Na myśli…

Olg Borowka

“Za drzwiami”

z 2 komentarzami

„Jeżeli za drzwiami czeka tylko, czy może aż, nicość to chyba nie ma się czego bać.”- Myślał obierając pomarańczę. To był wielki, piękny owoc. Mężczyzna odkładał obierzyny w jedno miejsce- na skraj wczorajszej „Wyborczej”. Obrawszy do końca, podzielił cytrusa na ćwiartki, po czym równiutko, jedna obok drugiej, ułożył je na porcelitowym talerzu.

Piotr Wiatr- tak się nazywał ów człowiek- mieszkał na jednym z podwarszawskich quasi-eleganckich osiedli ze spadzistymi, wyłożonymi buraczkową dachówką dachami i zapijaczonym stróżem przy furtce, razem ze swoją dziewczyną- Laurą. To dla niej obierał owoce- żeby miała gotowe jak wstanie. Piotr zawsze wstawał dużo wcześniej, około piątej rano, żaby dojechać do biura, na Mokotów, jeszcze zanim miasto się totalnie zakorkuje. Laura była menadżerem jednego z nocnych klubów- do pracy chodziła po południu. Piotr często wyrażał swoje niezadowolenie z takiego stanu rzeczy. „Mijamy się! Widuję cię, wyłączając czas kiedy śpisz, raz, w porywach do dwóch razy w tygodniu. I to też w przelocie.” Nie robiło to na niej specjalnego wrażenia. Była kobietą „z jajami”. To strasznie kręciło facetów. Była też skrajną egoistką ale jej twardy charakter w połączeniu z drobną posturą, bardziej właściwą piętnastolatce niż dwudziestoczteroletniej kobiecie, z wielkimi niebieskimi oczami, złotymi włosami ostrzyżonymi „na chłopca” i wąskimi lecz niezwykle kształtnymi wargami, zniewalał facetów i przyćmiewał tego typu negatywy.
Piotra poznała na wakacjach- na Teneryfie. To on do niej podszedł. W dyskotece. Miał na sobie pstrokatą hawajską koszulę, białą panamę i beżowe bawełniane spodnie a czerwona, poparzona na słońcu skóra schodziła mu z twarzy wielkimi płatami, zwłaszcza na nosie. Był na wczasach z kolegami z pracy. Laura często wspominała tamten wieczór. „Barman! “Sex on the beach” for this charming lady!” zakrzyknął, lekko już bełkocząc, z drugiego końca baru, wskazując na nią bezczelnie palcem. Chyba właśnie tym zachowaniem wywarł na niej wrażenie. Zaimponowała jej jego pewność siebie. Potem poszli na plażę, porozmawiali na różne typowe dla pierwszych „randek” tematy, okazało się, iż oboje są fanami muzyki Philip’a Glass’a i chilloutowych brzmień grupy Múm , oraz filmów Sama Peckinpaha, aż skończyli w jego pokoju pod prysznicem. Laura, szczytując, wyłamała ręką, przytwierdzoną do ściany, mydelniczkę. Później nie zdarzyło im się już nigdy spędzić tyle czasu koncentrując się wyłącznie na sobie wzajemnie.

Po roku wprowadziła się do niego. Nie z miłości. Piotr mieszkał wówczas jeszcze w jednej z przedwojennych kamienic nieopodal metra „Racławicka” a ona miała stamtąd bliżej do pracy niż z Konstancina, gdzie do tej pory żyła z rodzicami w okazałej willi o kilkunastu pokojach. Tata Laury był kiedyś kimś ważnym w PZPR a za rządów SLD zrobił parę dochodowych interesów przy okazji wielkiej prywatyzacji. Tata Laury był zawsze we wszystkim najlepszy. Jeździł najbardziej terenowym ze wszystkich terenowych samochodów, na polowaniach strzelał z najbardziej śmiercionośnej ze wszystkich śmiercionośnych strzelb, zabijał największą zwierzynę, pił najmocniejszą z czterdziestoprocentowych wódek a żonę bił tak porządnie, że kilkakrotnie skończyło się na pogotowiu. Był całkowitym przeciwieństwem Piotra- warszawskiego księgowego, brzydzącego się przemocą i łowiectwem, jeżdżącego samochodem z segmentu compact za rozsądną cenę, wódkę pijącego góra trzy razy do roku. Może właśnie dlatego Laura go wybrała. Nienawidziła ojca. Z drugiej jednak strony, podświadomie pogardzała trochę Piotrem, że nie jest „prawdziwym facetem”, facetem jak tatuś. W każdym razie, na Mokotowie pomieszkali razem niecały rok. Piotr wziął kredyt rozłożony na trzydzieści cześć lat i kupił większe mieszkanie- właśnie to pod miastem. Laura przeniosła się tam niechętnie- żaby nie sprawić mu przykrości. Codziennie obrane świeże cytrusy, niebieskie Mini, co tydzień wspólne zakupy- to była jego rekompensata dla niej. Właściwie za co?

„Jeżeli za drzwiami czeka tylko, czy może aż, nicość to chyba nie ma się czego bać.”- Myślał dalej jadąc do Warszawy. Trzy dni temu lekarze powiedzieli, że ma raka. „Co z kredytem?” Poręczycielami byli rodzice Laury. „Co z Laurą?” Da sobie radę. „Co ze mną?” Jeżeli za drzwiami czeka nicość to nie ma się czego bać. Za drzwiami Laura, jej rodzice, willa w Konstancinie, blok z buraczkowym dachem i kolekcja DVD Peckinpaha tak jak ty- przestaną istnieć.

Written by olgbor

maj 14, 2008 @ 8:53 pm

Napisane w Fikcja

Odpowiedzi: 2

Subscribe to comments with RSS.

  1. Piotr to odpowiedzialny, prawdziwy facet. Ciekawe. Do przemyślenia.

    Btw: Gość oglądający filmy Peckinpaha musi być twardy w środku ;p (albo zakompleksiony, ale w tym wypadku odrzuciłem taką możliwość).

    Pozdrawiam.

    hazyn

    maj 18, 2008 at 7:46 pm

  2. aaaaaaaż mnie dresz niepokoju przeszedł. nie chcę umierać!!! ;)

    choroby to najbardziej wredna rzecz jaka natura stworzyła. człowiek, niby tak wczechmocny i rozwinięty, czasem nic nie może. beznadzieja.

    czy tylko ja mam tak, ze kiedy pomyślę o śmierci, nagle wszystko traci sens..? doprawdy, ciężko nauczyć się prawdziwie korzystać w pełni z życia.
    ech, co za przemyślenia ;P w każdym razie skłoniło mnie do refleksji, to wazne ;)

    miko

    maj 19, 2008 at 7:09 pm


Napisz odpowiedź