Archiwum dla sierpień 2009
Bohaterowie
Kiedy powiedziałem jej, że mam raka to nawet się nie rozpłakała. Trochę mnie to wkurwiło, trochę zasmuciło. Człowiek ma umrzeć lada moment a jego najlepsza przyjaciółka nawet nie płacze z tego powodu. Chyba mi nie uwierzyła. Paweł mówi, że ona po prostu nie chce przyjąć tego do wiadomości; ludzie tak mają kiedy otrzymują złe wieści. Jeden facet z Radomia podobno nie przyjął do wiadomości faktu, że jego ukochany pies zdechł. Nadal wyprowadzał go na spacery. Ciągnął trupa po trawniku, mówił do niego, głaskał. Obrzydliwe. W końcu zabrali go do zakładu dla chorych na głowę a psa zutylizowali na wysypisku śmieci. Nie chciałbym być zutylizowany na wysypisku. Chociaż, lepsze to niż stanowienie pożywienia dla podziemnej fauny. W każdym razie, mam niedługo umrzeć a nikt nie chce w to uwierzyć. Mam wrażenie, że nawet Paweł, chociaż ze zrozumieniem kiwał głową kiedy opowiadałem mu, że Zosia nawet się nie rozpłakała. Wyobrażałem sobie własną śmierć setki tysięcy razy, zwłaszcza nim usłyszałem wyrok. Marzyłem o bene moriendi, te sprawy. Chciałem pojechać na jakąś słuszną wojnę i słusznie zginąć, ratując na przykład jakichś cywilów albo kolegów z oddziału. Chciałem jak Winkelried rzucić się na dzidy. Nigdy nie sądziłem, że skończę tak niewidowiskowo. Gdybym zginął w wypadku, Zosia na pewno by płakała. No ale to by był płacz pełen pożałowania. Ja chciałbym żeby płakała z uznaniem. Laski lecą na bohaterów. Gdybym zginął bohatersko, mógłbym pieprzyć każdą. Może przesadzam? Na bank tak jest! Laski kochają martwych bohaterów. Ustawiają sobie ich zdjęcia jako tapety w telefonach komórkowych. Założę się, że w łóżku wyobrażają sobie, że ich partnerzy to martwi bohaterowie i dopiero wtedy osiągają orgazm. A ja mam, kurwa, raka i nikt mi w to nawet nie wierzy.
a więc
w gruncie
.
rzeczy przejebane
Monument (dedykowane Horacemu)
-Postawmy jakiś monument, ok?
-Ok
-No to postawmy.
-No to mówię przecież, że „ok”. Postawimy.
-Kiedy?
-A kiedy chcesz?
-Teraz.
-Teraz nie mogę, nic nie widzę.
-To przez ten wiatr.
-Chyba tak, chyba przez wiatr.
-Może jutro?
-Jutro bym chciał ale to niemożliwe.
-Dlaczego? Powiedziałeś, że postawimy monument, że „ok” i zapytałeś kiedy ja bym chciał; no to ci powiedziałem, że teraz a ty, że nie bo nie widzisz, a jeśli teraz nie i jutro nie, to kiedy?
-Nie wiem.
-Dlaczego jutro nie?
-Jutro mnie nie będzie.
-No to może pojutrze?
-Pojutrze też mnie nie będzie.
-To kiedy będziesz?
-Od jutra już nigdy mnie nie będzie.
-Wyjeżdżasz?
-Umieram.
-Aha… Wiatr cichnie, może jeszcze damy radę dzisiaj postawić ten monument, co? Zrozum, że to dla mnie ważne i jak mi nie pomożesz to będę musiał sam wszystko zrobić.
-Rozumiem.
-Nie rozumiesz, bo chcesz jutro umrzeć a nie chcesz mi dzisiaj pomóc.
-Chcę ci pomóc… tylko nic nie widzę. To przez wiatr. Przepraszam.
-W sumie to nie ma sensu stawiać monumentu.
-Przecież to dla ciebie ważne.
-Przecież umierasz.
Dziura/Kartka/Kartka z dziurą
To nie jest dziura, chociaż wygląda jak dziura. Rzeczywiście, wygląda jak zwykła dziura w białej kartce. No, ale jak już powiedziałem, nie jest dziurą- zwykłą dziurą. To wizjer. Kiedy patrzysz przez ten wizjer na świat, masz szansę dostrzec więcej bo sam jesteś niewidzialny; nie czujesz na sobie cudzych spojrzeń- wiesz, że padają na białą kartkę papieru a nie na ciebie. Siadasz sobie z tym kartko-wizjerem na ławce w centrum miasta i obserwujesz ludzi. Na początku może wydać się to głupie. Sam miałem ochotę po paru minutach zgnieść owe magiczne narzędzie i wywalić do śmieci. Całe szczęście, że się powstrzymałem- wiele bym stracił. Skup się. Masz już gotowy wizjer? No to siadaj i patrz. Co widzisz? Z pozoru wszystko wydaje się takie samo, może ciut bardziej rozmazane, nieostre. Nie przejmuj się. Na tym polega life peep show. Zrozum, że właśnie oglądasz świat, w którym nie istniejesz. W ogóle. Nigdy cię nie było i nigdy się nie pojawisz, w żadnej roli, nawet jako statysta. Nikt się przed tobą nie krępuje. Ludzie krępują się przed sobą nawzajem, ale tylko ty to widzisz i możesz dostrzec komizm sytuacji. Faceci dumnie wypinający piersi i wciągający brzuchy na widok kobiet, które też wypinają piersi i lekko wypychają do tyłu pośladki na widok facetów. Robią to bezwiednie, są jak psy Pawłowa. Modne garnitury uwierające na plecach, bo nie było czasu dobrze ich dopasować- w końcu wszyscy znajomi już takie mają i kilka dni zwłoki mogłoby zakończyć się towarzyską agonią z niedoboru stylu. NRD-owskie dresy, way farery i ręcznie malowane obuwie- trzeba się wyróżniać. Szkoda tylko, że w niektórych miejscach wszyscy wyróżniają się w taki sam sposób. Widzisz teraz to wszystko bo nikt nie widzi ciebie. Skończmy jednak z powierzchownością. Liczy się przecież wnętrze, prawda? Wizjer ma to do siebie, że jest za razem czymś na kształt duchowego EKG albo Roentgena. Uśmiech! Jesteście wszyscy w ukrytej kamerze! To lepsze niż reality show bo jest bardziej reality i bardziej show. Zwróć uwagę na gesty i mimikę a potem popatrz im w oczy. Naprawdę szczęśliwych jest mało, może trafi ci się jeden na godzinę przy ładnej pogodzie i dużej ilości wyprzedaży w centrach handlowych. Większość gra szczęśliwych bo nie być szczęśliwym to obciach i oznaka życiowej nieudolności. Nie jesteś szczęśliwy? Przykro mi, nie zasługujesz na to by żyć. Idź się potnij albo, jeśli jesteś masochistą, poczekaj aż bliźni zrobią to za ciebie. Nie mają wprawy, więc będziesz się naprawdę długo wykrwawiać. Oni wszyscy o tym wiedzą ale mają w sobie niesamowitą wręcz wolę życia, dlatego jeśli nie są szczęśliwi, są gotowi oddać wszystko, by pozostali sądzili, iż jest odwrotnie. O czym ja mówię? Przecież ciebie kategorie szczęścia i nieszczęścia nie dotyczą- nie istniejesz!
Musimy się dobrze przygotować. Żyjemy w dobie lotów kosmicznych, u progu ery podboju kosmosu. Trzeba zgłosić w NASA projekt Kosmicznego Mega Wizjera. Oni tam nie są głupi, na pewno się na tym poznają. Pewnego dnia, mocą wszystkich zakładów papierniczych na Ziemi, kosztem wszystkich drzew, których niewiele swoją drogą zostało, powstanie największa kartka w historii wszechświata. Zakryje całą planetę. Specjalnie wykształceni w tym kierunku fachowcy wytną w niej dziurę… to znaczy Kosmiczny Mega Wizjer. Kiedy cała ludzkość spojrzy przez tę dziurę… to znaczy wizjer…
Szarlotka z gałką lodów waniliowych
Dzień był upalny. To jeden z tych dni, które następują nazajutrz po tym jak w rozmowie z sąsiadką w windzie stwierdzamy, że fala upałów na pewno lada moment się skończy. Tymczasem kolejne dni przynoszą jeszcze wyższe temperatury, horyzont wibruje i faluje a niebieska ciecz w termometrach nie wie już czy ma się rozszerzać, czy kurczyć więc na przemian wskazuje dziesięć i czterdzieści stopni. Dochodziła czternasta. Kwadrans po byłem umówiony z Tobiaszem w niewielkiej kawiarence na tyłach ulicy Chmielnej. Twierdził, że miał mi coś bardzo ważnego do powiedzenia ale z góry wiedziałem, że po prostu chciał sobie pogadać. Dotarłszy na miejsce poprosiłem kelnerkę o gazetę i popielniczkę, zamówiłem wodę z lodem i cytryną, dużą czarną i kawałek szarlotki z gałką lodów waniliowych- dokładnie w tej kolejności. Nieźle, co? Dostałem Wyborczą- w sumie jakieś dziesięć stron tekstów i kilka metrów kwadratowych reklam. Artykuły w większości o kryzysie, świńskiej grypie i pierdołach; reklamy zachęcające do otwarcia konta w jakimś banku albo zapisania się do OFE. „Nuda”- burknąłem pod nosem i łyknąłem trochę wody. Spóźniony o jakieś dziesięć minut zjawił się mój rozmówca. Jak zwykle nienagannie ubrany, we fiołkowej koszuli z rumiankowym krawatem zawiązanym na perfekcyjny wenecki.
-Ładny zwis.- Powiedziałem tonem mającym zasygnalizować niezadowolenie ze spóźnienia. Rzadko dziś używane słowo „zwis” miało to podkreślić.
-Dzięki, dostałem od Klary z okazji… z jakiejś tam okazji.- Odparł z zadowoleniem Tobiasz, jakby w ogóle nie wyczuł pretensji w mej intonacji, jakbym zupełnie spieprzył ten zabieg melodyczno- leksykalny.
-To miło.
-Tak.- roześmiał się poprawiając i tak już idealnie „wyrzeźbiony” węzeł.- Cholernie miło. Zawsze lepsze to niż skarpety, prawda? Albo piżama.
-Tak. Chciałeś mi coś powiedzieć.
-Za moment. Najpierw zamówię.- powiedział i skinął lekko głową w stronę kelnerki. Kiedy podeszła z kartą, uśmiech po raz kolejny rozjaśnił jego twarz.- Poproszę wino, białe, to znaczy jedną lampkę. Byłbym najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi gdyby było dobrze schłodzone. Dziękuję!- „Najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi z powodu niskiej temperatury kiepskiego wina”- trąca tandetą ale lubię jego styl, mimo wszystko.
-O czym chciałeś pogadać?
-Strasznie gorąco.- odkrywczo stwierdził, jakby w ogóle nie usłyszał mojego pytania.- Zeszłe lato nie było takie gorące.
-Nie pamiętam jakie było zeszłe lato. Można to sprawdzić. Pewnie jest prowadzony jakiś zapis, statystyka. O czym chciałeś pogadać?- Zapytałem po raz kolejny udając, że wcale tego pytania nie zadałem chwilę wcześniej (znów melodyka miała na to wskazać; niedomówienia to mój ulubiony środek pokazywania innym jaki jestem wyrafinowany i subtelny).
-Dokonałem odkrycia i chciałem się tym z tobą podzielić.
-Na jakiej płaszczyźnie?
-Towarzyskiej.
-Odkrycie jest z płaszczyzny towarzyskiej, tak?
-Nieee, to znaczy, w pewnym sensie tak, ale chodziło mi o to, że dzielę się nim z tobą na płaszczyźnie towarzyskiej.
-Nie pracujemy razem, trudno byś dzielił się na zawodowej. Co to za odkrycie?- Zauważyłem błyskotliwie.
-Orgazm. Chodzi o orgazm u kobiet.
-Zapowiada się ciekawie. Co z nim? Z tym orgazmem. Odkryłeś, że istnieje? Trochę późno.
-Wyobraź sobie, że coś takiego w ogóle nie istnieje!
-Ciekawa hipoteza…
-Słuchaj. Ogólnie wiadomo, że kobiety potrafią udawać orgazm i jest to nie do odróżnienia. Tak sobie pomyślałem, że nie ma czego odróżniać. U nas widać orgazm, znaczy ejakulację, no… wytrysk. U nich nie widać.
-Aha, w związku z tym doszedłeś do wniosku, że skoro czegoś nie widać to nie istnieje, tak?
-Nie. Nie do końca w ten sposób.
-To w jaki?
-W Biblii jest Onan, nie ma Onany.
-Ponieważ w Biblii nie ma masturbujących się kobiet, nie mają one czegoś takiego jak orgazm?
-Nie dostrzegasz głębi. Nie tylko nie ma w Biblii, w ogóle mało się o tym mówiło w przeszłości.
-To wina patriarchatu.
-Sratriarchatu. Moim zdaniem kobiety zazdroszczą nam wytrysku więc wymyśliły, że mają coś takiego jak orgazm, są w zmowie i udają. Żaby nas pogrążyć zadbały o to abyśmy wiedzieli, iż może być on udawany. Przez to facet nigdy nie może być pewien czy jest naprawdę dobry w łóżku. Myślisz, że jesteś wcieleniem Erosa a jak ze sobą zrywacie dowiadujesz się, że orgazmy były udawane!- Wykrzyczał ostatnie zdanie tak, że ludzie przy sąsiednich stolikach zmierzyli nas wzrokiem z dezaprobatą po czym jednym haustem osuszył kieliszek.
-Aha. Udają abyśmy czuli się gorsi, prości. W cumshocie brak subtelności i niedomówień.- Odparłem lekceważąco (autoironia).
-Coś w tym stylu. Ponieważ mamy coś, czego one nie mają, tę naturalną zdolność, postanowiły ją zdewaluować. Założę się, że gdybyś był kobietą, chciałbyś mieć wytrysk.
-Niektóre mają coś w tym stylu. Widziałem w pornosie.
-Tajskie kurwy potrafią strzelać z cipki korkiem od szampana. To tylko wyuczony skill. Taka pokazówka praktykowana przez największe zazdrośnice.
-Klara też udaje?
-Odpierdol się od Klary!
-Ładny zwis. Twoja dziewczyna jest jedyną kobietą na świecie, która doświadcza rzeczywistego orgazmu, tak? To pewnie za sprawą twoich „skillsów”?
-Nic nie rozumiesz. Jedz szarlotkę bo wystygnie.
-Jest prosto z lodówki, ma być zimna.
-To jedz szybko, bo się nazbyt ogrzeje. Wracam do roboty. Miło było. Przemyśl to, co ci powiedziałem.- rzucił wstając od stolika i kładąc na blacie trzydzieści złotych.
Kiedy odszedł, posiedziałem jeszcze chwilę gapiąc się na topniejącą gałkę lodów. Wypaliłem dwa papierosy próbując „wymyślić” sobie orgazm. W końcu, jeśli kobiety to potrafią, to dlaczego mi miałoby się nie udać? Dzień był naprawdę upalny.