Archiwum dla luty 2008
Bardzo krótko o miłości
Patty śmieje się trochę jak Mona Lisa ale pełniej. Taka mieszanka Mony Lisy i Marilyn Monroe.
Spotkaliśmy się dwa razy. Pierwszy raz był, o ile dobrze pamiętam, w „barakach” za Nowym Światem. Miała na sobie białą bluzkę, zwyczajne jeansy i cienki czarny sweterek. Zapytała, czy nie przyniósłbym jej z baru Cuba libre. No to przyniosłem. Była ze znajomymi, którzy cały czas gadali o jakimś projekcie. Nic nie rozumiałem z tego. Nie wiem o jaki projekt im chodziło. O czego projekt. Mniejsza z tym. Przysiadłem się na chwilę i Patty zapytała czy wiem co to znaczy „kochać”. No to zgodnie z prawdą odpowiedziałem, że nie jestem pewien ale mam na ten temat pewną teorię. Wyłożyłem ją pokrótce. Kochać to znaczy chcieć, aby chwila trwała wiecznie, a kiedy się kończy- cierpieć. Odpowiedziała mi, że gówno wiem o życiu. Miała rację. Czekałem, że rozwinie swoją myśl ale ona poprosiła mnie tylko abym przywołał do jej stolika mojego „kolegę”, z którym przyszedłem na piwo. No to machnąłem na niego ręką i przyszedł. Udałem się do toalety. Jak wróciłem, już ich nie było. Wypiłem sobie jeszcze kilka piw sam i pojechałem do domu myśląc o tym, że chyba faktycznie gówno wiem o życiu.
Drugi raz. Drugi raz był bardzo przelotny. Minąłem ją na ulicy koło kabackiego Tesco. Chciałem się przywitać. Powiedziałem „cześć” a ona bezceremonialnie zapytała od razu czy mam papierosa. Dałem jej i przypaliłem. Bez słowa odwróciła się plecami i poszła w swoją stronę. No to sam sobie zapaliłem i patrzyłem jak powoli niknie w tłumie obładowanych siatami starych ludzi schodzących po schodach do metra.
No i nie dowiedziałem się co to znaczy „kochać”.