Na myśli…

Olg Borowka

Archiwum dla kwiecień 2008

Bez tytułu

z 7 komentarzami

-Czy miałabyś coś przeciwko gdybym…
-Nie ma sprawy. W porządku.
-Na pewno?
-Tak… Nie. Dobrze wiesz, że nienawidzę tego co robisz. Obiecałeś, że z tym skończysz!
-Tylko nie płacz.
-Jak mam nie płakać?! To nie ma końca. Rzucasz słowa na wiatr! Zadajesz kłam własnym słowom! Okłamałeś mnie! Przede wszystkim okłamałeś siebie! Ja ciebie nigdy nie okłamałam.
-Nie okłamałem cię.
-Tak? To dlaczego znowu chcesz to zrobić? Za każdym razem powtarzasz, że to się więcej nie powtórzy!
-To silniejsze ode mnie. Jestem słabym człowiekiem. Jesteś moją narzeczoną! Powinnaś mnie wesprzeć a nie ciągle wrzeszczeć!
-Ja nie wrzeszczę!
-Gdybyś siebie usłyszała…
-Nie zmieniaj tematu! Dlaczego znowu chcesz to zrobić?! Dlaczego? Robisz mi na złość? Jara cię to?!
-Nie…
-No to powiedz mi! Dlaczego?!
-Nie wiem.
-Masz kilkadziesiąt innych do wyboru a zawsze, kurwa mać, musisz pić kawę z MOJEGO kubka, tak?!

Written by olgbor

kwiecień 30, 2008 at 7:39 pm

Napisane w Fikcja

GFX

z 2 komentarzami

Ogłaszam oficjalny powrót grafiki na stronę. Obrazki będą się pojawiać średnio co dwa tygodnie.

Written by olgbor

kwiecień 23, 2008 at 1:51 pm

Napisane w Uncategorized

Proszę Panią! Proszę Pana! Zamiast lustra- sama rama!

z 4 komentarzami

Ona przegląda się w lustrze i wyobraża sobie, że jest jak te gwiazdy filmowe. Lubi zabawy z aparatem fotograficznym. Kiedy zbiega po marmurowych schodach, nieopatrznie depcze obcasami marzenia innych ludzi. Lubi szampan. Pije go z wielkich kieliszków wykonanych ze szkła cienkiego jak bibuła, podczas gdy cała butelka chłodzi się w artystycznie zdobionym wiaderku z lodem. Sam Philippe Starck by się nie powstydził takiego wiaderka.

Księżniczka nie szuka księcia. Księżniczka szuka poddanych. To niedorzeczne- przecież poddanych ma na własność z racji urodzenia. Gdzie Twoi słudzy Księżniczko?

Służąca nie szuka równego sobie mężczyzny… stajennego, dajmy na to. Służąca szuka księcia. Książę może być jak Ludwik XV, ale i tak będzie go kochać. Być może takiego Ludwika nawet bardziej bo wymaga więcej opieki. „Jakiż ten mój mały książę niesforny, huhuhu! Ga ga ga Ludwiczku!”

Książę nie szuka księżniczki, hrabianki. Książę szuka kurtyzany.

On przegląda się w lustrze i wyobraża sobie, że jest jak faceci z wczesnych książek Roth’a. Lubi zabawy z dziwkami. Aby wsiąść do windy potrzebuje kwadransa- na upchnięcie w ciasnej kabince całego swojego ego. „Dlaczego niektóre uważają, że robienie loda im uwłacza?”- rozmyśla w drodze na parter. „Dlaczego grzywka opada mi zawsze na lewą stronę?”

Written by olgbor

kwiecień 22, 2008 at 10:06 am

Napisane w Fikcja, Uncategorized

Malkontent

z 5 komentarzami

„Cześć! Co u ciebie!?”- wykrzykuje do mnie kiedy spokojnie stoję sobie oparty o ścianę, na przemian popijając mojito i zaciągając się papierosem. „Cześć. Wszystko w porządku”- odpowiadam mimo, że nie mam pojęcia kim jest. Skąd niby mam wiedzieć? Na oko ma ze 170 cm wzrostu, gęste, kręcone, ciemne włosy i wydatne usta. Chciałoby się rzec „fajna lala” ale nie można… No bo jak tu cokolwiek ocenić gdy ¾ twarzy zakrywają jej okulary przeciwsłoneczne? Zaczyna mi opowiadać coś o jakichś naszych „wspólnych” koleżankach, które mają niezwykle oryginalne imiona: Kasia, Gosia, Asia, Ania. No i nadal nic nie wiadomo a tak trochę głupio zapytać „Ej, kim ty właściwie jesteś?”, po pięciu minutach rozmowy. Nareszcie! W moim kierunku zmierza Piotrek. Na pewno się nie znają, więc będą musieli się sobie przedstawić, więc mimochodem dowiem się kim jest dziewczyna. „Cześć, jestem Piotrek”- mówi Piotrek. „Cześć! Jestem Klaudia.”- mówi dziewczyna… to znaczy Klaudia. Nadal, kurwa, nic nie wiem. Jaka znowu Klaudia? Piotrek zauważa moje zakłopotanie i rzuca mi kapok w postaci pytania „Skąd się znacie?” skierowanego bardziej do Klaudii niż do mnie. „Ania R. robiła kiedyś grill urodzinowy u siebie na działce i tam się poznaliśmy.”- odpowiedziała. No i wszystko jasne! Klaudia to rzeczywiście fajna lala. Na grill-party była ze swoim facetem- nudnym frajerem bez żadnych zainteresowań. Tyle pamiętam. Całe szczęście, że mi się ta uwaga nie wyrwała na głos. „Co u twojego chłopaka?”- zagaiłem. „Masz na myśli Jacka? Już nie jesteśmy ze sobą od roku.” No to się wjebałem. Trzeba było nie wspominać nic o jej „Jacku” tylko ją bajerować… idiota ze mnie. I tak jest, kurwa, co weekend.

Written by olgbor

kwiecień 21, 2008 at 2:38 pm

Napisane w Fikcja, Uncategorized

Fejm

z 3 komentarzami

Muszę się pochwalić, że dzisiaj mój blog zajął 27 miejsce na liście najchętniej czytanych w języku polskim. Chciałbym przy tym podziękować wszystkim, którzy go odwiedzają. Może kiedyś będzie pierwsze miejsce, kto wie?

score

Written by olgbor

kwiecień 4, 2008 at 5:28 pm

Napisane w Uncategorized

Gwiazda

z 6 komentarzami

Niniejsza krótka forma mieszana jest efektem wielu rozmów z garstką moich przyjaciół, zwłaszcza z jednym z nich. 

 

-Uśmiech! Najważniejsze żeby ten uśmiech wyrażał lekceważenie a nawet lekką pogardę dla wszystkich wokoło. Tak jest OK.! No to teraz postawa. Głowa lekko zadarta do góry… dobrze… ramiona niżej i… O! Tego papierosa trzymaj na wysokości ucha. Ręka trochę mniej zgięta w łokciu. Perfekcyjnie, maleńka! Możemy już chyba zaczynać, prawda? Pamiętaj- jak już wrzucisz małego człowieczka do szklanki, nie zalewasz go od razu piwem tylko po chwili. Musisz się nad nim przez jakieś 4-5 sekund pastwić.

-To znaczy, co mam zrobić?

-No nie wiem… może potrząśnij szklanką tak żeby rozbił sobie główkę o ściankę albo coś… Tam jest w środku ślisko więc nie ucieknie- nie martw się.

-Ok. Zaczynamy?

-Tak. Kamera!!! Akcja!!!

 

Mały człowieczek podjeżdża swoim małym samochodzikiem pod paczkę papierosów. Parkuje między nią a zapalniczką i żwawo wyskakuje.

-Witaj, boska Wenus! Jestem małym człowieczkiem. Przybyłem bo Cię kocham.- Wykrzykuje entuzjastycznie.

-Jaki śmieszny mały człowieczek!- Mówi boska Wenus bardziej do siebie niż w odpowiedzi człowieczkowi.

-Witaj, boska Wenus! Jestem małym człowieczkiem. Przybyłem bo Cię kocham.- Wykrzykuje mały z nieco mniejszym zaangażowaniem. Widząc, że ukochana nie reaguje, postanawia podjąć bardziej zdecydowane kroki. Wyciąga ze swojego małego samochodziku dwudziestocentymetrową, starannie zwiniętą nitkę z ciężarkiem na jednym końcu. Z niemałym wysiłkiem zarzuca ją niby lasso na brzeg szklanki i głośno stękając wspina się na górę. Może teraz Wenus go zauważy? Siada na brzeżku i machając malutkimi rączkami pokrzykuje: „Hop, hop! Wenus! Tutaj jestem! Przybyłem bo Cię kocham!”

Bogini lekkim pstryczkiem posyła człowieczka na samo dno szklanki. Chyba krzywo upadł. Nie wygląda to najlepiej… pewnie złamał sobie kręgosłup. Ostatkiem sił wypowiada słowa: „Boska Wenus! Przybyłem bo Cię kocham.” Ona tymczasem sięga po półtoralitrowy dzbanek z zimnym piwkiem.

-Boska Wenus! Ja tylko…

Złocista ciecz wypełnia grobowiec wieńcząc go dwucentymetrową warstwą białej pianki.

 

-Wspaniale, maleńka! Zobaczysz, jeszcze będziesz wielką gwiazdą!

Written by olgbor

kwiecień 3, 2008 at 1:56 pm

Napisane w Uncategorized