Archiwum dla wrzesień 2007
My?
Wchodzą do środka jako królowie. Młodzi bogowie różnej płci i wieku. Uśmiechają się szeroko obnażając przy tym śnieżnobiałe, idealnie proste zęby. Siadają do stolika…. i zamawiają Orgasm dla niej i Seagram’s-a ze Spritem dla niego… I tak siedzą. Rozmawiają sobie, ona śmieje się z jego żartów czy też humorystycznej anegdotki. Ma piękny uśmiech i taki błysk w czach. On jest bardzo zadowolony z siebie bo widzi, że jego starania nie idą na marne- wywiera na niej bardzo pozytywne wrażenie. Uśmiecha się…. Oboje się uśmiechają… I tak siedzą…
…I ja też tak siedzę kilka stolików dalej i też się uśmiecham bo jestem tu ze znajomymi i nie mogę dać po sobie poznać, że różnię się od tego faceta, o którym myślą, że jest mną…
…I tak sobie wszyscy siedzimy. Jakaś koleżanka kogoś tam patrzy na mnie i podobnie jak tamci od drinków, uśmiecha się… Tylko, że ironicznie. Nie znam jej nawet więc za bardzo nie zależy mi na jej uznaniu. Mogę dla niej być pociesznym przygłupem… ale jak na razie to tylko tak siedzimy sobie i myślimy, że jest przyjemnie bo nic nieprzyjemnego akurat się nie dzieje… a przynajmniej nie widać, żeby się działo.
I tak siedzimy sobie i pijemy piwo i palimy papierosy i niby wszystko jest w porządku. Ja też się uśmiecham…
…I wiem, że będziemy tak jeszcze siedzieć przez kilka godzin.
Zapytowywuję uprzejmie
Tylko niedziele takie są… Jeszcze czasem soboty i pierwsze dni stycznia. Na bezchmurnym szafirowym niebie jaśnieje Aton w kolorze białego złota, powietrze jest krystalicznie czyste a jednocześnie na tyle gęste, że zdaje się spowalniać wiązki padającego światła.
Okna mojego pokoju wychodzą na zachód ale dzięki aluminiowym żaluzjom odbijającym promienie od sąsiedniego bloku mam co rano u siebie blask młodego słońca. Wierzcie lub nie, ale to naprawdę znacząco poprawia smak tej pierwszej w danym dniu kawy.
Lubię, będąc jeszcze w piżamie, rozłożyć sobie na stole świąteczne wydania kilku gazet codziennych i zagłębić się w ich mętne przekazy- w mozaiki tak naprawdę nikogo nie obchodzących weekendowych pierdół. Niestety, nadchodzące wcześniejsze wybory parlamentarne i cały przedwyborczy turniej we wzajemnym obrzucaniu się gównem psują mi od jakiegoś już czasu ten przyjemny rytuał.
Czytałem dzisiaj Wyborczą. Napisali, że Kaczory nie chcą wpuścić obserwatorów OBWE na wybory. Czyżby mieli coś do ukrycia? Kilka stron dalej krótka relacja z rozprawy sądowej PO kontra Gosiewski- żal aż czytać jakiej argumentacji do swej obrony używał pisak. No ale to też w sumie dziwić nie powinno- PiS od samego początku swej kadencji wyzywał wszystkich przeciwników od bandytów, złodziei i członków układu więc teraz, w trakcie kampanii wyborczej naiwnym byłoby spodziewać się zmiany stylu w prowadzeniu gry politycznej.
Po szybkiej „prasówce” i przywołaniu w pamięci tekstu Ewy Thompson poleconego niedawno przez Woykersa zadałem sobie dość smutne pytanie, które i do Was kieruję. Czy nie żyjemy przypadkiem w kraju trzeciego świata?
Notatki, początki, zalążki itp.
Krótkie formy
Kwiaty
Najpierw on kupuje kwiaty. Czerwone róże. Potem jedzie z nimi przez pół miasta. Na przystanku autobusowym, przejeżdżający samochód ochlapuje czekających. Na szczęście kwiaty są dobrze zapakowane i nic im się nie dzieje. W autobusie straszny tłok. Trzeba uważać, żeby róże się nie połamały. Udało się! Już tylko jakieś pięć minut piechotą i będzie pod jej drzwiami. Dzwoni domofonem. Ona otwiera. On wbiega po schodach na drugie piętro. Ona otwiera drzwi od mieszkania, bierze od niego kwiaty i szybko drzwiami trzaska. Bukiet ląduje w koszu na śmieci. On wraca do domu. Ona wychodzi z domu, żeby dostać od kogoś kwiaty i postawić je w ulubionym wazonie.
Ad
Pan Andrzej zawsze bardzo dokładnie czyści swoją strzelbę… a właściwie sztucer. Siedząc na werandzie swego domu lubi mieć go pod ręką „just in case”. Czasem przyplącze się jakiś bezpański pies i sika na jabłonki pana Andrzeja. Wtedy pan Andrzej sięga po sztucer i rozwiązuje ten problem jednym pociągnięciem spustu.
Pan Robert jest świeżo upieczonym menedżerem w korporacji. Ma 24 lata i dobrze zwiastuje. Koleżanki z biura szaleją za nim. Nie dość, że przystojny, elokwentny i dobrze ubrany to jeszcze zamożny. Każda chciałaby z nim przeżyć coś… cokolwiek. Nikt jednak nie wie, że pan Robert w wolnych chwilach dla rozrywki bije bezdomnych ludzi w okolicach dworca „Powiśle” gdzie znają go jako NPB czyli Nocnego Pogromcę Bumów .
Pani Alicja jest wzorową gospodynią domową od dziesięciu lat. Codziennie podaje całej rodzinie wszystkie trzy posiłki (wszystkie na ciepło), sprząta, pierze, prasuje, dba by niczego w domu nie zabrakło a mężowi daje dwa razy w tygodniu. Jej słodkim sekretem jest dobrze ukryta w szufladzie z bielizną fifka do cracku, której używa gdy mąż jest w pracy a dzieci w szkole.
Wszyscy niby tak odmienni a jednak coś ich łączy. Cóż to takiego?
RYŚ- PROSZEK DO PRANIA
Licząc procent (Notatka z poczekalni w banku BPH)
Nie było żadnego konfliktu interesów. Każdy wiedział czego chciał. Co ciekawe, w gruncie rzeczy wszyscy chcieli tego samego- pieniędzy. Tak pozornie, na świecie jest niemal nieskończona ilość dróg prowadzących do tego celu ale wszystkie one się prędzej czy później przecinają o czym niewielu pamięta… No i wtedy jest jakby konflikt. Finalnie wszyscy kończymy w piachu a pieniądze w cudzych rękach… zwykle osoby, która nie powinna stać się ich posiadaczem. Nie ma wygranych ani przegranych. Wszyscy wygrywają albo wszyscy przegrywają. Różnica może być tylko w stylu. Nie było i nie ma żadnego konfliktu interesów.
Jesienna rapsodyja
Już chyba jesień. Patrzę na drzewo przed moim domem, jak żółknie i gubi liście i myślę, że trochę mi smutno. Może to chwilowa chandra podobna do tej opisanej w „Albumie” prawie rok temu, spowodowana wyjątkowo wczesnym opuszczeniem naszego kraju przez lato. W Zakopanem spadł wczoraj śnieg.
W Salzburgu też… i co z tego?
Picie mocnego alkoholu nie jest trendy. Tak wyczytałem w jakimś kolorowym szmatławcu z serii „dla prawdziwych facetów” i wiecie co myślę? Mam to w dupie. Jak tu sobie odmówić małej whisky z lodem gdy za oknem jest już tak nieprzyjemnie a to dopiero wrzesień?
„-Może powiedzą mi Szanowni Państwo, co tu zrobić żeby nie pić?
-Nie kupować! Przede wszystkim nie kupować!”
To zasłyszane w centrum, pod Rotundą. Pytanie zadał stary, podpity alkoholik, któremu jakieś dwa- trzy miesiące wcześniej być może uratowałem życie na pętli autobusowej nieopodal domu… ironia losu.
-Uratować komuś życie to tak jakby dać mu nowe… rozumiesz- nową szansę.
-Dać?
-No dać… tak jak prezent pod choinkę.
-A myślisz, że kolejna para wełnianych skarpet potrafi uszczęśliwić gdy dostajesz takową co roku od dziesięciu lat?
Nie ważne zresztą… Jeśli chcesz mi kupić kolejne skarpety, krawat albo głupawą statuetkę do postawienia na regale (świetnie zbierają kurz) to z góry dziękuję. Pisze o tym bo w ciągu dwóch miesięcy zaczną się we wszystkich zasranych galeriach, tarasach, arkadiach i marketach świąteczne promocje zakrapiane syntetyczną żurawiną w wentylacji.
-Zgredziejesz stary. Ja z resztą też. Obaj zgredziejemy.
-Dlaczego?
-Przeczytaj sobie, co napisałeś linijkę wyżej.
-Masz chyba rację…
-Mam chyba…. rację- srację. Wkręcam cię debilu!
Na koniec pragnę wszystkim Wam życzyć wesołego jajeczka i mokrego „dyngusa”.