Woda z kranu
Naczynia oblepione brudem stoją w zmywarce a woda kapie miarowo z kranu. Krople stukają w dno aluminiowego zlewu jak zegar. Roleta nie opuszcza się do końca; żółte światło latarni wpada do pokoju i to wygląda trochę jakby na podwórku lądowało UFO. Regał. Półki zastawione książkami w porządku… no właśnie, wcale nie alfabetycznym, tylko według wielkości- ciężkie muszą być na dole a ten regał nie jest przykręcony do ściany bo nie ma w tym domu dzieci i pewnie nigdy nie będzie. Zdjęcia w ramkach- sekundy uchwycone na cyfrowej matrycy kilka lat temu- bo wszyscy robią zdjęcia na wakacjach, trzeba mieć zdjęcia z wakacji żeby mieć co przetwarzać w pamięci i wyświetlać innym. Zdjęcia. Film o tym, jak powinny były tech chwile wyglądać.
Ewa od tygodnia mieszka sama. Tydzień temu miała urodziny- jeszcze dwójka w dziesiątkach ale trójka nieubłaganie wpycha się na jej miejsce. Mateusz wyprowadził się, a właściwie zabrał z szafy kilka par skarpet, majtek, jakieś T-shirty i trzasnął drzwiami po tym jak odsłuchał z automatycznej sekretarki wyjątkowe życzenia od byłego Ewy, które wcale nie były takie wyjątkowe. Teraz pewnie trochę żałuje swojej decyzji. Najbardziej lubił jej policzki- niezależnie od temperatury białe- jakby z porcelany. Brakuje mu tych policzków i poczucia, że jest potrzebny. Najprawdopodobniej pije w knajpie na Powiślu bo tam ma kolegę za barem, który daje mu „na krechę” (kolega, w sensie- nie bar). Znajomi Ewy tam też bywają i Mateusz liczy, że jak go zobaczą w stanie żałosnego upodlenia, zadzwonią do niej a ona przyjedzie i go zabierze do siebie, do mieszkania z uszkodzoną roletą. Swoje klucze wrzucił do studzienki.
W skrzynce na listy już nie ma miejsca. Przez pięć dni bank, towarzystwo ubezpieczeniowe, dostawca kablówki, fundusz emerytalny, francuska sieć drogerii i lokalna pizzeria próbowały nawiązać z Ewą kontakt, ale bezskutecznie. To wszystko się uzbierało, więc listonosz jej listy układa na skrzynce opierając o ścianę, tak żeby było widać, że to do niej- jak będzie przechodzić to weźmie, jak nie będzie to wyrostki dla zabawy podrą albo spalą na klatce schodowej.
Zosia mówi, że Mateusz to dupek. Zosia kopci jak huta Sendzimira gdy była jeszcze Lenina- ale jeden chuj bo to w Krakowie- więc daleko. Pali Pink Elephanty i narzeka, że smakują jak mydliny ale ten niesmak to nic w porównaniu z tym, co czuje myśląc o Mateuszu. Zosia kocha Ewę jak siostrę i chce dla niej tylko szczęścia, byleby nie większego niż jej własne. „Mateusz to dupek. To kundel, który ugryzł pańcie i uciekł. Ale wróci. Z podkulonym ogonem, jak tylko skończą mu się pieniądze a kumplom uleje się zapewnianie mu darmowego noclegu i żarcia. Nie wpuszczaj wtedy. Ten kundel ma wściekliznę.”- powiedziała dzień po feralnych urodzinach, a dym wytoczył się z jej ust kłębami takimi jak z chińskiego kadzidełka pod Domami Centrum. Wysłała do niego już dwadzieścia esemesów i na żadnego nie odpisał- była zdenerwowana.
Ten cieknący kran może irytować, ale ma też swoje zalety. Licznik nie rejestruje tych kropli; można podstawić wiaderko i po jednej nocy kapania mieć kilka litrów darmowej kranówki- do zmopowania podłogi na przykład. Mateusz tak zawsze robił jak tu mieszkał. Odgłos mu nie przeszkadzał bo, poza nocami z seksem, chodził spać w słuchawkach. Puszczał sobie szum morza, odgłosy wielorybów albo Buriala.
Smuga żółtego światła pod roletą. Ewa siedzi w kapsule z materiału przypominającego trochę organiczną błonę, trochę lateks, trochę niewyprawioną skórę. Przez tę powłokę widać kolorowe przyciski i sylwetki niewielkich ludzików o nieproporcjonalnych do tułowia, długich rękach i malutkich główkach. Kosmici wcale nie wyglądają jak na Archiwum X. Ewa nie wie, że porusza się z szybkością, jakiej ludzki umysł nie jest w stanie sobie wyobrazić. Nie wie, że obca cywilizacja odnotowała, iż mieszkańcy zielonej planety żyją w małych pomieszczeniach, suszą żywność na okrągłych płytkach poukładanych równo na metalowych stelażach, domostwa wyciszają i uszczelniają przed chłodem przy pomocy papierowych bloczków ustawionych jeden przy drugim na dziwnych drewnianych konstrukcjach, a upływ czasu odmierzają ilością kropel wody rozbijających się o dno błyszczącego naczynia z dziurą na środku.