne poparcie dla SLD. Ze źródeł tych wypływa przesłanie „Zagłosował(a) bym na SLD bo mam poglądy lewicowe ale Napieralski jest dla mnie nie do przyjęcia”.<br />
Domeną młodych demokracji jest wysokie poparcie dla silnych przywódców politycznych (choć Francja, mimo że młodą nie jest, również ten atrybut posiada). Można to łatwo zaobserwować w Polsce, na Węgrzech, w Czechach, czy na Ukrainie. Wysokie poparcie dla Jarosława Kaczyńskiego i Donalda Tuska również można w pewnym stopniu wyjaśnić występowaniem u nich pewnych cech przywódczych, jak charyzma, pewność siebie i swych poglądów. Janusz Palikot niewątpliwie posiada jakieś cechy przywódcze (wodzowskie). Świadczy o tym już sam fakt, że ponad 10% głosów w wyborach otrzymała partia z jego nazwiskiem w nazwie. Coś takiego nie udałoby się pewnie nawet prezesowi PiS gdyby jego partia przyjęła nazwę Ruch Jarosława Kaczyńskiego.<br />
Zaryzykuję więc stwierdzenie, że Janusz Palikot stał się dla dotychczasowych wyborców SLD ekwiwalentem silnego lewicowego przywódcy, potrzebę posiadania którego mieli od dawna zakorzenioną gdzieś głęboko w podświadomości, choć przypuszczalnie nigdy by się do tego nie przyznali.<br />
<strong>Nie ten target, nie te spoty</strong><br />
Po obejrzeniu spotów wyborczych kandydatów SLD – zarówno tych kluczowych, jak i tych, którzy dzięki spotom stali się popularni – próbowałem sobie odpowiedzieć na pytanie: „Kto jest ich grupą targetową”. Nie udało mi się to do dziś. Mniej więcej od połowy lat 90’ badania rynku wyborczego wykazywały, że tzw. betonowy elektorat Sojuszu to a) ludzie starsi (50+), słabo wykształceni, najczęściej z dużych i średnich miast, b)ludzie młodzi (25 – 35), wykształceni, zwykle z dużych miast. W przypadku kampanii wyborczej mającej na celu zdobycie władzy, a nie jej utrzymanie, ogólnie znaną i stosowaną w marketingu politycznym zasadą jest to, że przekaz adresuje się przede wszystkim do wyborców potencjalnych, niezdecydowanych; dotychczasowym wyborcom zaś przypomina się o istnieniu partii/kandydata. Pojawienie się Ruchu Palikota było dla osób odpowiedzialnych w Sojuszu za kampanię wyborczą wyzwaniem wymagającym elastyczności. Oprócz pozyskiwania nowych wyborców, stanęli przed koniecznością zabiegania o tych, których uważali za elektorat betonowy. Elastyczności, jak widać zabrakło. O ile reklama outdoorowa wypadła SLD naprawdę nieźle, nie można powiedzieć tego o spotach wyborczych (zwłaszcza tych telewizyjnych i internetowych). Pojawił się dysonans między warstwami estetyczną i merytoryczną (tej drugiej często w ogóle brakowało). Albo więc niewłaściwie dobrano grupy docelowe, albo właściwym grupom wyświetlono nieodpowiednie spoty. Mówiąc krótko, owi młodzi, wykształceni, z dużych miast (o których partia powinna była sobie przypomnieć) nie otrzymali przystosowanego do ich specyfiki przekazu.<br />
Narzędzia komunikacji zastosowane przez Ruch Palikota zdały się być lepiej dopasowane do specyfiki grup docelowych Ruchu. Zignorowani w kampanii przez SLD oddali swe głosy Ruchowi Palikota.<br />
<strong>Kandydaci znikąd</strong><br />
Każda kampania wyborcza ma swoje iskierki. Zwykle polityczna kariera takich iskierek kończy się wraz z wyborami. Niekiedy jednak iskierki spadają na odpowiednio suchy i łatwopalny grunt i wywołują pożar. Dla PiS-u w 2005 roku taką iskierką okazał się Adam Hofman, dla SLD w 2007 roku był nią Bartosz Arłukowicz (popularność zyskał dzięki udziałowi w reality show produkcji TVN – „Agent”). Najwyraźniej Sojusz uznał sukces Arłukowicza za dobra monetę bo w tegorocznych wyborach przyznał miejsce na swojej liście w Częstochowie Łukaszowi Wabnicowi, który wygrał kiedyś show „Hot or not” na kanale VIVA Polska. W sieci zaroiło się od spotów kandydatów SLD takich jak Jędrzej Wijas, czy Katarzyna Lenart, którym, dzięki nietypowej muzyce (Wijas), czy zdejmowaniu stanika przed kamerą (Lenart) udało się nawet przebić do mediów o ogólnokrajowym zasięgu. Kiedy jednak uzyskali już rozgłos, nie potrafili go wykorzystać. Myślę, że dowodzi to, iż partia z kiepskim zapleczem osobowym powinna jednak stawiać na tzw. „pewniaków”. Tak zrobił Ruch Palikota. Eksponowano tylko osoby rozpoznawalne na naprawdę dużą skalę, jak wspomniany już Robert Biedroń.<br />
<strong>Ta wygrana to przegrana</strong><br />
Wygrana Ruchu Palikota (bo ponad 10% dla nowej partii to chyba wygrana) jest w istocie klęską SLD. Choć powyżej kilkakrotnie wykazałem, że strategia i kampania wyborcza RP była znacznie lepsza od tego, co pokazała partia Grzegorza Napieralskiego, nie powiedziałbym, że sukces nowego ugrupowania wypłynął z rzeczywistego społecznego zapotrzebowania na nie. Odpowiedź na oba postawione na początku pytania jest jedna – nie. To rażące błędy SLD i jego lidera wzmocniły Ruch Palikota. Tych 10% wyborców mogłoby równie dobrze oddać swoje głosy na SLD.</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/olgbor.wordpress.com/224/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/olgbor.wordpress.com/224/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/olgbor.wordpress.com/224/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/olgbor.wordpress.com/224/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/olgbor.wordpress.com/224/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/olgbor.wordpress.com/224/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/olgbor.wordpress.com/224/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/olgbor.wordpress.com/224/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/olgbor.wordpress.com/224/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/olgbor.wordpress.com/224/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/olgbor.wordpress.com/224/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/olgbor.wordpress.com/224/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/olgbor.wordpress.com/224/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/olgbor.wordpress.com/224/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=olgbor.wordpress.com&amp;blog=442755&amp;post=224&amp;subd=olgbor&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://olgbor.wordpress.com/2011/10/10/ta-wygrana-to-przegrana/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/c88a5be189cd597b653f848027b4d637?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">olgbor</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Jest super&#8230;</title>
		<link>http://olgbor.wordpress.com/2011/06/14/jest-super/</link>
		<comments>http://olgbor.wordpress.com/2011/06/14/jest-super/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 14 Jun 2011 23:10:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>olgbor</dc:creator>
				<category><![CDATA[polityka]]></category>
		<category><![CDATA[prasa]]></category>
		<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://olgbor.wordpress.com/?p=220</guid>
		<description><![CDATA[&#8230;śpiewał Muniek Staszczyk z niemałą dozą ironii przeszło 14 lat temu. Ta piosenka jest dziś chyba bardziej na czasie niż w 1997 roku. Chociaż wieść o zamrożeniu przez rząd Viktora Orbána kursów franka, euro i jena rozeszła się po Europie bardzo szybko i natychmiast zrodziła dyskusję nad kwestią zastosowania tego typu rozwiązania w innych krajach, [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=olgbor.wordpress.com&amp;blog=442755&amp;post=220&amp;subd=olgbor&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>&#8230;śpiewał Muniek Staszczyk z niemałą dozą ironii przeszło 14 lat temu. Ta piosenka jest dziś chyba bardziej na czasie niż w 1997 roku.</strong><br />
Chociaż wieść o zamrożeniu przez rząd Viktora Orbána kursów franka, euro i jena rozeszła się po Europie bardzo szybko i natychmiast zrodziła dyskusję nad kwestią zastosowania tego typu rozwiązania w innych krajach, również w Polsce, nasi krajowi eksperci i władza monetarna są spokojni i zadowoleni z siebie. Ci pierwsi mówią, że w kraju nad Wisłą tylko około 2 proc. kredytobiorców zadłużonych we franku szwajcarskim ma trudności ze spłatą rat. Ci drudzy zaś chełpią się tym, jaka to polska Komisja Nadzoru Finansowego była przezorna wprowadzając w 2006 roku tzw. rekomendację S – dokument określający warunki, jakie musi spełnić kredytobiorca aby otrzymać kredyt w obcej walucie. W całym tym samozachwycie niknie jednak kwestia kosztów, jakie polskie gospodarstwa domowe ponoszą by kredyty w stale umacniającym się franku spłacać na czas oraz jakie mogą być tego konsekwencje w niedalekiej przyszłości.<br />
Nikt zdaje się nie zwracać uwagi na to, że konieczność spłacania stale rosnących rat zmusza ludzi do radykalnych wyrzeczeń, niektórych spycha wręcz w kierunku nędzy. Pamiętać należy, że owe wyrzeczenia oznaczają spadek popytu na wiele towarów i usług, który, choć dziś jeszcze nie daje się zaobserwować, pod wpływem gwałtownego umocnienia franka w ostatnich dniach, w najbliższym kwartale może już być zauważalny – zwłaszcza, że prognozy dla tej waluty przewidują dalszy wzrost jej wartości. Trudno zresztą by w okresie przedwyborczym ktokolwiek, poza opozycją, mówił o takich zjawiskach – przecież z przemówienia premiera Tuska na 10-leciu Platformy Obywatelskiej wynika, że jest super&#8230; I będzie jeszcze lepiej! Opozycja jednak też woli milczeć w tej kwestii. SLD – partia ponoć lewicowa, nie chce Platformy drażnić bo wie, że jest dla niej potencjalnym koalicjantem po jesiennych wyborach. Prawo i Sprawiedliwość natomiast unika merytorycznej, konstruktywnej krytyki na tym polu – bo Jarosław Kaczyński doskonale zdaje sobie sprawę, że grupa docelowa, do której chce dotrzeć, to nie zadłużona we frankach i euro klasa średnia, tylko uboga ludność z małych miast i wsi. Panująca w Polsce od czterech lat propaganda sukcesu jest, co trzeba przyznać, bardzo skuteczna. Wyborcy, choć wielu z nich, mimo ciężkiej, sumiennej pracy, po spłaceniu comiesięcznych rat, ledwo udaje się wiązać koniec z końcem, wciąż wyrażają poparcie dla rządu. W tym miejscu powraca jednak, jak co cztery lata zresztą, to samo pytanie, na które każdy ma inną odpowiedź – czy ludzie popierają Platformę, czy może głosują przeciwko obecnej opozycji? Nie to jest jednak tematem tego krótkiego artykułu. Jest nim problem ubożenia klasy średniej. Ponieważ to właśnie ona stanowi lwią część elektoratu Platformy Obywatelskiej, lepiej, przed wyborami, wmawiać jej, że wszystko idzie w dobrą stronę&#8230; że „jesteśmy wzorem dla Europy Zachodniej” &#8211; jak ujął to premier na wspomnianym rocznicowym wiecu.<br />
Rząd wstrzymał oddech i czeka na wybory. Do października więc nie mamy co liczyć na jakiekolwiek znaczące działania z jego strony – możemy jedynie słuchać obietnic. Wchłonięcie Bartosza Arłukowicza i ciągłe „przytulanie się” z Joanną Kluzik-Rostkowską (w tym jej obecność na konwencji PO) są dowodem na to, że partia rządząca jest dziś skoncentrowana wyłącznie na celu, jakim jest utrzymanie władzy. Chociaż Grzegorz Schetyna w „Kropce nad i” Moniki Olejnik (09.06) wychwalał koalicję z PSL-em, podkreślał, jak wiele Platforma nauczyła się przy ludowcach, stale wisi nad nią widmo konieczności znalezienia silniejszego koalicjanta. Ta sytuacja jest dosyć niebezpieczna dla Polaków. Nie chodzi o SLD w rządzie (bo taki wariant zdaje się raczej pożądany) ale o to, co dzieje się dziś – o unikanie przez rząd podejmowania wyzwań wynikających z sytuacji globalnej, będące skutkiem koncentracji wyłącznie na wewnętrznych rozgrywkach i kampanii wyborczej. Niestety, rynek finansowy oddechu nie wstrzymał i nie może poczekać do października. Niestety, raty kredytów w walutach obcych stale szybują w górę.<br />
Może się wydawać, że ruch rządu Orbána to nic innego jak „kupno kolejnej wygranej dla Fideszu”, jak określił to w niedawnej rozmowie Piotr Woyke, ale ja skłaniałbym się raczej ku twierdzeniu, że takiej decyzji wymagała sytuacja – zwłaszcza, że wybory parlamentarne na Węgrzech były zaledwie rok temu. Z logicznego punktu widzenia, analogiczny do węgierskiego krok w wykonaniu polskiego rządu mógłby znacząco wzmocnić Platformę Obywatelską i przyczynić się być może nawet do jej „wielkiego marzenia o samodzielnym rządzeniu” (Schetyna, 09.06). Mogłoby to również powstrzymać nieunikniony dziś spadek popytu w wielu sektorach i podtrzymać nasz wzrost gospodarczy. O tym, czy tak by się stało jednak nie przekonamy się – bo rząd woli czekać na wybory, fotografować się przy roll-upach z logotypem polskiej prezydencji w UE i powtarzać, że „jest super”. Pozostaje nam – wyborcom tylko dalej pracować, spłacać grzecznie raty i rozpacz tym spowodowaną tłumić rozrywkami w stylu wzajemnego obrzucania się błotem na wizji, których na pewno dostarczy tegoroczna kampania wyborcza.</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/olgbor.wordpress.com/220/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/olgbor.wordpress.com/220/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/olgbor.wordpress.com/220/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/olgbor.wordpress.com/220/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/olgbor.wordpress.com/220/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/olgbor.wordpress.com/220/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/olgbor.wordpress.com/220/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/olgbor.wordpress.com/220/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/olgbor.wordpress.com/220/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/olgbor.wordpress.com/220/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/olgbor.wordpress.com/220/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/olgbor.wordpress.com/220/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/olgbor.wordpress.com/220/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/olgbor.wordpress.com/220/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=olgbor.wordpress.com&amp;blog=442755&amp;post=220&amp;subd=olgbor&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://olgbor.wordpress.com/2011/06/14/jest-super/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/c88a5be189cd597b653f848027b4d637?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">olgbor</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Sensacja na wyrost.</title>
		<link>http://olgbor.wordpress.com/2011/05/13/sensacja-na-wyrost/</link>
		<comments>http://olgbor.wordpress.com/2011/05/13/sensacja-na-wyrost/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 13 May 2011 10:57:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>olgbor</dc:creator>
				<category><![CDATA[polityka]]></category>
		<category><![CDATA[prasa]]></category>
		<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://olgbor.wordpress.com/?p=217</guid>
		<description><![CDATA[Już prawie ucichło. Prawie&#8230; jeszcze tylko Dziennik Gazeta Prawna wylicza ile to Bartosz Arłukowicz będzie zarabiał jako podsekretarz w KPRM, ale już prawie koniec sensacji. Zmiana obozu przez szczecińską gwiazdę SLD jest tematem, moim zdaniem, przecenianym przez media. Telewizja TVN24, we wtorek, uczyniła z decyzji Arłukowicza najważniejszą wiadomość dnia. Portal Gazeta.pl natomiast, od 10.05 do [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=olgbor.wordpress.com&amp;blog=442755&amp;post=217&amp;subd=olgbor&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Już prawie ucichło. Prawie&#8230; jeszcze tylko Dziennik Gazeta Prawna wylicza ile to Bartosz Arłukowicz będzie zarabiał jako podsekretarz w KPRM, ale już prawie koniec sensacji. Zmiana obozu przez szczecińską gwiazdę SLD jest tematem, moim zdaniem, przecenianym przez media. Telewizja TVN24, we wtorek, uczyniła z decyzji Arłukowicza najważniejszą wiadomość dnia. Portal Gazeta.pl natomiast, od 10.05 do dziś (13.05), opublikował kilkadziesiąt artykułów dotyczących tego wydarzenia. Czy lekarz z Pomorza stanowi dla Sojuszu Lewicy Demokratycznej tak dużą stratę, że jego krok może zaważyć o powstaniu lub niepowstaniu ewentualnej koalicji PO-SLD po jesiennych wyborach? Nie sądzę. Czy gwiazdor z tzw. „hazardowej” jest rzeczywiście personą tak popularną i wpływową, że przeciągnie na stronę Platformy Obywatelskiej elektorat SLD w ilości zauważalnej w sondażach? Również, nie jestem przekonany.<br />
Bartosz Arłukowicz od dawna bał się marginalizacji, nie lubił kiedy jego osobę łączono tylko ze Szczecinem, chciał robić karierę w wielkiej polityce i szło mu całkiem nieźle. Klepane jak mantra frazesy o lewicowej wrażliwości Pana posła łapały niektórych za serca. Nie układało mu się jednak z Grzegorzem Napieralskim. Lider SLD nie lubi konkurentów we własnym obozie, a Arłukowicz był dla niego poważnym konkurentem (zwłaszcza po pracy w komisji śledczej), w dodatku w tym samym okręgu wyborczym, w miejscu, które Napieralski postrzegał jako swego rodzaju twierdzę, w obrębie której jego wygrana miała być pewna. Postanowił się więc go pozbyć, wypychając do sfery polityki samorządowej. Niepokorny poseł nie przyjął z rąk szefa partii „szansy”, jaką miała być kandydatura na prezydenta Szczecina. Od tego momentu zaczęły się poważne „tarcia” między dwoma politykami.<br />
Przyjęcie posady w KPRM to był, jak sądzę, efekt osobistych rozgrywek między liderem SLD a znanym posłem. Sojusz ograniczał możliwości realizacji ogromnych ambicji, jakie ma Arłukowicz. De facto, parlamentarzysta musiał dokonać wyboru między własną karierą a ideałami. Wybór ten mówi sporo o człowieku&#8230; Trochę szkoda, że wyszło tak jak wyszło, bo Arłukowicz wydawał się być atrakcyjną twarzą dla odmłodzonego SLD. Cios, jaki wymierzył macierzystej partii nie był jednak w istocie tak dotkliwy, jak mogłoby się wydawać i jak przedstawiają to niektóre media. Ostatnie miesiące w SLD to fala powrotów do aktywnej polityki takich nazwisk jak Oleksy, czy Miller. Marginalizowany ostatnio Ryszard Kalisz również pozostaje popularny. Pamiętać należy, że elektorat Sojuszu to przede wszystkim ludzie młodzi i wykształceni oraz osoby starsze, które z nostalgią wspominają PRL. Te grupy nie są skore do zmieniania swych preferencji politycznych ze względu na jednostkowe przypadki. Nieco zabawnym jest, że jednym z argumentów usprawiedliwiających zmianę frontu miał być dyskomfort wywoływany u Pana Arłukowicza przez wspólne, w ramach opozycji, głosowanie z Jarosławem Kaczyńskim. Czy nie będzie takiego samego dyskomfortu odczuwał głosując ramię w ramię z Jarosławem Gowinem? Co z lewicową wrażliwością?<br />
Sporo mówi się o tym, że w jesiennych wyborach Arłukowicz dostanie pierwsze miejsce na liście PO w Szczecinie. W 2007 roku uzyskał tam poparcie niewiele mniejsze niż sam przewodniczący Napieralski. Rodzi się jednak pytanie, w jakim stopniu wyborcy z tamtejszego okręgu popierali Arłukowicza jako takiego, w jakim zaś traktowali go jako po prostu człowieka z lewicy z numerem 3 na liście? Czy wyborcy PO, wyborcy Sławomira Nitrasa z 2007 roku, poprą jesienią Bartosza Arłukowicza? Czy wyborcy Arłukowicza przejdą za nim do PO? O ile pierwszy wariant wydaje się całkiem możliwy, w drugi trudno uwierzyć.<br />
Platforma Obywatelska, od dłuższego czasu funkcjonuje na polskiej scenie politycznej jako partia typu catch-all. Nie ma się więc co dziwić, że chętnie wchłania w swe szeregi zarówno ludzi z prawicy jak i z lewicy. Nie sądzę jednak, by Arłukowicz okazał się dobrym nabytkiem, korzystną inwestycją.</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/olgbor.wordpress.com/217/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/olgbor.wordpress.com/217/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/olgbor.wordpress.com/217/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/olgbor.wordpress.com/217/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/olgbor.wordpress.com/217/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/olgbor.wordpress.com/217/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/olgbor.wordpress.com/217/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/olgbor.wordpress.com/217/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/olgbor.wordpress.com/217/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/olgbor.wordpress.com/217/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/olgbor.wordpress.com/217/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/olgbor.wordpress.com/217/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/olgbor.wordpress.com/217/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/olgbor.wordpress.com/217/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=olgbor.wordpress.com&amp;blog=442755&amp;post=217&amp;subd=olgbor&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://olgbor.wordpress.com/2011/05/13/sensacja-na-wyrost/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/c88a5be189cd597b653f848027b4d637?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">olgbor</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Czego właściwie bronimy?</title>
		<link>http://olgbor.wordpress.com/2011/05/12/czego-wlasciwie-bronimy/</link>
		<comments>http://olgbor.wordpress.com/2011/05/12/czego-wlasciwie-bronimy/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 12 May 2011 14:35:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>olgbor</dc:creator>
				<category><![CDATA[polityka]]></category>
		<category><![CDATA[prasa]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://olgbor.wordpress.com/?p=210</guid>
		<description><![CDATA[Zabicie Osamy Ibn Ladena przez amerykańskie oddziały Navy Seals przyniosło Barackowi Obamie rekordowe wyniki w sondażach. Po raz pierwszy, od objęcia urzędu na początku 2009 roku, polityka prowadzona przez gabinet Obamy oceniana jest przez Amerykanów jednoznacznie pozytywnie. Nie chodzi tu tylko o ocenę walki z terroryzmem, choć ten wskaźnik osiągnął po 1 maja aż 73 [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=olgbor.wordpress.com&amp;blog=442755&amp;post=210&amp;subd=olgbor&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Zabicie Osamy Ibn Ladena przez amerykańskie oddziały Navy Seals przyniosło Barackowi Obamie rekordowe wyniki w sondażach. Po raz pierwszy, od objęcia urzędu na początku 2009 roku, polityka prowadzona przez gabinet Obamy oceniana jest przez Amerykanów jednoznacznie pozytywnie. Nie chodzi tu tylko o ocenę walki z terroryzmem, choć ten wskaźnik osiągnął po 1 maja aż 73 proc. na korzyść prezydenta, ale wzrosło również społeczne poparcie dla linii polityki gospodarczej wyznaczanej przez Biały Dom (53 proc.). Śmierć najgroźniejszego terrorysty naszych czasów, człowieka przedstawianego po 11 września 2001 jako wcielenie samego diabła, ma też inny skutek, o którym, zwłaszcza w Polsce, mówi się niechętnie.</strong><br />
Chodzi o swego rodzaju moralne usprawiedliwienie dla funkcjonowania tajnych więzień CIA poza granicami USA i dla stosowania tortur. Czy czeka nas era społecznego przyzwolenia dla stosowania średniowiecznych praktyk w pozyskiwaniu informacji? Czy mnożenie wyjątków od ogólnie przyjętych w demokratycznych państwach reguł, podyktowane względami bezpieczeństwa, nie prowadzi tzw. cywilizacji zachodu do ślepego zaułka jakim jest zatracenie podstawowych demokratycznych wartości w ferworze walki o ochronę demokracji?<br />
Podobno informacje, które w decydujący sposób wpłynęły na powodzenie akcji wywiadowczej mającej zlokalizować Ibn Ladena pozyskane zostały jeszcze na samym początku tzw. wojny z terroryzmem, w jednym z tajnych więzień CIA, gdzieś w Europie Środkowej. Tym gdzieś mogła być Polska. Wszyscy przypominamy sobie przecież aferę z lotniskiem w Szymanach, ze szkołą wywiadu i nieoznakowanymi samolotami B-737 kursującymi między Polską a Afganistanem. Nikt do tej pory nie wyjaśnił obywatelom RP, co właściwie działo się na Mazurach za ogrodzeniem z drutem kolczastym – możemy się tylko domyślać a owe domysły rysują niezwykle mroczny obraz rycerza na białym koniu jakim dotychczas mieniły się Stany Zjednoczone. Temat jednak ucichł, sprawa przyschła i właściwie, przed 1 maja 2011, mało kto pamiętał o sprawie więzień CIA, które mogły znajdować się na terytorium Polski. Informacja o pochodzeniu danych wywiadowczych, choć wcale nie musiała być podawana do wiadomości publicznej, pojawiła się. Ciężko wierzyć, że był to przypadek – przecież w wypowiedziach Białego Domu nie ma przypadków. Przywołała ona pytania, które wciąż czekają na odpowiedź: Czy tajne więzienia CIA działały na terytorium RP? Czy w Polsce torturowano ludzi? Czy polskie władze wiedziały o torturach? Kto ponosi za to odpowiedzialność?<br />
Nie łudziłbym się, że tym razem odpowiedzi zostaną udzielone. Przeraża mnie jednak to, że coraz mniej ludzi chciałoby rzeczywiście te odpowiedzi poznać. Euforia, jaka zapanowała w USA w pierwszych godzinach po śmierci terrorysty, wiwatowanie nad trupem budzące w każdym, posiadającym minimum przyzwoitości i dobrego smaku człowieku, odczucia ambiwalentne, nie pozwala liczyć nawet na cień jakiejkolwiek refleksji nad słusznością poczynań amerykańskich i koalicyjnych sił zbrojnych oraz wywiadu.<br />
„Jeżeli torturowanie pana Chaleda Szejka Mohammeda uniemożliwiło przeprowadzenie chociaż jednego zamachu &#8211; jestem za.” &#8211; powiedział 6 maja b.r. w Poranku TOK FM Tomasz Lis – obecnie naczelny tygodnika Wprost. Takie stanowisko budzi we mnie odczucia podobne trochę do tych związanych z wielką fiestą post mortem. Dziwi mnie, że takie stanowisko przyjmuje dziennikarz – reprezentant profesji, której istnienie jest pochodną dbałości o respektowanie praw człowieka. Pamiętajmy o tym, że one nie dzielą się na ważniejsze i mniej ważne. Prawo do swobody wypowiedzi i wywodząca się z niego zasada wolności prasy są w katalogu uniwersalnych praw przysługujących istotom ludzkim, równie ważne jak prawo do wolności od tortur – kategoria osobliwa, nieskodyfikowana ze względu na oczywistość genezy, ze względu na fakt, iż w naturalny sposób wynika ze wszystkich pozostałych praw. Chaled Szejk Mohammed, jako człowiek, miał takie samo prawo aby być w humanitarny sposób przesłuchany, aby stanąć przed niezawisłym sądem i bronić się, jak Tomasz Lis ma prawo do publicznego wyrażania swojej opinii.<br />
Powodzenie operacji Geronimo to bardzo niebezpieczny dla demokracji liberalnej sukces. Warto zauważyć, że nie wiemy, ile niewinnych osób poddano torturom, nim udało się trafić na człowieka, który udzielił potrzebnych CIA informacji. Zwolennicy tortur i bezprawnego więzienia zyskali pozorny argument skuteczności popieranych przez siebie metod. Dlaczego pozorny? Poszukiwania Osamy Ibn Ladena trwały właściwie od początku 2002 roku, zatem 9 lat. W tym czasie misja w Afganistanie pochłonęła dziesiątki miliardów dolarów, a działalność tajnych więzień CIA i bazy w Zatoce Guantanamo przyczyniła się do cierpienia wielu ludzi i ich rodzin – ich liczby pewnie nigdy nie poznamy. Czy skuteczną można nazwać metodę, która wymaga tak potężnych nakładów dla uzyskania tak mizernych skutków? Czy zastrzelenie brodatego Araba ukrywającego się w jakiejś norze na terytorium Pakistanu jest rzeczywiście znaczącym sukcesem dla potęgi takiej jak Stany Zjednoczone? Czy warto było poświęcić życie i zdrowie setek, a może nawet tysięcy ludzi, tylko po to by odnieść zwycięstwo mające jedynie wymiar symboliczny? Nie przeprowadzono jeszcze po 1 maja badań sondażowych, które mogłyby wykazać stopień społecznego poparcia, czy choćby przyzwolenia dla stosowania tortur. Na całym świecie pojawiają się jednak głosy, które takie przyzwolenie manifestują. W Polsce – Lis, w USA – John Yoo z National Review i wielu innych. Można odnieść wrażenie, że po 1 maja 2011 tortury stają się uznanym, skutecznym środkiem do pozyskiwania informacji. Wrażenie to prowadzi do smutnego wniosku, że cywilizacyjne osiągnięcia zachodu, o które całe narody walczyły na przestrzeni ostatnich 400 lat, odsuwane są na bok, choć nadal chętnie wykorzystywane w sposób instrumentalny przez różne środowiska. Podstawowe wartości, jakie niesie ze sobą termin demokracja liberalna stają się tylko wyblakłymi, pustymi sloganami, które wypełnić można dziś dowolną treścią.<br />
Z politycznego punktu widzenia, trudno mieć pretensję do Baracka Obamy. Prezydent USA zebrał plony z pola, które obsiał jego poprzednik. Wzrost poparcia dla jego administracji i dla całej Partii Demokratycznej to niewątpliwy sukces, który osiągnięto przy stosunkowo niewielkich nakładach politycznych albowiem większość kosztów ponieśli Republikanie. Nie trzeba było wywoływać wojny – bo już była; wystarczyło odnieść na niej jakiś sukces. Boleć może jednak fakt, że mamy do czynienia nie tylko z prezydentem Stanów Zjednoczonych, ale również z laureatem pokojowej nagrody Nobla. To wyróżnienie zobowiązuje. Ogłaszając śmierć Ibn Ladena, prezydent podkreślił, że nie prowadzi wojny ze światem Islamu, a jedynie z terrorystami. To samo przecież powtarzał jego poprzednik – George W. Bush ogłaszając początek wojny z terroryzmem bezpośrednio po zamachach z 11 września 2001. Niezależnie jednak od tego, kim jest wróg obywatele i przywódcy państw demokratycznych powinni pamiętać, co tak naprawdę odróżnia Nas – dobrych, skoro czynimy już podział na czarne i białe, od tych złych, przeciwko którym walczymy.<br />
Zbrodniarzy hitlerowskich osądzono w Norymberdze i skazano. Pokazano tym samym, swego rodzaju moralną przewagę wolnego świata nad nazistowskim reżimem, gdzie mordowano ludzi ze względu na pochodzenie, rasę, ułomności fizyczne. Dlaczego nie osądzono Osamy Ibn Ladena? Dlaczego nie skazano go prawomocnym wyrokiem sądu? Powracamy nie tylko do tortur ale również, jak widać do zasad rodem z kodeksu Hammurabiego.<br />
Czy tortury powróciły na dobre do katalogu dopuszczalnych metod śledczych? Czy broniąc pewnych wartości nie zatraciliśmy ich? Jeżeli tak, to czego właściwie bronimy, z wyjątkiem naszego materialnego, fizycznego bezpieczeństwa?</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/olgbor.wordpress.com/210/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/olgbor.wordpress.com/210/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/olgbor.wordpress.com/210/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/olgbor.wordpress.com/210/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/olgbor.wordpress.com/210/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/olgbor.wordpress.com/210/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/olgbor.wordpress.com/210/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/olgbor.wordpress.com/210/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/olgbor.wordpress.com/210/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/olgbor.wordpress.com/210/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/olgbor.wordpress.com/210/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/olgbor.wordpress.com/210/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/olgbor.wordpress.com/210/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/olgbor.wordpress.com/210/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=olgbor.wordpress.com&amp;blog=442755&amp;post=210&amp;subd=olgbor&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://olgbor.wordpress.com/2011/05/12/czego-wlasciwie-bronimy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/c88a5be189cd597b653f848027b4d637?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">olgbor</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Autoportret w zbroi</title>
		<link>http://olgbor.wordpress.com/2011/03/21/autoportret-w-zbroi/</link>
		<comments>http://olgbor.wordpress.com/2011/03/21/autoportret-w-zbroi/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 21 Mar 2011 16:55:04 +0000</pubDate>
		<dc:creator>olgbor</dc:creator>
				<category><![CDATA[Fikcja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://olgbor.wordpress.com/?p=211</guid>
		<description><![CDATA[Opowiem ci, co przytrafiło mi się niedawno. Pewnie i tak nie uwierzysz. Nie musisz. Stoliki i krzesła z dykty stały na ulicznym bruku. Pośrodku był bar z takich samych płyt jak pozostałe meble; w menu kolorowe koktajle, importowane piwa, ale głównie wódka średniej klasy. Blade światło sterczącej z muru latarni, która przypominała zdeformowaną ludzką głowę. [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=olgbor.wordpress.com&amp;blog=442755&amp;post=211&amp;subd=olgbor&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="font-family:&quot;"><span style="font-size:small;">Opowiem ci, co przytrafiło mi się niedawno. Pewnie i tak nie uwierzysz. Nie musisz. Stoliki i krzesła z dykty stały na ulicznym bruku. Pośrodku był bar z takich samych płyt jak pozostałe meble; w menu kolorowe koktajle, importowane piwa, ale głównie wódka średniej klasy. Blade światło sterczącej z muru latarni, która przypominała zdeformowaną ludzką głowę. Dookoła tego wszystkiego tylko atramentowa noc, tak ciemna, że można by w niej utonąć. To by nie było przyjemne. Ta ciemność, w odróżnieniu od wódki z lodem w mojej szklance, była gęsta jak budyń. Wyobraź sobie, że toniesz w budyniu, czarnym w dodatku. Czerń wlewa się wszystkim otworami twojego ciała a ty nie możesz nic z tym zrobić. Jak na ruchomych piaskach, każdy gwałtowny ruch, szamotanina, pogarsza twoją sytuację. Ja i kilkadziesiąt innych osób, siedzieliśmy w świetle tej brzydkiej latarni i udawaliśmy, że celebrujemy życie. To jedna z naszych ulubionych zabaw. Pijemy alkohol, wzmacniamy jego działanie różnymi innymi substancjami psychoaktywnymi i wychodzimy w nocy na miasto. Uśmiechamy się, świecimy białymi zębami, ulegamy chwili, ulegamy temu, że inni ulegli chwili. Kiedyś byliśmy źli na takie życie. Nazywaliśmy je festiwalem próżności. Teraz bierzemy w nim udział i nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. Bo to jest bezbolesne. Jest raczej przyjemne. Unikamy dyskomfortu, dążymy do przyjemności, choćby chwilowej, za wszelką cenę – nawet jeśli cena jest wysoka, za wysoka. To ma być rekompensata za bylejakość dnia powszedniego. Ale to też jest w sumie byle jakie. W każdym razie siedzieliśmy z kilkuosobową grupką znajomych w tej dziwnej knajpie na świeżym powietrzu i sączyliśmy wódkę na lodzie. Już nas znudziły rozmowy. Coraz częściej pijemy w milczeniu, które przerywamy jedynie w celu zakomunikowania kompanom, że idziemy załatwić jakąś potrzebę fizjologiczną – żeby nie pomyśleli, że ktoś już idzie do domu. Sokrates stale rozmawiał z ludźmi, uważał te rozmowy za budujące. Dzisiaj nikt by z nim nie chciał gadać. I tym razem właśnie siedzieliśmy w takim milczeniu, bardzo anty-sokratejskim. Nagle, jakiś obcy facet podszedł do naszego stolika i zapytał czy może się dosiąść. Były wolne miejsca przy innych stolikach. „Proszę bardzo” &#8211; powiedziałem wskazując wzrokiem wolne krzesło. Powiedziałem to takim tonem, żeby wiedział, że nie jesteśmy zachwyceni jego towarzystwem ale kurtuazyjnie się zgodziliśmy. Moi kompani siedzieli dalej z wzrokiem wbitym w dna szklanek albo pełzającym jak naćpane ślimaki po ciałach młodych kobiet przy innych stolikach i barze. </span></span></p>
<p><span style="font-family:&quot;"><span style="font-size:small;">-Miły wieczór. &#8211; powiedział nieznajomy, gdy już wygodnie rozsiadł się na swoim krześle.</span></span></p>
<p><span style="font-family:&quot;"><span style="font-size:small;">-Wieczór jak wieczór. &#8211; odpowiedziałem.</span></span></p>
<p><span style="font-family:&quot;"><span style="font-size:small;">-Jest dość ciepło, muzyka niezła, alkohol w dobrej cenie. Czego chcieć więcej od piątkowego wieczoru? &#8211; zapytał, wyraźnie przeciwstawiając się mojej obojętności. </span></span></p>
<p><span style="font-family:&quot;"><span style="font-size:small;">-Myślę, że jest wiele rzeczy, których można by chcieć. Myślę, że ciepło, muzyka i niedroga wóda to nie jest szczyt marzeń. &#8211; Odparowałem.</span></span></p>
<p><span style="font-family:&quot;"><span style="font-size:small;">-No to&#8230; dlaczego tu siedzicie? Dlaczego siedzicie wstawieni w milczeniu w tej knajpie, zamiast iść zdobywać świat, biec za prawdziwymi marzeniami? Dlaczego nie chwycicie losu mocno za jaja i nie zażądacie od niego tego, czego brak?</span></span></p>
<p><span style="font-family:&quot;"><span style="font-size:small;">Jeden z moich kumpli, Piotrek, oderwał nagle wzrok od wirującej w jego szklance kostki lodu i powoli przeniósł spojrzenie na twarz nieznajomego. </span></span></p>
<p><span style="font-family:&quot;"><span style="font-size:small;">-Wypierdalaj. Kim ty w ogóle jesteś? &#8211; powiedział i z zaciekawieniem oczekiwał reakcji obcego.</span></span></p>
<p><span style="font-family:&quot;"><span style="font-size:small;">-A jakie to ma znaczenie? &#8211; facet odpowiedział pytaniem.</span></span></p>
<p><span style="font-family:&quot;"><span style="font-size:small;">-Takie, że przylazłeś tutaj, usiadłeś przy naszym stole i masz jeszcze czelność krytykować nasz sposób spędzania wolnego czasu. A może ty się tak nieszablonowo przystawiasz? Kiepski strzał. Nikt tu nie jest zainteresowany, wszyscy wolimy dziewczynki. </span></span></p>
<p><span style="font-family:&quot;"><span style="font-size:small;">-Spokojnie. &#8211; odparł nasz rozmówca, po czym uniósł prawą dłoń ze złotą obrączką.</span></span></p>
<p><span style="font-family:&quot;"><span style="font-size:small;">-No to o co chodzi? Jesteś z jakiejś sekty? Chcesz nas zwerbować? &#8211; zapytał lekko poirytowany Piotrek.</span></span></p>
<p><span style="font-family:&quot;"><span style="font-size:small;">-Tak się nie werbuje ludzi do sekt. Od razu widać, że gówno wiesz o życiu. Byłem kiedyś w sekcie i nie wyszło mi to na dobre. Nie pozwalali nam bzykać, pić kawy ani słuchać muzyki. Co rano tańczyliśmy w kółku na trawniku przed siedzibą zgromadzenia, a potem szliśmy na zakupy do sklepu sekty, w którym sprzedawali nam za ciężkie pieniądze ekologiczne warzywa, które sami uprawialiśmy&#8230;</span></span></p>
<p><span style="font-family:&quot;"><span style="font-size:small;">-Gówno mnie to obchodzi. &#8211; przerwał mu, już wyraźnie podenerwowany Piotrek. &#8211; Pytam, czego chcesz od nas?</span></span></p>
<p><span style="font-family:&quot;"><span style="font-size:small;">-Już mówię. Będzie tu dzisiaj niezłe show. Przysiadłem się do was żebyście nie przegapili widowiska. </span></span></p>
<p><span style="font-family:&quot;"><span style="font-size:small;">-Jakiego znowu widowiska? &#8211; zapytałem, podobnie jak Piotrek, poirytowany całą sytuacją. „Psychol”, pomyślałem.</span></span></p>
<p><span style="font-family:&quot;"><span style="font-size:small;">Nieznajomy popatrzył na zegarek i szeroko się uśmiechnął. Naszym oczom ukazała się złota jedynka, taka jak ludzie robili sobie w Rosji w latach siedemdziesiątych, obrzydliwe.</span></span></p>
<p><span style="font-family:&quot;"><span style="font-size:small;">-Już się zaczyna. Sceną jest przestrzeń między barem a latarnią. &#8211; powiedział wyraźnie zadowolony z siebie i z tego, co mieliśmy zobaczyć. </span></span></p>
<p><span style="font-family:&quot;"><span style="font-size:small;">Muzyka ucichła. Zastąpił ją dziwny szum &#8211; coś jakby połączenie odgłosów morza z rozstrojonym radioodbiornikiem. Najdziwniejsze było jednak to, że dźwięk ten nie dochodził z głośników tylko z otaczającej nas ciemności – tej atramentowej. Był nagle wszędzie, efekt jak w kinie z Dolby Digital. Wszyscy ludzie przy innych stolikach zamarli nagle; stali się szarzy i zupełnie bez znaczenia. Zastygli w bezruchu, jakby ktoś wcisnął pauzę, jak postaci z obrazów, jak posłuszni statyści – manekiny bez świadomości i celu innego niż wypełnianie przestrzeni. Ten motyw bardzo lubią wykorzystywać ambitni reżyserzy filmowi, jak Greenaway czy Majewski. No ale nie było ekranu. To wszystko było takie realistyczne, że naprawdę zacząłem się martwić, czy przypadkiem ktoś mi nie wrzucił do drinka jakiegoś świństwa. Lampa w kształcie głowy zwróciła się w moją stronę i przemówiła zachrypniętym, metalicznym głosem: „To będzie spektakl o tobie i tylko dla ciebie. Każdy tu widzi spektakl dla siebie. Każdy zobaczy coś innego, choć wszyscy patrzeć będą, w sumie, na to samo.” W tym momencie miarka się przebrała. Wziąłem ze stołu czyjąś paczkę papierosów i nerwowo jednego zapaliłem. Rozejrzałem się po moich kumplach od kieliszka. Wszyscy siedzieli nieruchomo i wlepiali wzrok w gadającą latarnię. Piotrek siedział z głową podpartą na łokciach i z otwartymi ustami wytrzeszczał oczy. Dźwięk przyjął niską tonację. Latarnia była z powrotem latarnią ale oświetlała już nie całą przestrzeń knajpianą, a jedynie odcinek wskazany przez nieznajomego jako „scena”. </span></span></p>
<p><span style="font-family:&quot;"><span style="font-size:small;">Na środku improwizowanej sceny pojawiła się dziewczyna o nieprzeciętnej urodzie. Średniej długości ciemne włosy delikatnie opadały na jej ramiona, asymetryczna grzywka z przodu dodawała lekko drapieżnego charakteru, co kontrastowało z jej łagodnymi rysami twarzy. Wielkie ciemne oczy zmierzyły powoli widownię, od lewa do prawa i zatrzymały się na mnie. </span></span></p>
<p>„<span style="font-family:&quot;"><span style="font-size:small;">Ty byś czegoś bardzo chciał.”- Powiedziała. Jej głos był ciepły, raczej niski, ale przy tym bardzo kobiecy. Nie zareagowałem, nie odezwałem się &#8211; to przecież przedstawienie. „Do ciebie mówię.”- rzekła z lekkim zniecierpliwieniem, cały czas patrząc wprost na mnie. Zdezorientowany wskazałem palcem na siebie. Kiwnęła potakująco głową. „Któż by nie chciał? Każdy chciałby czegoś.”- odpowiedziałem. Uśmiechnęła się. To był chyba najsłodszy uśmiech jaki w życiu widziałem. „No ale ty byś chyba czegoś bardzo chciał&#8230; ode mnie.”- powiedziała wesoło. „Przecież cię nie znam.”- odpowiedziałem broniąc się, jakbym był winnym. Nawet gdybym czegoś od niej chciał to nie jest to przecież żadnym przewinieniem. Dlaczego zacząłem się tłumaczyć? Skąd poczucie winy? „A czy to stoi w jakiś sposób na przeszkodzie?”- zapytała cały czas uśmiechnięta w ten z niewalający sposób. „Nie musisz nic mówić. Widzę, że picie w milczeniu całkowicie odebrało ci resztki krasomówczego talentu. Nic nie szkodzi.”- kontynuowała, widząc, że nie byłem w stanie nic powiedzieć &#8211; „Porozmawiamy na końcu. Jeśli dotrwasz do końca, będę twoją nagrodą. W przeciwnym wypadku, nagrodę dostanie ktoś inny, ktoś kto o nią nie walczy nawet. Nie ma bowiem gorszej kary dla zawodnika niż trofeum oddane w ręce kogoś z publiczności. Pamiętaj o tym.” Wypowiedziawszy tę kwestię rozpłynęła się w ciemności. </span></span></p>
<p><span style="font-family:&quot;"><span style="font-size:small;">Na scenie pojawiła się kolejna postać. Wyglądała znajomo. Przyjaciel. Przyjaciel z dzieciństwa. To był Michał. Trzymał w ręku kufel z piwem i wyglądał na mocno zdziwionego całą sytuacją i przestraszonego, jak chrześcijanin wypuszczony na arenę, na moment przed lwami. Szybko odnalazł mnie wzrokiem, jako jedyną postać, którą znał w tym miejscu. To go uspokoiło. Podszedł do stolika, wziął sobie krzesło i usiadł naprzeciw mnie. </span></span></p>
<p><span style="font-family:&quot;"><span style="font-size:small;">-Siema! &#8211; krzyknął, jakby chciał przekrzyczeć ciszę. &#8211; Co u ciebie? &#8211; zapytał.</span></span></p>
<p><span style="font-family:&quot;"><span style="font-size:small;">-Cześć, Michał. U mnie wszystko w porządku, chociaż czuję się dziwnie w tej sytuacji. Wiesz może, o co w tym wszystkim chodzi? &#8211; zapytałem. </span></span></p>
<p><span style="font-family:&quot;"><span style="font-size:small;">-O co chodzi, w czym?</span></span></p>
<p><span style="font-family:&quot;"><span style="font-size:small;">-W tym całym przedstawieniu. Kim była ta dziewczyna, dlaczego wszyscy zastygli w bezruchu a tylko ty i ja możemy normalnie rozmawiać? &#8211; zapytałem zdziwiony jego ignorancją. </span></span></p>
<p><span style="font-family:&quot;"><span style="font-size:small;">-Nie rozumiem za bardzo twojego pytania, stary. Napisałeś to, o czym mówiłeś ostatnio? Mówiłeś, że coś piszesz. Ja wpadłem tylko na chwilę. Muszę jutro wcześnie wstać. Robota. Też przydałaby ci się prawdziwa praca, rozumiesz, taka za prawdziwe pieniądze. </span></span></p>
<p><span style="font-family:&quot;"><span style="font-size:small;">-Wiem, przydałaby się. Naprawdę nie widzisz, że coś jest tutaj nie tak? Świat się zatrzymał. </span></span></p>
<p><span style="font-family:&quot;"><span style="font-size:small;">-Nie wiem co brałeś, ale zmień lepiej dilera. </span></span></p>
<p><span style="font-family:&quot;"><span style="font-size:small;">-Sam już nie wiem, co brałem. Ta sytuacja mnie chyba przerasta. </span></span></p>
<p><span style="font-family:&quot;"><span style="font-size:small;">-Musisz się ogarnąć. Poszukaj sobie zajęcia, jakiejś pracy, która przynosi prawdziwe pieniądze. To ci dobrze zrobi. Lecę. Pogadamy innym razem. W kontakcie! &#8211; krzyknął na koniec robiąc z dłonią gest „słuchawki telefonicznej” przy uchu, po czym wstał i odszedł za latarnię. Po kilku krokach zlał się z ciemnością. </span></span></p>
<p><span style="font-family:&quot;"><span style="font-size:small;">Ta opowieść może wydać się nieprawdopodobna, ale przysięgam, że jest prawdziwa. Pamiętam wszystkie szczegóły. Przecież nie zmyśliłbym czegoś takiego, a nawet jeżeli to&#8230; po co? To jeszcze nie koniec&#8230;</span></span></p>
<p><span style="font-family:&quot;"><span style="font-size:small;">Mistrz skończył obraz. Obmył dłonie w misce z ciepłą wodą, zapalił fajkę i z zadowoleniem przyglądał się dziełu. „Autoportret w zbroi.”- Taki nadał mu tytuł. Tymczasem, Don Kichot i Sancho Pansa w milczeniu oddalali się grząską błotnistą drogą w kierunku, z którego nadciągały nad wybrzeże ciemne chmury. </span></span></p>
<p><span style="font-family:&quot;"><span style="font-size:small;">Widziałeś „Siódmą pieczęć” Bergmana? Pamiętasz początkową scenę, w której rycerz Block zaczyna grać ze śmiercią w szachy? No to wyobraź sobie Don Kichota na miejscu Blocka. Niepoprawny marzyciel, który siedzi gdzieś głęboko we mnie, tak dobrze ukryty, że obcując ze mną nawet przez dłuższy czas, ciężko go dostrzec, chciałby aby rycerz z La Manchy wygrał tę partię w trzech ruchach. Jest dobry, jest czysty, zasługuje na wygraną. </span></span></p>
<p><span style="font-family:&quot;"><span style="font-size:small;">Na scenę wszedł starszy mężczyzna. Ciężko było określić jego wiek. Równie dobrze mógł mieć 55, jak i 65 lat. Był ubrany w nieźle skrojony garnitur i cienki prochowiec. Na nogach miał wysokiej klasy, brązowe sznurowane buty, tak starannie wypolerowane, że odbijały światło latarni w widoczny sposób, choć nie były lakierkami. Stanął dokładnie w połowie drogi między latarnią a barem. Rozejrzał się spokojnie po widowni. </span></span></p>
<p>„<span style="font-family:&quot;"><span style="font-size:small;">Postać, którą gram w tym przedstawieniu to profesor.”- zaczął &#8211; „Może się wam to podobać lub nie, ale taki dostałem angaż i zamierzam dobrze wykonać swoją pracę. Wam przypadła rola studentów. Ważny jest dla mnie dobry kontakt ze studentami. Nie oznacza to, że będę robił z siebie błazna, czy spoufalał się z wami. Po prostu, już na wstępie, obiecuję, że najzdolniejsi z was, najbardziej pracowici i zaangażowani, zostaną docenieni.” Ponieważ użył liczby mnogiej, popatrzyłem po ludziach, zwłaszcza po moich znajomych. „Czy nadal tkwią w tym letargu, w który, z niewiadomych mi przyczyn, zapadli wraz z początkiem spektaklu?”, pytałem siebie w duchu. Nadal byli nieruchomi. Profesor kontynuował: „Słuchanie tego wykładu nie jest obowiązkiem. To przywilej! Proszę mieć to na uwadze. Jeżeli już zdecydujecie się w nim uczestniczyć, pamiętajcie, że gramy na moich zasadach. Są one bardzo proste: maksimum wysiłku z waszej strony zaowocuje pozytywnymi ocenami, które będziecie mogli pokazać kiedyś dzieciom. Brak maksymalnego wysiłku z waszej strony, zaowocuje niezdanym egzaminem. Ponadto, żadnego gadania, jedzenia, picia, uśmiechania się, czy spania.” Nagle, ni stąd ni zowąd, Piotrek odzyskał świadomość. „Musimy wybrać”- zaszeptał w moją stronę &#8211; „Musimy wybrać, czy podejmujemy to wyzwanie, czy nie. Słyszałeś, nie ma takiego obowiązku. No&#8230; ale wyzwanie to wyzwanie. Ja chyba mówię, mimo wszystko, </span></span><em><span style="font-family:&quot;"><span style="font-size:small;">pas</span></span></em><span style="font-family:&quot;"><span style="font-size:small;">. Nie mam do tego głowy. Jakiś profesor, jakieś warunki. A ty?” Ja z kolei nie miałem głowy by zastanawiać się nad wyborem. Nurtowało mnie, jak to się stało, że cały czas wyłączony, wstrzymany w jakiejkolwiek aktywności Piotrek, nagle się ocknął? Gdzie był wcześniej? „Widziałeś tę dziewczynę? Na samym początku, wiesz&#8230;”- zapytałem go szeptem. „Jaką znowu dziewczynę?”- odpowiedział &#8211; „Na wykładzie nic nie wyrwiesz, stary&#8230;.”- dodał. Nie wiedziałem, co zrobić. „Ja zostaję. Podejmuję to wyzwanie.”- powiedziałem głośno w stronę profesora. </span></span></p>
<p><span style="font-family:&quot;"><span style="font-size:small;">Latarnia zwróciła swą zdeformowaną głowę w moją stronę. Zachrypnięty głos zakomunikował beznamiętnie: „Koniec pierwszego aktu! Kurtyna!” Otaczająca nas ciemność zaczęła się przybliżać. Początkowo powoli, później coraz szybciej. Ani się obejrzałem a była już o kilka metrów ode mnie. Czerń zaczęła wlewać się do wszystkich otworów mojego ciała. Chciałem krzyczeć, ale czarna materia zatkała mi usta. Zacząłem się dusić. Kiedy byłem już prawie przekonany, że to koniec, poczułem chłodną bryzę na twarzy i nagle odetchnąłem z ulgą. „Zaczyna padać. Lepiej chodźmy gdzieś, gdzie jest dach.”- powiedział Piotrek i jednym łykiem dopił swój drink. Muzyka grała tak, jak na początku, ludzie rozmawiali, zamawiali przy barze napoje. Moi znajomi siedzieli przy stoliku i przy użyciu słomek, bawili się ćwiartkami cytryn w swoich szklankach. Nieznajomego nie było. Nie wiem, co się ze mną stało. Może zasnąłem? A może ktoś mi naprawdę wrzucił coś do drinka, przez pomyłkę? Już mieliśmy wychodzić, gdy nagle zobaczyłem dziewczynę z przedstawienia. Była tak piękna jak za pierwszym razem. Siedziała przy stoliku z jakimś facetem. Podszedłem bliżej żeby się jej dokładnie przyjrzeć. Jej towarzyszem okazał się Michał. Miało to swoje dobre i złe strony. Zaleta było to, że miałem wytłumaczenie, dlaczego podszedłem. </span></span></p>
<p><span style="font-family:&quot;"><span style="font-size:small;">-Siema! &#8211; krzyknął Michał, próbując przekrzyczeć muzykę.- Co tam? &#8211; zapytał.</span></span></p>
<p><span style="font-family:&quot;"><span style="font-size:small;">-Wszystko w porządku.- odpowiedziałem – Może przedstawisz mnie swojej przyjaciółce? &#8211; dodałem.</span></span></p>
<p><span style="font-family:&quot;"><span style="font-size:small;">-Jasne eeee, to jest Ania, a to jest eeee … . Słuchaj&#8230; czy napisałeś już to, o czym mówiłeś? Mówiłeś, że coś tam piszesz. Ja wpadłem na krótko. Jutro robota. Trzeba coś zarobić! Właśnie&#8230; Tobie też przydałaby się praca, taka prawdziwa, za prawdziwe pieniądze. Ja na przykład nie narzekam. </span></span></p>
<p><span style="font-family:&quot;"><span style="font-size:small;">Nie mogłem wytrzymać. Coś we mnie pękło. Pod wpływem osobliwego przedstawienia, którego jeden akt odegrany został w mojej głowie, nie potrafiłem powstrzymać się od wypowiedzenia słów, które, o czym wiedziałem, mogły ranić, ale mogły też uczynić wiele dobrego. Nie tylko dla mnie.</span></span></p>
<p><span style="font-family:&quot;"><span style="font-size:small;">-Michał, dlaczego za każdym razem, kiedy cię spotykam, mówisz tylko o swojej pracy i o pieniądzach? Dlaczego mówisz to zawsze z taką wyższością? Pieniądze wcale nie są najważniejsze. Chcę wierzyć, może trochę jak Don Kichot, że w tym świecie liczy się coś więcej, że liczy się całokształt, wszystkie sfery aktywności. Chcę wierzyć, że na końcu jest nagroda, trofeum dla tego, kto naprawdę włoży we wszystko, co robi, maksimum energii. Nie chodzi tylko o pracę. Chodzi o codzienne życie, o stawianie czoła przeciwnościom i godne wychodzenie z potyczek z konkurentami. Chcę wierzyć, że na końcu czeka nagroda. </span></span></p>
<p>„<span style="font-family:&quot;"><span style="font-size:small;">A co, jeśli nie czeka?”- zapytała Ania, zerkając na mnie swoimi pięknymi, czarnymi oczami – tak czarnymi, jak ciemność atramentowej nocy.</span></span></p>
<p><span style="font-family:&quot;"><span style="font-size:x-small;"> </span></span></p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/olgbor.wordpress.com/211/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/olgbor.wordpress.com/211/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/olgbor.wordpress.com/211/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/olgbor.wordpress.com/211/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/olgbor.wordpress.com/211/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/olgbor.wordpress.com/211/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/olgbor.wordpress.com/211/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/olgbor.wordpress.com/211/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/olgbor.wordpress.com/211/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/olgbor.wordpress.com/211/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/olgbor.wordpress.com/211/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/olgbor.wordpress.com/211/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/olgbor.wordpress.com/211/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/olgbor.wordpress.com/211/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=olgbor.wordpress.com&amp;blog=442755&amp;post=211&amp;subd=olgbor&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://olgbor.wordpress.com/2011/03/21/autoportret-w-zbroi/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/c88a5be189cd597b653f848027b4d637?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">olgbor</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Owieczki w wilczych skórach, czy wilczki w owczych?</title>
		<link>http://olgbor.wordpress.com/2010/11/16/owieczki-w-wilczych-skorach-czy-wilczki-w-owczych/</link>
		<comments>http://olgbor.wordpress.com/2010/11/16/owieczki-w-wilczych-skorach-czy-wilczki-w-owczych/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 16 Nov 2010 16:35:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>olgbor</dc:creator>
				<category><![CDATA[polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://olgbor.wordpress.com/?p=208</guid>
		<description><![CDATA[Nie zapytam dlaczego „Polska jest najważniejsza”, ani spośród czego. Odpowiedzi na te pytania nikogo nie interesują, co pokazał rewelacyjny wynik Jarosława Kaczyńskiego w sierpniowych wyborach; wynik, którego autorami mienili się Joanna Kluzik-Rostkowska i Paweł Poncyliusz. Dzisiaj hasło z upalnych, letnich dni powraca z nowym zastosowaniem, z nową funkcją. Od czasu usunięcia pań Rostkowskiej i Jakubiak [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=olgbor.wordpress.com&amp;blog=442755&amp;post=208&amp;subd=olgbor&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="font-family:Garamond Premr Pro Smbd,serif;">Nie zapytam  dlaczego „Polska jest najważniejsza”, ani spośród czego. Odpowiedzi na te pytania nikogo nie interesują, co pokazał rewelacyjny wynik Jarosława Kaczyńskiego w sierpniowych wyborach; wynik, którego autorami mienili się Joanna Kluzik-Rostkowska i Paweł Poncyliusz. Dzisiaj hasło z upalnych, letnich dni powraca z nowym zastosowaniem, z nową funkcją. Od czasu usunięcia pań Rostkowskiej i Jakubiak z szeregów partii prezesa Jarosława, na okrągło słyszymy różne hipotetycznie możliwe scenariusze politycznej ich przyszłości. PSL, czekający na reprezentantów dietetycznej wersji Law &amp; Justice z otwartymi ramionami, wydawał się chwytać brzytwy w związku z lecącym, ostatnimi czasy, na łeb, na szyję w dół, poparciem. Pani Jakubiak zresztą byłoby do twarzy w gumofilcach. Decyzja o utworzeniu stowarzyszenia „Polska jest najważniejsza” przekreśliła tamtą i wszystkie pozostałe prognozy i być może też marzenia premiera Pawlaka o poprawie wyników sondażowych ludowców. Michał Kamiński powiedział trochę ostrych słów pod adresem macierzystej partii w programie Andrzeja Morozowskiego  ale, kiedy w grę wchodzi kapitał (polityczny, rzecz jasna), można sobie wybaczyć takie wybryki. Nagłośniono sprawę w taki sposób by eurodeputowany wyszedł w oczach opinii publicznej na niepokornego badboya, który się Jarosława Kaczyńskiego nie boi i woli frakcję dietetyczną. Mamy więc na scenie politycznej kolejne ciało- kolejne stowarzyszenie. W ogóle ostatnio modnym się stało zakładanie przez secesjonistów stowarzyszeń. Najpierw Janusz Palikot- teraz <em>milusińscy</em> z PiS. Były szef PO na Lubelszczyźnie zdecydował się już założyć partię. Forma stowarzyszenia była mu potrzebna aby wstępnie wybadać, na jakie poparcie ma szansę, na jaki odzew społeczny może liczyć. Może „Polską jest najważniejszą” (chyba tak to będziemy odmieniać) jest podobnie? Może powstanie z tego partia polityczna? </span></p>
<p><span style="font-family:Garamond Premr Pro Smbd,serif;">Od samego początku sprawy Palikota, nieufni zarzucali mu, że, jako dawny wydawca Ozon-u i partyjny kolega Jarosława Gowina, na pewno udaje. Wietrzono podstęp, spodziewano się, że Palikot chce wesprzeć PO od zewnątrz- odbierając głosy SLD. Ja nigdy się z tą wersją za bardzo nie zgadzałem. Nie negowałem prawdopodobieństwa takiego scenariusza, jednak od początku wyrażam przekonanie, iż  głównym celem Palikota jest zaspokojenie jego osobistej ambicji- zostanie różnorzędnym partnerem dla Donalda Tuska.  Może mylę się, może wszyscy się mylimy i założyciel <em>Nowoczesnej Polski</em> rzeczywiście chce ten kraj zmieniać nie idąc na żadne kompromisy. </span></p>
<p><span style="font-family:Garamond Premr Pro Smbd,serif;">Obawy, o których wspomniałem powyżej naszły mnie dzisiaj. Nie w stosunku do Palikota, lecz właśnie nowego tworu- „Polski jest najważniejszej.” (coraz bardziej <em>polska język</em>). Może to wywalanie z szeregów PiS to taka pokazówka? Może nowe stowarzyszenie powstało za cichą zgodą Jarosława Kaczyńskiego i ma za cel odebrać część głosów Platformie- głosów, których PiS w swoim obecnym kształcie nie miałby szans przeciągnąć na swoją stronę? Być może twór, który powstanie z tego stowarzyszenia ma potem wejść wrócić do matecznika- w szeregi Law &amp; Justice original- z dużą dawką cukru? Może Michał Kamiński za jakiś czas powie- „Sorry, przecież wiecie, że tak wcale nie myślałem” tłumacząc się przed kolegami z partii, a oni mu wybaczą i pochwalą jego aktorski talent?</span></p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/olgbor.wordpress.com/208/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/olgbor.wordpress.com/208/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/olgbor.wordpress.com/208/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/olgbor.wordpress.com/208/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/olgbor.wordpress.com/208/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/olgbor.wordpress.com/208/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/olgbor.wordpress.com/208/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/olgbor.wordpress.com/208/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/olgbor.wordpress.com/208/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/olgbor.wordpress.com/208/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/olgbor.wordpress.com/208/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/olgbor.wordpress.com/208/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/olgbor.wordpress.com/208/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/olgbor.wordpress.com/208/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=olgbor.wordpress.com&amp;blog=442755&amp;post=208&amp;subd=olgbor&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://olgbor.wordpress.com/2010/11/16/owieczki-w-wilczych-skorach-czy-wilczki-w-owczych/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/c88a5be189cd597b653f848027b4d637?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">olgbor</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Woda z kranu</title>
		<link>http://olgbor.wordpress.com/2010/08/26/woda-z-kranu/</link>
		<comments>http://olgbor.wordpress.com/2010/08/26/woda-z-kranu/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 26 Aug 2010 22:48:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>olgbor</dc:creator>
				<category><![CDATA[Fikcja]]></category>
		<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://olgbor.wordpress.com/?p=198</guid>
		<description><![CDATA[Naczynia oblepione brudem stoją w zmywarce a woda kapie miarowo z kranu. Krople stukają w dno aluminiowego zlewu jak zegar. Roleta nie opuszcza się do końca; żółte światło latarni wpada do pokoju i to wygląda trochę jakby na podwórku lądowało UFO. Regał. Półki zastawione książkami w porządku&#8230; no właśnie, wcale nie alfabetycznym, tylko według wielkości- [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=olgbor.wordpress.com&amp;blog=442755&amp;post=198&amp;subd=olgbor&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>N</strong>aczynia oblepione brudem stoją w zmywarce a woda kapie miarowo z kranu. Krople stukają w dno aluminiowego zlewu jak zegar. Roleta nie opuszcza się do końca; żółte światło latarni wpada do pokoju i to wygląda trochę jakby na podwórku lądowało UFO. Regał. Półki zastawione książkami w porządku&#8230; no właśnie, wcale nie alfabetycznym, tylko według wielkości- ciężkie muszą być na dole a ten regał nie jest przykręcony do ściany bo nie ma w tym domu dzieci i pewnie nigdy nie będzie. Zdjęcia w ramkach- sekundy uchwycone na cyfrowej matrycy kilka lat temu- bo wszyscy robią zdjęcia na wakacjach, trzeba mieć zdjęcia z wakacji żeby mieć co przetwarzać w pamięci i wyświetlać innym.  Zdjęcia. Film o tym, jak powinny były tech chwile wyglądać.<br />
Ewa od tygodnia mieszka sama. Tydzień temu miała urodziny- jeszcze dwójka w dziesiątkach ale trójka nieubłaganie wpycha się na jej miejsce. Mateusz wyprowadził się, a właściwie zabrał z szafy kilka par skarpet, majtek, jakieś T-shirty i trzasnął drzwiami po tym jak odsłuchał z automatycznej sekretarki wyjątkowe życzenia od byłego Ewy, które wcale nie były takie wyjątkowe. Teraz pewnie trochę żałuje swojej decyzji. Najbardziej lubił jej policzki- niezależnie od temperatury białe- jakby z porcelany. Brakuje mu tych policzków i poczucia, że jest potrzebny. Najprawdopodobniej pije w knajpie na Powiślu bo tam ma kolegę za barem, który daje mu „na krechę” (kolega, w sensie- nie bar). Znajomi Ewy tam też bywają i Mateusz liczy, że jak go zobaczą w stanie żałosnego upodlenia, zadzwonią do niej a ona przyjedzie i go zabierze do siebie, do mieszkania z uszkodzoną roletą. Swoje klucze wrzucił do studzienki.<br />
W skrzynce na listy już nie ma miejsca. Przez pięć dni bank, towarzystwo ubezpieczeniowe, dostawca kablówki, fundusz emerytalny, francuska sieć drogerii i lokalna pizzeria próbowały nawiązać z Ewą kontakt, ale bezskutecznie.  To wszystko się uzbierało, więc listonosz jej listy układa na skrzynce opierając o ścianę, tak żeby było widać, że to do niej- jak będzie przechodzić to weźmie, jak nie będzie to wyrostki dla zabawy podrą albo spalą na klatce schodowej.<br />
Zosia mówi, że Mateusz to dupek. Zosia kopci jak huta Sendzimira gdy była jeszcze Lenina- ale jeden chuj bo to w Krakowie- więc daleko. Pali <em>Pink Elephanty</em> i narzeka, że smakują jak mydliny ale ten niesmak to nic w porównaniu z tym, co czuje myśląc o Mateuszu. Zosia kocha Ewę jak siostrę i chce dla niej tylko szczęścia, byleby nie większego niż jej własne. „Mateusz to dupek. To kundel, który ugryzł pańcie i uciekł. Ale wróci. Z podkulonym ogonem, jak tylko skończą mu się pieniądze a kumplom uleje się zapewnianie mu darmowego noclegu i żarcia. Nie wpuszczaj wtedy. Ten kundel ma wściekliznę.”- powiedziała dzień po feralnych urodzinach, a dym wytoczył się z jej ust kłębami takimi jak z chińskiego kadzidełka pod Domami Centrum. Wysłała do niego już dwadzieścia esemesów i na żadnego nie odpisał- była zdenerwowana.<br />
Ten cieknący kran może irytować, ale ma też swoje zalety. Licznik nie rejestruje tych kropli; można podstawić wiaderko i po jednej nocy kapania mieć kilka litrów darmowej kranówki- do zmopowania podłogi na przykład. Mateusz tak zawsze robił jak tu mieszkał. Odgłos mu nie przeszkadzał bo, poza nocami z seksem, chodził spać w słuchawkach. Puszczał sobie szum morza, odgłosy wielorybów albo Buriala.<br />
Smuga żółtego światła pod roletą. Ewa siedzi w kapsule z materiału przypominającego trochę organiczną błonę, trochę lateks, trochę niewyprawioną skórę. Przez tę powłokę widać kolorowe przyciski i sylwetki niewielkich ludzików o nieproporcjonalnych do tułowia, długich rękach i malutkich główkach. Kosmici wcale nie wyglądają jak na <em>Archiwum X</em>. Ewa nie wie, że porusza się z szybkością, jakiej ludzki umysł nie jest w stanie sobie wyobrazić. Nie wie, że obca cywilizacja odnotowała, iż mieszkańcy zielonej planety żyją w małych pomieszczeniach, suszą żywność na okrągłych płytkach poukładanych równo na metalowych stelażach, domostwa wyciszają i uszczelniają przed chłodem przy pomocy papierowych bloczków ustawionych jeden przy drugim na dziwnych drewnianych konstrukcjach, a upływ czasu odmierzają ilością kropel wody rozbijających się o dno błyszczącego naczynia z dziurą na środku.</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/olgbor.wordpress.com/198/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/olgbor.wordpress.com/198/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/olgbor.wordpress.com/198/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/olgbor.wordpress.com/198/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/olgbor.wordpress.com/198/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/olgbor.wordpress.com/198/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/olgbor.wordpress.com/198/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/olgbor.wordpress.com/198/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/olgbor.wordpress.com/198/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/olgbor.wordpress.com/198/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/olgbor.wordpress.com/198/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/olgbor.wordpress.com/198/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/olgbor.wordpress.com/198/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/olgbor.wordpress.com/198/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=olgbor.wordpress.com&amp;blog=442755&amp;post=198&amp;subd=olgbor&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://olgbor.wordpress.com/2010/08/26/woda-z-kranu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/c88a5be189cd597b653f848027b4d637?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">olgbor</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Nie ma żadnego sporu</title>
		<link>http://olgbor.wordpress.com/2010/08/11/nie-ma-zadnego-sporu/</link>
		<comments>http://olgbor.wordpress.com/2010/08/11/nie-ma-zadnego-sporu/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 11 Aug 2010 10:30:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>olgbor</dc:creator>
				<category><![CDATA[polityka]]></category>
		<category><![CDATA[prasa]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://olgbor.wordpress.com/?p=193</guid>
		<description><![CDATA[Od przeszło czterech miesięcy próbuje się w Ojczyźnie naszej poddawać dyskusji kwestie bezdyskusyjne, nakłaniać do dialogu w kwestiach, w których brak na dialog miejsca i szukać winnych w sprawie, gdzie winny jest od początku znany. Takim wstępem mógłbym rozpocząć wypowiedź zarówno w obronie krzyża na Krakowskim Przedmieściu, jak i przeciwko niemu. W pierwszym przypadku wytoczyłbym [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=olgbor.wordpress.com&amp;blog=442755&amp;post=193&amp;subd=olgbor&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Od przeszło czterech miesięcy próbuje się w Ojczyźnie naszej poddawać  dyskusji kwestie bezdyskusyjne, nakłaniać do dialogu w kwestiach, w których brak na dialog miejsca i szukać winnych w sprawie, gdzie winny jest od początku znany.</strong><br />
Takim wstępem mógłbym rozpocząć wypowiedź zarówno w obronie krzyża na Krakowskim Przedmieściu, jak i przeciwko niemu. W pierwszym przypadku wytoczyłbym argumenty takie jak to, że obywatele mają prawo w wybranym przez siebie miejscu składać hołd ofiarom tragedii narodowej, że na pokładzie byli sami chrześcijanie, więc krzyż jest jak najbardziej na miejscu, że Polacy mogą, a nawet powinni, żądać od władz by upamiętniły Smoleńsk budując ofiarom pomnik pod Pałacem Namiestnikowskim, albowiem tam mieściła się kancelaria Lecha Kaczyńskiego i z tym miejscem będzie już zawsze kojarzony świętej pamięci prezydent.<br />
W drugim wariancie powołałbym się na Konstytucję RP, która zapewnia świeckość państwa  (co nie jest do końca prawdą) i gwarantuje wolność przestrzeni publicznej od symboli religijnych (co nie jest prawdą w ogóle). Zwróciłbym uwagę na fakt, iż Kaczyński był „Prezydentem RP” a nie „Prezydentem polskich chrześcijan” i obywatele naszej Ojczyzny niepodzielający wiary w męczeńską śmierć Chrystusa mogą czuć się urażeni faktem, że pod pałacem prezydenta ich kraju stoi symbol obcej religii. Przytoczyłbym kilka błyskotliwych haseł, jak np. „Miejscem dla krzyża jest kościół”, czy „Gdybyście mieli Boga w sercach, nie potrzebowalibyście go pod pałacem.”<br />
Nie zrealizuję żadnego z wyżej przedstawionych scenariuszy. Byłoby to nielogiczne. Podtrzymałbym ów niepożądany stan rzeczy naszkicowany we wstępie.  Obie strony bowiem poddają dyskusji kwestię bezdyskusyjną. Krzyż ma zniknąć- nie dlatego, że&#8230; (tutaj argumenty z poprzedniego akapitu), tylko ponieważ taką decyzję podjęła władza. Argument, że państwo powinno zachować neutralność światopoglądową jest jak najbardziej zasadny, jednak przytaczanie jakichkolwiek argumentów (choćby najsłuszniejszych) mija się z celem, działa szkodliwie, pokazuje „obrońcom krzyża”, że ktoś chce z nimi dyskutować; ktoś przedkłada swoje argumenty, więc zaprasza ich tym samym do analogicznego gestu- przedstawienia kontrargumentów.<br />
„Krzyżacy” i „Kontrkrzyżacy” mają coś wspólnego. Na szczeblu politycznym obie strony namawiają do „dialogu”, „zgody”, „solidarności”. Każda ze stron inaczej rozumie te hasła i konflikt się zaognia, bąbel pęcznieje. Nie ma więc w istocie mowy o żadnym „dialogu.” Jaki byłby sens prowadzenia owego , gdy, jak już doszliśmy, kwestia krzyża jest bezdyskusyjna. Może chodzi o „dialog”, który zakończy polsko-polską wojnę? Nie. Wojen nie kończy się dialogiem. Wojny się wygrywa albo przegrywa. Bzdurą jest twierdzenie, że w tym przypadku Polska może tylko przegrać. Jedna Polska przegra, druga Polska wygra- logiczne, skoro są dwie, czyż nie?<br />
Poszukiwany jest winny. Poszukiwany jest ten, kto stoi za podzieleniem Polski. Wszyscy udają, że szukają, podczas gdy ów winny jest wszystkim bardzo dobrze znany. Mowa o Jarosławie Kaczyńskim, który najpierw, w obrzydliwy sposób wykorzystał do celów politycznych śmierć własnego brata, następnie zmienił wizerunek na bardziej stonowany, usunął w cień najgłośniejszych PiS-owskich szczekaczy a twarzami swej kampanii uczynił panią Kluzik-Rostkowską i pana Poncyliusza- osoby budzące sympatię, co w szeregach tego ugrupowania zdaje się rzadkością. Gdy to okazało się bezskuteczne, w konsekwencji wybory przegrane, wilk dłużej w owczej skórze nie wytrzymał i swoją prawdziwą twarz pokazał przy okazji zaprzysiężenia Bronisława Komorowskiego. Kiedy krucyfiks miał spod pałacu zniknąć, prezes PiS złożył pod nim kwiaty. Niby hołd dla brata, naprawdę złośliwość- mała złośliwostka wyrządzona konkurentowi.<br />
Kto tu traci, kto zyskuje? Podobno zyskuje Donald Tusk&#8230; bo awantura wokół skrzyżowanych desek odwraca uwagę opinii publicznej od sprawy podniesienia podatku VAT. Podobno zyskuje Bronisław Komorowski&#8230; bo pokazuje się w dobrym świetle, jako ten otwarty, skłonny do pertraktacji, miły i cywilizowany polityk. Podobno traci Jarosław Kaczyński&#8230; bo wychodzi na ciemnego zakapiora bez klasy. Podobno.<br />
Rząd Tuska zyskuje tylko pozornie, gdyż osoby, które kwestia podwyższenia VAT-u interesuje, niezależnie od awantur między Bristolem a skwerem Hoovera, poświęcają jej dużo uwagi. Prezydent Komorowski rzeczywiście zyskuje. Część osób, które zagłosowały na niego jako na „mniejsze zło” teraz może obdarzy go autentyczną sympatią.  Jarosław Kaczyński nie traci. Stały i zdyscyplinowany elektorat PiS oczekuje od prezesa takiej właśnie postawy jaką prezentuje on od przegranych wyborów. Jarosław Kaczyński wzmacnia swą warownię, co siłą rzeczy nie idzie w parze z zyskiwaniem nowych terytoriów ale za to zwiększa bezpieczeństwo, a tego dziś potrzeba najbardziej Prawu i Sprawiedliwości w dobie rosnącej w siłę lewicy. </p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/olgbor.wordpress.com/193/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/olgbor.wordpress.com/193/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/olgbor.wordpress.com/193/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/olgbor.wordpress.com/193/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/olgbor.wordpress.com/193/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/olgbor.wordpress.com/193/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/olgbor.wordpress.com/193/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/olgbor.wordpress.com/193/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/olgbor.wordpress.com/193/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/olgbor.wordpress.com/193/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/olgbor.wordpress.com/193/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/olgbor.wordpress.com/193/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/olgbor.wordpress.com/193/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/olgbor.wordpress.com/193/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=olgbor.wordpress.com&amp;blog=442755&amp;post=193&amp;subd=olgbor&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://olgbor.wordpress.com/2010/08/11/nie-ma-zadnego-sporu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/c88a5be189cd597b653f848027b4d637?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">olgbor</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Ten dialog to efekt werbalnej biegunki. Hef fan.</title>
		<link>http://olgbor.wordpress.com/2010/05/22/ten-dialog-to-efekt-werbalnej-biegunki-hef-fan/</link>
		<comments>http://olgbor.wordpress.com/2010/05/22/ten-dialog-to-efekt-werbalnej-biegunki-hef-fan/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 22 May 2010 16:21:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>olgbor</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://olgbor.wordpress.com/2010/05/22/ten-dialog-to-efekt-werbalnej-biegunki-hef-fan/</guid>
		<description><![CDATA[-Mikołaj tu dzisiaj był. -Kto? -Mikołaj. No wiesz, ten zabawny gość. Mikołaj- zabawny gość. Ten, co zawsze sobie ze wszystkiego żartuje, lekkoduch, uroczy jak dziecko. -I co? -Nic. Śmiał się z twojego krawatu. -Jak to? -Zostawiłeś tu wczoraj krawat. Odwiesiłem na krześle za barem. Mikołaj jakimś cudem go zauważył; zapytał „czyj to krawat?” Powiedziałem mu, [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=olgbor.wordpress.com&amp;blog=442755&amp;post=192&amp;subd=olgbor&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>-Mikołaj tu dzisiaj był.<br />
-Kto?<br />
-Mikołaj. No wiesz, ten zabawny gość. Mikołaj- zabawny gość. Ten, co zawsze sobie ze wszystkiego żartuje, lekkoduch, uroczy jak dziecko.<br />
-I co?<br />
-Nic. Śmiał się z twojego krawatu.<br />
-Jak to?<br />
-Zostawiłeś tu wczoraj krawat. Odwiesiłem na krześle za barem. Mikołaj jakimś cudem go zauważył; zapytał „czyj to krawat?” Powiedziałem mu, że twój. Powiedziałem też, że nie powinien go dotykać bo ty bardzo nie lubisz jak ktoś rusza twoje rzeczy. Wziął go, tak czy siak, związał  w połowie windsorem i stwierdził, że taki krawat może nosić tylko klaun. Kazał sobie podać śliwkę. Dałem mu. Rozciął ją, nałożył na koniec nosa i tak z tą śliwką i w twoim krawacie biegał po sali mówiąc, że jest wesołym klaunem- zabawnym gościem.<br />
-Nic nie zrobiłeś?<br />
-No a co niby miałem zrobić?<br />
-Nie wiem&#8230; dać mu w mordę. Taki z ciebie przyjaciel?<br />
-Gdybym podniósł na niego rękę- na Mikołaja- zabawnego gościa- wszyscy uznaliby, że jestem agresorem i trzymaliby jego stronę. Wiesz jak jest. Klauna nie można bić za to, że wyśmiewa. Klaun to współczesny błazen a błazny są pod ochroną, you know.<br />
-I nie ma żadnych wyjątków?<br />
-Jest jeden wyjątek. Błazna można ściąć jak podrywa królową. Nie oglądałeś Allena?<br />
-Oglądałem, ale dawno. Myślisz, że Woody jest rzetelnym źródłem informacji jeśli chodzi o feudalne zwyczaje?<br />
-Rzetelnym- nierzetelnym, ważne, że jest. Masz podkładkę.<br />
-No ale Mikołaj mi nie przeleciał królowej.<br />
-A skąd wiesz?<br />
-Nie wiem.<br />
-No właśnie. To zabawny gość. Miej to na uwadze. Dziewczyny kochają zabawnych gości. Hipotetycznie, mógł przelecieć twoją królową.<br />
-Ale ja nie mam królowej.<br />
-Bo ci ją odbił.<br />
-Nie prawda.<br />
-Prawdą jest to, co uważa się za prawdę. Tak mówili sofiści, tak mówił Machiavelli. Chyba nie chcesz mieć beefu z historią filozofii? Nie masz szans z gorącym gównem Protagorasa. Powiedz wszystkim, że Mikołaj ci odbił królową. Wezmą twoją stronę i będziesz mógł go ukarać za to, że śmiał się z twojego krawatu.<br />
-Tak zrobię. Nienawidzę zabawnych gości. </p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/olgbor.wordpress.com/192/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/olgbor.wordpress.com/192/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/olgbor.wordpress.com/192/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/olgbor.wordpress.com/192/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/olgbor.wordpress.com/192/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/olgbor.wordpress.com/192/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/olgbor.wordpress.com/192/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/olgbor.wordpress.com/192/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/olgbor.wordpress.com/192/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/olgbor.wordpress.com/192/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/olgbor.wordpress.com/192/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/olgbor.wordpress.com/192/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/olgbor.wordpress.com/192/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/olgbor.wordpress.com/192/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=olgbor.wordpress.com&amp;blog=442755&amp;post=192&amp;subd=olgbor&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://olgbor.wordpress.com/2010/05/22/ten-dialog-to-efekt-werbalnej-biegunki-hef-fan/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/c88a5be189cd597b653f848027b4d637?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">olgbor</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Tiramisu</title>
		<link>http://olgbor.wordpress.com/2010/05/08/tiramisu/</link>
		<comments>http://olgbor.wordpress.com/2010/05/08/tiramisu/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 08 May 2010 10:48:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>olgbor</dc:creator>
				<category><![CDATA[Fikcja]]></category>
		<category><![CDATA[Pisane na kacu]]></category>
		<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://olgbor.wordpress.com/?p=189</guid>
		<description><![CDATA[Niezręczna cisza. Napisano już o niej tyle, że gdyby odwrócić proces produkcji papieru, ze stron pokrytych zdaniami na jej temat można by przywrócić lasy deszczowe do stanu pierwotnego. Ogólnie wiadomo, że czasami zapada. Reszta to domysły. Wyobraź sobie, że wrzucasz do jakiejś maszyny paczki z makulaturą&#8230; a z jej przeciwnej strony wypadają drzewa. Faceci we [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=olgbor.wordpress.com&amp;blog=442755&amp;post=189&amp;subd=olgbor&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Niezręczna cisza. Napisano już o niej tyle, że gdyby odwrócić proces produkcji papieru, ze stron pokrytych zdaniami na jej temat można by przywrócić lasy deszczowe do stanu pierwotnego. Ogólnie wiadomo, że czasami zapada. Reszta to domysły. Wyobraź sobie, że wrzucasz do jakiejś maszyny paczki z makulaturą&#8230; a z jej przeciwnej strony wypadają drzewa. Faceci we flanelowych kraciastych koszulach ładują je na ciężarówki, zawożą do lasu i sadzą- jedno po drugim, jedno po drugim&#8230; i kolejne&#8230; i kolejne. Zapada w momentach tak różnych, że nie da się ująć tego w ramy naukowe. Oczywiście, niektórzy próbowali; będą próbować zawsze. Aż do momentu, kiedy nic poza tą niezręczną ciszą nie pozostanie. Nie będzie nawet kosmosu. Gdybym miał wyobrazić sobie nicość, byłaby ona właśnie niezręczną ciszą trwającą, zamiast kilku sekund, wieczność.<br />
Z Feliksem spotykamy się zawsze o nienormalnych porach w nienormalnych miejscach. To przez jego pracę. Nigdy nie ma czasu wtedy, kiedy wszyscy normalni ludzie są „wolni” i chętni do obcowania, do socjalizacji, do bywania. Tak o tym mówię, jakbym sam stanowił wzór „normalności.” Mam nadzieję, że nie stanowię. Lepiej być tym „innym.” To nie takie proste w czasach kiedy każdy chce być wyjątkowy i niepowtarzalny. Można to osiągnąć na wiele sposobów. Czasem trzeba zjeść publicznie własne gówno i obwieścić, że smakuje jak tiramisu by inni w to uwierzyli. W tajemnicy będą próbowali swojego w domowym zaciszu ale nigdy nie poczują w nim kawki, biszkoptów i amaretto. W końcu zaczną cię podziwiać. „Patrzcie! Idzie ten, który sra tiramisu.” Feliks uchodzi za kogoś wyjątkowego. Nie musi nic robić. Uchodzi- i już. Znamy się ładnych parę lat. Nieraz go pytałem, jak wykreował ten image. „Jaki image?”- pyta zawsze ze zdziwieniem. „Ten image indywidualisty w dobie masowego quasi-indywidualizmu. Jesteś rozpoznawalny i odbierany przez ludzi jako osoba wyjątkowa, mimo że nie nosisz dziwacznych ubrań, nie wysiadujesz w  modnej knajpie pod wiaduktem z egzaltacją  opowiadając o aktualnej wystawie w muzeum etnograficznym (słabej zresztą) i nie mówisz, w sumie, nic przesadnie mądrego.”- odpowiedziałem pewnego razu. Feliks podrapał się po głowie, chrząknął kilka razy, popatrzył w kierunku okna- nie, nie chciał wyjrzeć, chciał zobaczyć tylko swoje odbicie. Połechtałem jego dumę, więc chciał się przejrzeć, by jeszcze trochę pofolgować swej próżności. „Nigdy nie myślałem o tym w ten sposób.”- zaczął- „Ktoś mnie postrzega jako indywidualistę? Wiesz, zwyczajność to rzecz, której od dziecka panicznie się boję, przy czym nie jestem w stanie zrobić ze sobą niczego, co dałoby mi gwarancje, że się wyróżnię. Sporo siedzę sam w domu. Ludzie myślą, że robię tam coś interesującego, coś wyjątkowego. Że buduję Taj Mahal z zapałek albo komponuję X symfonię Beethovena. Ja tylko jaram szlugi i gram na PlayStation. Ty i inni opowiadacie wszędzie, że jestem jakiś wyjątkowy i oni w to wierzą. Mimo to, boję się, że pewnego dnia, ludzie zauważą moją zwyczajność, której nie umiem ukryć. ”<br />
To tyle? Cała oryginalność Feliksa to produkt ludzkiej gadaniny i  godzin spędzonych samotnie w domu? No a co z laskami? Dziewczyny, które nie słyszały o nim nigdy, które nie wiedzą ile czasu spędza sam w domu, mimo że nie należy do kategorii „przystojniaków”, ładują mu się do łóżka jakby rozdawał tam za darmo coś cennego. „Ma to COŚ.”- odpowiedziała pewna niewysoka brunetka z oczami wielkości piłek do golfa i asymetryczną grzywką, gdy jeden jedyny raz odważyłem się zapytać.<br />
Rozmowę o indywidualizmie odbyłem z Feliksem około godziny 4.00 rano na tarasie widokowym koło rynku Starego Miasta. Może te godziny i miejsca przydają mu oryginalności? Styl życia charakteryzujący się niedomiarem snu i nadmiarem alkoholu to norma dla mnie i większości moich znajomych. Ci, którzy za dużo śpią i za mało piją, nie są godni zaufania. Na Feliksie można polegać. Nawet gdy zapada niezręczna cisza. On jej nigdy nie próbuje przerywać. Nie ma się jednak poczucia, że wynika ona z braku tematów do rozmowy. Zapada, bo jest nieodłącznym elementem każdej dłuższej konwersacji. Kiedy wypowiadanych jest zbyt wiele słów naraz, musi nastąpić niezręczna cisza jako przerywnik, przecinek, oddech dla wszechświata, w którym te słowa muszą się poukładać. Wszechświat nie nadąża gdy ktoś mówi za dużo. Morał: jeśli dużo i szybko mówisz i nie robisz pauz, twoje słowa trafiają w nicość i równie dobrze mógłbyś odpuścić sobie w ogóle gadanie. Feliks mówi powoli i robi częste pauzy. Zna się na rzeczy. Wie, że dzięki temu, wszystko co powie, gdzieś pozostanie. To trochę podobne do „znaczenia terenu” przez psy. Nie ma się czego wstydzić- człowiek to też zwierzę- tylko trochę bardziej rozwinięte. Nie zaryzykowałbym jednak stwierdzenia, że kierunek, w jakim poszedł homo sapiens jest dobry. Jesteśmy niedoskonali i boimy się niezręcznej ciszy. Gdybyśmy przestali się jej bać i nauczyli się doceniać piękno milczenia wynikającego z braku konieczności mówienia, przestałaby być ta cisza niezręczną.  Wszyscy bylibyśmy jak Feliks bez potrzeby robienia czegokolwiek dla podkreślenia własnej odrębności.  Nie musielibyśmy kłamać na temat tiramisu. </p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/olgbor.wordpress.com/189/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/olgbor.wordpress.com/189/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/olgbor.wordpress.com/189/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/olgbor.wordpress.com/189/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/olgbor.wordpress.com/189/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/olgbor.wordpress.com/189/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/olgbor.wordpress.com/189/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/olgbor.wordpress.com/189/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/olgbor.wordpress.com/189/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/olgbor.wordpress.com/189/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/olgbor.wordpress.com/189/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/olgbor.wordpress.com/189/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/olgbor.wordpress.com/189/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/olgbor.wordpress.com/189/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=olgbor.wordpress.com&amp;blog=442755&amp;post=189&amp;subd=olgbor&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://olgbor.wordpress.com/2010/05/08/tiramisu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/c88a5be189cd597b653f848027b4d637?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">olgbor</media:title>
		</media:content>
	</item>
	</channel>
</rss>
