Na myśli…

Olg Borowka

Archiwum dla listopad 2008

Najsilniejszy człowiek świata

z jednym komentarzem

Pewnego lata, do naszego miasteczka przyjechał cyrk. Na murach, płotach i latarniach zawisły plakaty. Dobrze je pamiętam- przedstawiały muskularnego mężczyznę o sumiastym wąsie, ubranego w obcisły biały kombinezon. Czerwone litery krzyczały „Cyrk Ezelsteina przedstawia najsilniejszego człowieka świata!”. Pokazy miały odbywać się zaledwie przez tydzień. Już pierwszego dnia, kiedy uśmiechnięci, mówiący po rosyjsku drągale o czerwonych twarzach stawiali namiot, poszedłem do mojego taty i poprosiłem go by zabrał mnie na spektakl. „Tato, tato! Tam będą klauni, małe pieski robiące salta, lew, tygrysy, a nawet kobieta z wąsami! Będzie najsilniejszy człowiek świata!”- wrzeszczałem rozentuzjazmowany. Ojciec opierał się. Powiedział: „Wszystko to już przecież widziałeś, nie pamiętasz? Na jarmarku w zeszłym roku. Był nawet tańczący niedźwiedź. Synku, nie mam czasu.” Nie dawałem za wygraną, nigdy nie widziałem najsilniejszego człowieka świata- „Dobrze wiesz, że nie widziałem! Tato, chodźmy do cyrku! Za tydzień odjedzie i już na pewno nie zobaczę.”

Po trzech dniach, prawie cała moja klasa opowiadała o tym, co widziała pod wielką kolorową kopułą. Gruby Eryk mówił, że najsilniejszy człowiek świata prostuje podkowy i przenosi słonie. Nie mogłem w to uwierzyć. „Ty nie byłeś? Nie widziałeś jeszcze?”- dopytywał z niedowierzaniem Staś Kolanko, którego tata miał warsztat samochodowy- „Najsilniejszy człowiek świata podniósłby nawet takiego wielkiego pickupa, jakim jeździ mój tatuś.”

Sytuacja w szkole spowodowała, że zwiększyłem naciski na ojca. W końcu się zgodził. „Pójdziemy w piątek ale pod warunkiem, że do tego czasu nie usłyszę od ciebie ani słowa o cyrku i o najsilniejszym człowieku świata, zgoda?” Zgodziłem się, choć milczenie było nie lada wyzwaniem.

Wreszcie przyszedł piątek- upragniony, wyczekiwany z niecierpliwością. Tata chwycił mnie za rękę i poszliśmy. Byliśmy na miejscu dość wcześnie by kupić bilety w pierwszym rzędzie. Spektakl rozpoczął się. Pieski fikające salta, czy nawet lew skaczący przez płonące obręcze, nie robiły na mnie wrażenia. Czekałem na najsilniejszego człowieka świata. W końcu pojawił się. Był naprawdę ogromny. Jedna jego dłoń miała wielkość niemal całego mnie, gdybym przy nim stanął, przypuszczalnie sięgałbym mu gdzieś tak do kolan. Klauni przynieśli podkowy. Olbrzym brał jedną po drugiej i zamieniał w podłużne pręty. Patrzyłem z otwartymi ustami, świat poza tym jednym gigantem przestał dla mnie istnieć. Gdy podkowy się skończyły, treserzy wprowadzili słonia. Najsilniejszy człowiek świata uśmiechnął się, pochylił a zwierzę weszło na jego plecy. Kiedy słoń odszedł za kulisy, najsilniejszy człowiek świata wziął od konferansjera mikrofon. „Tełaz pokaze fam numeł, któłego ne sapomnycie do konca fasego pustego zycia.”- wykrzyknął z takim trudem jakby słowa te ważyły tysiąckroć więcej nić największy ciężar jaki kiedykolwiek uniósł, po czym rzucił mikrofonem o ziemię. Najsilniejszy człowiek świata stanął na samym środku areny i złapał się oburącz za głowę- tak, że dłonie zakrywały uszy. W namiocie zaległa grobowa cisza. „Ciekawe, co będzie? Chłopaki w szkole nic nie mówili o tym numerze”- mówiłem sam do siebie w myślach, będąc podnieconym to granic możliwości. Najsilniejszy człowiek świata napiął muskuły i zaczął z całej siły ściskać swoją głowę. Z pierwszego rzędu widziałem nawet krople potu, które wstąpiły na jego czoło. Cała twarz stała się purpurowa a sumiaste wąsiska lekko drgały. W końcu głowa najsilniejszego człowieka świata rozbryznęła się jak balonik napełniony wodą rzucony z czwartego piętra. Krew powoli spływała po białym kombinezonie a kawałki czaszki i mózgu spadały na ziemię z odgłosem podobnym do mokrej szmaty upuszczanej kilkakroć na posadzkę. Po chwili, ogromne cielsko runęło na ziemię. W namiocie zapanował chaos. Dzieci płakały, rodzice byli nie mniej przerażeni ale przytomnie zasłaniali pociechom oczy. Mój tata też próbował mi zasłonić ale się nie dałem. Patrzyłem na nieruchome martwe ciało najsilniejszego człowieka świata i tak sobie pomyślałem, że chyba wcale nie był najsilniejszy a jeśli był… to świat się skończył właśnie tamtym letnim wieczorem.

Written by olgbor

listopad 27, 2008 at 6:57 pm

Napisane w Fikcja