Nie ma żadnego sporu
Od przeszło czterech miesięcy próbuje się w Ojczyźnie naszej poddawać dyskusji kwestie bezdyskusyjne, nakłaniać do dialogu w kwestiach, w których brak na dialog miejsca i szukać winnych w sprawie, gdzie winny jest od początku znany.
Takim wstępem mógłbym rozpocząć wypowiedź zarówno w obronie krzyża na Krakowskim Przedmieściu, jak i przeciwko niemu. W pierwszym przypadku wytoczyłbym argumenty takie jak to, że obywatele mają prawo w wybranym przez siebie miejscu składać hołd ofiarom tragedii narodowej, że na pokładzie byli sami chrześcijanie, więc krzyż jest jak najbardziej na miejscu, że Polacy mogą, a nawet powinni, żądać od władz by upamiętniły Smoleńsk budując ofiarom pomnik pod Pałacem Namiestnikowskim, albowiem tam mieściła się kancelaria Lecha Kaczyńskiego i z tym miejscem będzie już zawsze kojarzony świętej pamięci prezydent.
W drugim wariancie powołałbym się na Konstytucję RP, która zapewnia świeckość państwa (co nie jest do końca prawdą) i gwarantuje wolność przestrzeni publicznej od symboli religijnych (co nie jest prawdą w ogóle). Zwróciłbym uwagę na fakt, iż Kaczyński był „Prezydentem RP” a nie „Prezydentem polskich chrześcijan” i obywatele naszej Ojczyzny niepodzielający wiary w męczeńską śmierć Chrystusa mogą czuć się urażeni faktem, że pod pałacem prezydenta ich kraju stoi symbol obcej religii. Przytoczyłbym kilka błyskotliwych haseł, jak np. „Miejscem dla krzyża jest kościół”, czy „Gdybyście mieli Boga w sercach, nie potrzebowalibyście go pod pałacem.”
Nie zrealizuję żadnego z wyżej przedstawionych scenariuszy. Byłoby to nielogiczne. Podtrzymałbym ów niepożądany stan rzeczy naszkicowany we wstępie. Obie strony bowiem poddają dyskusji kwestię bezdyskusyjną. Krzyż ma zniknąć- nie dlatego, że… (tutaj argumenty z poprzedniego akapitu), tylko ponieważ taką decyzję podjęła władza. Argument, że państwo powinno zachować neutralność światopoglądową jest jak najbardziej zasadny, jednak przytaczanie jakichkolwiek argumentów (choćby najsłuszniejszych) mija się z celem, działa szkodliwie, pokazuje „obrońcom krzyża”, że ktoś chce z nimi dyskutować; ktoś przedkłada swoje argumenty, więc zaprasza ich tym samym do analogicznego gestu- przedstawienia kontrargumentów.
„Krzyżacy” i „Kontrkrzyżacy” mają coś wspólnego. Na szczeblu politycznym obie strony namawiają do „dialogu”, „zgody”, „solidarności”. Każda ze stron inaczej rozumie te hasła i konflikt się zaognia, bąbel pęcznieje. Nie ma więc w istocie mowy o żadnym „dialogu.” Jaki byłby sens prowadzenia owego , gdy, jak już doszliśmy, kwestia krzyża jest bezdyskusyjna. Może chodzi o „dialog”, który zakończy polsko-polską wojnę? Nie. Wojen nie kończy się dialogiem. Wojny się wygrywa albo przegrywa. Bzdurą jest twierdzenie, że w tym przypadku Polska może tylko przegrać. Jedna Polska przegra, druga Polska wygra- logiczne, skoro są dwie, czyż nie?
Poszukiwany jest winny. Poszukiwany jest ten, kto stoi za podzieleniem Polski. Wszyscy udają, że szukają, podczas gdy ów winny jest wszystkim bardzo dobrze znany. Mowa o Jarosławie Kaczyńskim, który najpierw, w obrzydliwy sposób wykorzystał do celów politycznych śmierć własnego brata, następnie zmienił wizerunek na bardziej stonowany, usunął w cień najgłośniejszych PiS-owskich szczekaczy a twarzami swej kampanii uczynił panią Kluzik-Rostkowską i pana Poncyliusza- osoby budzące sympatię, co w szeregach tego ugrupowania zdaje się rzadkością. Gdy to okazało się bezskuteczne, w konsekwencji wybory przegrane, wilk dłużej w owczej skórze nie wytrzymał i swoją prawdziwą twarz pokazał przy okazji zaprzysiężenia Bronisława Komorowskiego. Kiedy krucyfiks miał spod pałacu zniknąć, prezes PiS złożył pod nim kwiaty. Niby hołd dla brata, naprawdę złośliwość- mała złośliwostka wyrządzona konkurentowi.
Kto tu traci, kto zyskuje? Podobno zyskuje Donald Tusk… bo awantura wokół skrzyżowanych desek odwraca uwagę opinii publicznej od sprawy podniesienia podatku VAT. Podobno zyskuje Bronisław Komorowski… bo pokazuje się w dobrym świetle, jako ten otwarty, skłonny do pertraktacji, miły i cywilizowany polityk. Podobno traci Jarosław Kaczyński… bo wychodzi na ciemnego zakapiora bez klasy. Podobno.
Rząd Tuska zyskuje tylko pozornie, gdyż osoby, które kwestia podwyższenia VAT-u interesuje, niezależnie od awantur między Bristolem a skwerem Hoovera, poświęcają jej dużo uwagi. Prezydent Komorowski rzeczywiście zyskuje. Część osób, które zagłosowały na niego jako na „mniejsze zło” teraz może obdarzy go autentyczną sympatią. Jarosław Kaczyński nie traci. Stały i zdyscyplinowany elektorat PiS oczekuje od prezesa takiej właśnie postawy jaką prezentuje on od przegranych wyborów. Jarosław Kaczyński wzmacnia swą warownię, co siłą rzeczy nie idzie w parze z zyskiwaniem nowych terytoriów ale za to zwiększa bezpieczeństwo, a tego dziś potrzeba najbardziej Prawu i Sprawiedliwości w dobie rosnącej w siłę lewicy.
O krzyżu trochę inaczej:
http://wizjalokalna.wordpress.com/2010/04/01/krzyz-2/
Logos Amicus
Sierpień 11, 2010 at 10:39 pm