Archiwum dla wrzesień 2009
Herbata
Wczesna jesień. Na drzewach jeszcze trzymają się liście, jeszcze niektóre zielone. Wilgoć w powietrzu, mokry bruk uliczny. Siedzimy w knajpie pełnej nieznajomych, wokół zapach wilgotnej wełny merino przesiąkniętej dymem papierosowym. Pod swetrem mam koszulę i krawat bo chciałbym wyglądać elegancko, jak jakiś intelektualista z europejskiego kraju. Rozmawiamy ściszonym głosem. Momentami się przez to nie słyszymy, ale nie mamy siły głośniej. Kiedyś krzyczałem. Nie panowałem nad tym, miałem donośny głos i duszę nieznoszącą kompromisów, gorącą krew. Przyjaciele mówili żebym się uspokoił, kiedy ja tylko artykułowałem myśli, myśli napływające do głowy wysokimi jak wieżowce falami; myśli, które potrzebowały natychmiastowego ujścia bo w przeciwnym wypadku mogłyby być niebezpieczne, przede wszystkim dla mnie. Sporo się zmieniło. Nie mam już tamtych przyjaciół, zrozumiałem, że nie mam też duszy. Coś mnie przytłumiło. Nie nazwę tego stanu wyciszeniem. Jakaś cząstka nadal wrzeszczy ale nie ma już siły przebicia. Pijemy herbatę. Alkohol szkodzi zdrowiu. Nie tamuje natłoku myśli, gwaru wywołanego setkami głosów mówiących jednocześnie. One mówią a alkohol wykrzykuje losowo wybrane hasła aby zagłuszyć całą resztę. I zagłusza. Ta herbata smakuje akurat jak woda, w której ktoś płukał starą ścierkę. Nic nie szkodzi. Rozmawiamy o polityce z dozą emocji godną prognozy pogody. Rozmawiamy o Bliskim Wschodzie jakby znajdował się w innej galaktyce. Z głośników wydobywa się dyskretnie „Dance with me” Nouvelle Vague. Dyskutujemy o losach świata i rozważamy jaka będzie przyszłość niektórych ludzi, naszych wspólnych znajomych, o których, podejrzewam, niewiele wiemy. Łatwiej mówić o innych niż o sobie. Czasem warto milczeć. Czasem warto nie dopowiedzieć.
-Kiepsko wyglądasz.- mówi F. Zapalając papierosa.- Masz problemy ze snem?
-Nie wiem czy można mówić o problemach ze snem skoro w ogóle nie sypiam.- odpowiadam i bezmyślnie sięgam do wygniecionej paczki po Davidoffa, właściwie tylko dlatego, że on zapalił.
-No to masz problemy ze snem.
-Miałbym, gdybym przewracał się godzinami z boku na bok próbując zasnąć. Ja się już nawet nie kładę bo wiem, że to bez sensu.- wypowiadam to zdanie bez cienia emocji, bez znaków interpunkcyjnych, bez ozdobników w czcionce.
-Napijemy się czegoś mocniejszego, czy wolisz siedzieć tak przy herbatce?- F. pyta jakby z nadzieją, że znowu się dzisiaj upijemy.
-Wolę przy herbatce, ale jeśli chcesz, mogę się z tobą napić wódki.- Odpowiadam szczerze, jest mi naprawdę wszystko jedno. Kiedy piję, wiem, że to ułuda. Zdaję sobie sprawę, że wódka tylko znieczula, nie leczy. Zapijanie smutków daje mylne wrażenie, że dokonaliśmy jakiegoś oczyszczenia, jakiegoś Katharsis, aktu mistycznego niemalże, z pogranicza świata materii i tego drugiego świata, który tak naprawdę nie istnieje. Kiedy byłem trochę młodszy, kilka lat temu, w okresie największego buntu przeciwko wszystkiemu, przeciwko właściwie nie wiadomo czemu, miałem marzenie by obudzić się pewnego dnia i nie czuć nic. Chciałem wyeliminować z mojego życia uczucia, trochę jak w „Equilibrium” tylko bez zastrzyków. Później już do tego nie dążyłem ale częściowo się udało. Szkoda, że na etapie, na którym już wolałem czuć.
Uśmiecham się. Uśmiecham się najpromienniej jak umiem.
„Za lepsze jutro!”- wznoszę toast i wlewam do gardła czterdzieści mililitrów lodowatego Absoluta.
Zachodzące słońce rzuca ciepłe, żółte promienie na korę starego dębu. Żyto kołysze się na wietrze. Sylvain Chauveau przygrywa na fortepianie. Jadę na rowerze nieutwardzoną drogą. Pedałuję ile sił. Czuję wolność. Czuję zimne powietrze smagające twarz, powodujące, że palce na kierownicy drętwieją. Equilibrium nie istnieje.
Istnieją wyłącznie uczucia i zmysły. Orgia bodźców. Mógłby ją w pełni opisać chyba tylko Tomasz Mann. To nie przez wódkę. Już jesteśmy gdzie indziej, w innym wymiarze. Już jesteśmy daleko.
-Ta A.- zaczyna F.- to mnie prześladuje przez całe życie.
-Przez całe?- pytam z pozowanym niedowierzaniem, udaję, że mnie to obchodzi.
-Całe. Zaczęło się w przedszkolu. Nie znałem jej wtedy ale kiedyś w rozmowie wyszło, ze chodziliśmy do tego samego przedszkola w tym samym czasie. Potem była podstawówka. W czwartej klasie do nas doszła. Wtedy ją poznałem. Nie lubiliśmy się. W liceum byliśmy parą przez kilka miesięcy. Wyjechała na studia za granicę, chyba do Belgii. Myślałem, że już po wszystkim. Nagle, niż stąd, ni z zowąd, na trzecim roku spotkałem ją na terenie kampusu. Prześladuje mnie, cały czas.
-To źle?- nadal chcę podtrzymać pozór uwagi przykładanej do tego, co mówi. Zapalam papierosa. Dookoła gwar. Wszystkie stoliki zajęte, delikatna woń wilgotnej wełny zmienia się w smród stęchlizny.
Ik-ęęęę, ik-ęęęę, ik-ęęęę- miarowe skrzypienie dawno nie smarowanych zębatek w rowerze. To stary rower. Kręcę ile sił. Las na horyzoncie mami ciepłymi jesiennymi kolorami, jakże kontrastującymi z panującym dookoła zimnem. W powietrzu zapach kasztanów, zapach wilgoci i dymu.
-Gdyby dogadali się z Saddamem zamiast napadać na Irak, świat wyglądałby dziś inaczej.-rzuca F.
i poprawia krawat, który założył najprawdopodobniej w tym samym celu co ja.
Już jestem w lesie. Pod kołami szeleszczą opadłe liście. Poza tym szelestem i „ik-ęęęę” jest zupełnie cicho. Jest pusto. Jestem w tym lesie sam ale dobrze mi tu, bardzo dobrze.
-Napijemy się czegoś mocniejszego, czy wolisz siedzieć tak przy herbatce?- F. pyta jakby z nadzieją, że znowu się dzisiaj upijemy.
-Wolę przy herbatce, ale jeśli chcesz, mogę się z tobą napić wódki.
HAŁAS
Po raz kolejny krew mnie zalała podczas czytania prasy. Często tak reaguję czytając różnego rodzaju bzdury, tym bardziej, kiedy te bzdury znajdują się na pierwszych stronach i „krzyczą” do mnie dużymi czarnymi literami z pochyłej półeczki w kiosku. Dzisiaj swój wielki come back ma sprawa in vitro. O tym za chwilę. Najpierw muszę postawić pytania, które nurtują mnie bardzo, a na które odpowiedzi mogą znać niektórzy z Was, ci uważniej niż ja śledzący bieg wydarzeń na polskiej scenie politycznej, posiadający bardziej analityczne niż mój umysły. Jaki numer władza chce nam wyciąć? Jakie niepopularne, być może całkowicie sprzeczne z obietnicami przedwyborczymi działania mają być w najbliższym czasie podjęte, skoro zaszła konieczność ponownego nagłośnienia kwestii in vitro, która, jak wiadomo, jest idealnym „zagłuszaczem” innych tematów- tematów dla przeciętnego zjadacza kajzerek mało interesujących, choć w rzeczywistości w dużo większym stopniu mających wpływ na jego życie. Mam tu na myśli rządowe działania antykryzysowe, politykę fiskalną, zagadnienia związane z prawem pracy. Oczywiście, in vitro wzbudza emocje, podobnie jak homoseksualiści, aborcja, czy poseł Palikot. Emocje jednak są największym wrogiem zdroworozsądkowego myślenia, wrogiem pragmatycznego podejmowania decyzji. Na emocjach warto grać kiedy chcemy odwrócić czyjąś uwagę od problemów wymagających zimnej kalkulacji, która to kalkulacja przeprowadzona przez tę osobę mogłaby ujawnić, iż nasze propozycje nie są dla niej korzystne. Tym bardziej trochę mi wstyd, że tak się wzburzyłem. Niniejszy tekst inspirowany jest w całości artykułami z dzisiejszej (11.09.09) Gazety Wyborczej.
Przejdźmy do in vitro. Wczoraj sejm odrzucił obywatelski projekt zgłoszony przez Komitet Inicjatywy Ustawodawczej „Contra in vitro”, uznający zapłodnienie tą metodą za przestępstwo. Karą miało być do 3 lat pozbawiania wolności. Nieźle! Kodeks Karny za gwałt, jedno z najobrzydliwszych przestępstw, jeden z najpodlejszych czynów, jakiego może dopuścić się człowiek, przewiduje od 2 do 12 lat pozbawienia wolności. Umożliwienie zapłodnienia metodą in vitro miałoby zatem zostać podniesione do niemal tej samej rangi. Osoba dająca bezdzietnym z przyczyn medycznych małżeństwom szansę na pozostawienie potomstwa miałaby być postawiona na równi z gwałcicielem. Absurd. Niejaki Ludwik Skurzak ze wspomnianej organizacji powiedział, że swoje stanowisko Komitet wywodzi z nauczania Kościoła Katolickiego. Pod projektem podpisało się 160 tysięcy obywateli, to o 60 tysięcy więcej niż wymaga prawo aby głosowano nad nim w sejmie. 160 tysięcy stanowi mniej niż 0,5% procenta z 38 milionów obywateli. Powołam się na konstytucję RP. Preambuła mówi, że Narodem Polskim są wszyscy obywatele Rzeczypospolitej, zarówno wierzący w Boga/ będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna/ jak i nie podzielający tej wiary. Niezależnie od światopoglądu, jako obywatele jesteśmy wszyscy równi. Czy zatem wprowadzanie regulacji prawnych w prostej linii wypływających z nauki organizacji religijnej jest w porządku wobec pozostałych, przypomnijmy, równych, obywateli? Czy zasadnym jest poważne traktowanie protestów wynikających z przekonania, iż ludzkie zarodki są ludźmi i posiadają duszę, podczas gdy istnienie duszy samo w sobie stanowi kwestię dyskusyjną, nie jest aksjomatem? Na szczęście 67% dorosłych Polaków uważa, że metoda in vitro powinna być dopuszczalna a tylko 18% jest jej przeciwne. Na szczęście mniej niż 0.5% Polaków uważa, że swoje katolickie wartości może narzucić siłą pozostałym 99,5%.
Jak sami widzicie, tak naprawdę, nie wydarzyło się nic istotnego. Projekt odrzucono, co potwierdziło tylko opinię demokratycznej większości. Hałasu jednak trochę było. Co się stanie? Czyją uwagę chciano odwrócić tym w istocie mało znaczącym newsem, który zajął pół pierwszej strony najchętniej czytanej gazety codziennej w Polsce?