Na myśli…

Olg Borowka

Archiwum dla październik 2008

Zetteem prawie jak Je t’aime

without comments

Kolegom moim

Mijasz dziesiątki, setki, tysiące latarni. Szarych latarni gdzieś w dupie- na końcu świata, w oddalonej o co najmniej trzydzieści przystanków dzielnicy. Świecą pomarańczowym najczęściej, niekiedy różowawym światłem a Ikarus toczy się po mokrym, brudnym asfalcie. „To tutaj żyją ludzie?”- dziwisz się z zaciekawieniem spoglądając na przesiąkniętą wilgocią, tanimi papierosami, przetrawionym piwem i podrabianymi perfumami masę ciał- tak anonimowych i bezbarwnych, że zrzygać się można. I na młodą kobietę siedzącą przy kasowniku. „To ona przecież! Nie. To niemożliwe. Może jednak? Przecież nie miała siostry bliźniaczki. To na pewno ona.”- tak sobie myślisz ale nic z tym nie robisz. To osoba niegdyś ci bliska, bardzo bliska. To z nią straciłeś cnotę będąc jeszcze pisklęciem, szczeniakiem rzec można. No i tak się jej przyglądasz, wlepiasz wzrok i myślisz sobie, że jest nadal ładna. Przeleciałbyś jeszcze raz- żeby jej pokazać, że teraz już umiesz lepiej. Tylko co, do cholery, robi w podłużnej, żółtoczerwonej puszce pełznącej niby glista wśród odmętów cywilizacji, odmętów miasta- gdzieś na końcu świata, w dupie? Zauważyła, że się gapisz. Konsternacja. „Niech ona zareaguje pierwsza”- myślisz. Ona nie reaguje. Tak się tylko wzajemnie sobie przyglądacie. To twój przystanek. Wysiadasz, zapalasz papierosa i nie dowiesz się już raczej, czy ona też jest dziś lepsza niż wówczas w twoim pokoju. Musiałbyś minąć jeszcze miliardy latarń.

Written by olgbor

październik 6, 2008 at 8:12 pm

Napisane w Uncategorized