Archiwum dla sierpień 2007
…(?)(!)
-Byłeś tam kiedyś?
-Nie. Przechodziłem parę razy obok ale…
-Żałuj! Mają świetne hamburgery, w soboty robią karaoke a w piątki dancingi.
-Może kiedyś wpadnę.
-Wpadnij… warto
-Widziałeś się jakoś ostatnio z Anią?
-Nie. Przez ostatnie trzy- cztery tygodnie byłem poza światem, jakby w próżni.
-Piłeś?
-Nawet nie specjalnie… po prostu zawiesiłem się gdzieś pomiędzy szkocką z lodem a kefirem.
-Znaczy się, że piłeś…
-Mówię przecież, że nie dużo!
-Ale jednak.
-Ale przestań!
-Co z tymi hamburgerami?
-No nic. Tyle, co ci powiedziałem- dobre.
-No to dobrze… Ania się zmieniła. Ma nowego faceta- fotografa jakiegoś czy coś takiego.
-No tak… Fotografowie, architekci, menedżerowie. Nie lubię dupków. Zawsze mam wrażenie, że patrzą na mnie z góry… że mnie lekceważą.
-Może ci się wydaje?
-Jak może mi się wydawać? Nie jestem głupi! Umiem odróżnić kiedy ktoś się na mnie nieszkodliwie gapi a kiedy gapi się z wyższością. Te wyrachowane kutasy zawsze tak na mnie wrogo łypią.
-Ale ty to olewasz. Olewasz to, prawda?
-Jasne… Niezła kawa.
-Tak. Lubię to miejsce. Gratisowe biszkopty też niezłe.
-O! Weźmy tamtego faceta, co siedzi pod oknem. Widzisz? Udaje kogoś kim nie jest. Wydaje mi się, że udaje mnie… ostatecznie ciebie.
-Dlaczego?
-Nie wiem… tak jakoś.
-Co u Kaśki i Piotrka?
-Przecież mówiłem ci już, że nie jestem z niczym na bieżąco- ty mi powiedz.
-To TWOJA dziewczyna i TWÓJ kumpel.
-Podobno…
-Coś się stało?
-Chyba nie. Wszystko w porządku.
-No to dobrze… Chcesz papierosa?
-A jakie masz?
-Te wiśniowe, co zawsze.
-Daj.
-Zobacz! Co to kurwa jest? Jakaś procesja, czy inny pochód? Tam- za oknem.
-Widzę. Może jakaś demonstracja, czy inna parada gejów….
-Ty! Tam jest Andrzej…. i ta jego panna….
-Agnieszka
-Właśnie. Tomek też tam idzie! Popatrz, za facetem w niebieskiej koszuli.
-Ten w niebieskiej koszuli to Paweł.
-Wszystkich znasz?
-Chyba tak…
-Dlaczego znikają za tą latarnią?
-Skąd mam wiedzieć? Może się dematerializują… przechodzą do jakiegoś świata równoległego czy czegoś w tym rodzaju.
-A może po prostu znikają.
-Może.
-To dziwne.
-Idziemy na te hamburgery?
-…
-Idziemy? Ej! Gdzie wychodzisz?! A kto zapłaci rachunek? Wróć! Nie znikaj!
O tym jak trudno będzie być nami
„Jestem tym wszystkim, jednocześnie będąc tego hańbą” myślałem przeglądając przedwojenne fotografie moich przodków, siedząc na ciężkim kacu przy mocnej kawie. Autorem większości tych zdjęć był mój dziadek od strony mamy. Odbitki, w większości bardzo małych rozmiarów, trzeba oglądać przez lupę. Szlachetne twarze przedwojennej inteligencji. W pewnej chwili uderzyła mnie taka bolesna autokrytyczna refleksja, że moi potomkowie za kilkadziesiąt lat, patrząc na przepite, wąskie oczka i zmęczoną twarz swego dziadka- pradziadka, nie będą odczuwać tej dumy połączonej z lekkim zakłopotaniem, która dana mi jest podczas takich sentymentalnych foto-przeglądów.
Z drugiej jednak strony, być może taka jest naturalna kolej rzeczy…? Być może jestem swoimi przodkami w wydaniu „up to date” na XXI wiek? Trochę trudno przyjąć mi tę interpretację gdyż miałem pecha urodzić się, jak to mówi Woykers, „retrosentymentalistą”- człowiekiem bardziej pasującym do XVIII-XIX stulecia aniżeli do obecnego.
Czasami staram się wyobrazić jak wyglądałyby niektóre miejsca gdyby w jednej sekundzie czas cofnął się na przykład do drugiej połowy XIX wieku a ja nadal stałbym w tym samym miejscu.
Jeśli wierzyć w darwinowską teorię selekcji naturalnej, uznać powinienem w pewnym punkcie, iż jakiekolwiek kompleksy nie maja tu racji bytu- przecież zawieram wszystko to, co najlepsze w materiale genetycznym moich przodków (plus kilka cywilizacyjnych defektów).
Po kilkukrotnym przeczytaniu poprzedniego akapitu nasunęła mi się jeszcze jedna myśl… Być może właśnie ten „świetny” zestaw genów winien jest temu, że jakby nie pasuję do współczesności i lepiej czuję się uciekając do papierowego świata, którego już nie ma niż rozpływając się w technokratycznej przestrzeni globalnej wioski, od której interaktywności chce mi się rzygać. Być może jestem jednostką, która niefartownie stanęła akurat w strefie kolizji tych dwóch „niby-światów” przyjmując całą podwojoną siłę zderzenia na siebie? Pociesza tylko myśl, iż nie jestem osamotniony w takim odbiorze rzeczywistości.
Czy wobec tego moi potomkowie będą tak naprawdę mną wsadzonym w przyszłość, która nie rysuje się wcale kolorowo? Wyrazy współczucia dzieci! Obiecuję, że zostawię wam dużo zdjęć w spadku, abyście nie zwariowały jako dorośli ludzie. Obiecuję starannie skompletować dla was album, na którego kartach wyglądał będę szlachetnie a ten jakże nieidealny świat będzie piękny.