Na myśli…

Olg Borowka

Archiwum dla luty 2009

Torsje

z 4 komentarzami

Nie zastanawiało was nigdy, dlaczego połowa dzisiejszych licealistów wygląda jak Ian Curtis na początku kariery? Powiem wam w czym rzecz. Moim zdaniem, od dobrych 20 lat nie wymyślono żadnej nowej formy buntu- nowego opakowania dla młodzieńczego sprzeciwu. Do tego dochodzi jeszcze poczucie beznadziei wynikające z przekonania, iż każda próba stworzenia czegoś świeżego na tej płaszczyźnie spowodować może wyłącznie skutek przeciwny do zamierzonego; a to za sprawą wielkiej machiny marketingowej, która szybko komercjalizuje, sprzedaje to, co ma się jej przeciwstawiać. Jeden z paradoksów współczesności.

Mi osobiście nie przeszkadzają tabuny siedemnastoletnich Beatlesów podrygujących w rytm electro-indie. Ich rodzice i dziadkowie pewnie też są spokojniejsi niż nasi, bo pociechy mają ładne fryzury, noszą się „elegancko”. Martwię się tylko o samych buntowników. Czy nie macie wrażenia, że to pokolenie nie zostawi po sobie żadnego śladu? Żadnego nowego wzorca dla potomnych? Zaledwie o kilka lat młodsi od nas ludzie jedzą gówno. Inaczej nie da się tego określić- opychają się tym, co poprzednie generacje, czy nawet roczniki, już dawno zjadły, przetrawiły i wysrały. Co gorsza, wspomniana „machina marketingowa” sprzedaje im te odchody za ciężkie pieniądze. Nie musi się przy tym wysilać. Wystarczy doczepić nowe metki do starych łachów i zrobione. Popkultura jest, na swój sposób, fantastyczna. Działa trochę jak Lewiatan T. Hobbesa ale mam pewne wątpliwości, czy oby na pewno daje realne bezpieczeństwo. Mam wrażenie, że to raczej ułuda, iluzja bezpieczeństwa, samo jego poczucie… Chociaż, z drugiej strony, właśnie to poczucie jest chyba najważniejsze. Człowiek może przejść po linie rozwieszonej bez żadnych zabezpieczeń dziesiątki metrów nad ziemią jeśli zawiązać mu oczy na długo przed wprowadzeniem do cyrku i prowadzić go przy tym za rękę. Co innego gdybyśmy zerwali mu opaskę w trakcie „przejścia”… Do rzeczy. Odważę się postawić tezę, iż wyłącznie siła czysto destrukcyjna jest w stanie wytworzyć nową formę buntu. To kolejny paradoks, zresztą nie ja go stworzyłem i to nie jest tak naprawdę moja teza. Nie chcę też aby ktoś odebrał to, co tutaj wypisuję za jakieś podżeganie do działań szkodliwych społecznie. Nie podżegam. Ani razu nie powiedziałem, że pochwalam bunt jako taki. Stwierdzam jedynie, dla wielu i tak oczywisty, fakt, że zaistnieć można dziś tylko poprzez destrukcję. Tylko paląc Paryż, paląc Warszawę, paląc Nowy Jork i Kędzierzyn- Koźle można zostawić własny ślad, własny wzorzec dla potomności, która go zmodyfikuje aby zbudować coś jeszcze innego.

Przez lata uczyliśmy się picia kawy z tekturowych kubków, grzecznościowej nienagannej odmiany imion w formalnej korespondencji elektronicznej (Mam nadzieję, że dalsza współpraca okaże się równie owocna jak dotychczasowa. Serdecznie Pana pozdrawiam Panie Andrzeju) i ziewania bez otwierania ust na ważnych spotkaniach gdzie, tak naprawdę, wszyscy tylko chcą odpierdolić swoje i jechać do domu. To żmudna nauka. Kosztowała nas wiele wysiłku, wiele wyrzeczeń… I po co? Żeby wybić nam z głów resztki kreatywności, indywidualności. Wiele tęgich głów (tych właśnie do wybijania z), po tysiąckroć tęższych niż moja, pisało o tym na setkach tysięcy stron. No i co? Czy coś się zmieniło? Czy „otworzyliśmy oczy”? NIE! I nie otworzymy… Bo gówno jest smaczne a Beatlesi byli ładni… a my chcemy też być ładni. W dodatku zdajemy sobie sprawę, że na miejscu Iana Curtisa olali byśmy spasioną żonkę z dzieckiem- wpadką i poszli ruchać kochankę. Big up dla kapel electro- indie!

Słowem wyjścia niejednokrotnie przy dłuższych formach epilogiem zwanym odpowiem jeszcze na dręczące was pytanie. (Dręczy, prawada?) TO W KOŃCU BUNOTWAĆ CZY NIE BUNTOWAĆ (się)?

Robić cokolwiek byle coś się działo!

Tyle ode mnie! Do zobaczenia w następnym odcinku przy niemal zawsze czystym stole. .

Written by olgbor

luty 21, 2009 at 4:41 pm

Napisane w Uncategorized