Na myśli…

Olg Borowka

Archiwum dla lipiec 2007

ONA

z 4 komentarzami

………………………………………………………………………….

Zawsze okrywa swoją twarz wilgotną płachtą z białej, cienkiej bawełny a resztę ciała osłania czarnym sari na modłę hinduską. Kilkaset lat temu malowała na białym suknie czarny krzyż, którego ramiona miała na wysokości oczu. Zaprzestała jednak to robić od kiedy symbol ten stracił dawną moc. Co rano, niemal z zegarkiem w ręku, o godzinie 8.00 wybiega ze swego namiotu na spaloną słońcem pustynię „aby głosić prawdę”. Nie zapuszcza się w piaszczystą otchłań a jedynie krąży wokół pobliskiego drewnianego kikuta, który był niegdyś drzewem życia. Nie ma zresztą po co, bo pustynia jest bezkresna. Kiedy w samo południe pada na kolana przed swym Panem, niewzruszenie górującym nad wszechmaterią od milionów lat i uderza z całej siły czołem w ziemię, spomiędzy erozyjnych szczelin wytryskuje na moment mała fontanna krystalicznie czystej, lodowatej wody. Pan jest dla niej łaskaw gdyż tylko ona ma w sobie tyle determinacji aby przez całe, niekończące się życie świadomie błądzić i godzić się z tym. Nie ma już z resztą konkurencji od kiedy wieczność okazała się skończona.

Gdy zapada zmrok, wraca do namiotu i przy świetle pochodni wykonanej z jednej z pomniejszych gałęzi drzewa życia przegląda stare zdjęcia. Album zawiera historię świata. Pierwszy obrazek to dość nietypowy pejzaż- wygląda trochę jak te przekazane niegdyś przez sondy „krajobrazy z marsa”. Ona wie jednak, że ma przed oczyma kadr z narodzin Ziemi.

Na pierwszym planie króluje brunatna, gdzieniegdzie bulgocząca, na wpół płynna magma. Na dalszych zaś rysują się rozliczne, mniejsze i większe wulkany a tło stanowi czerwień o różnych odcieniach. Kolejna strona ukazuje moment, w którym człowiek zrozumiał (lub też uroił sobie), iż nie jest zwierzęciem. Grupka nagich, zarośniętych dzikusów zabija mamuta przy użyciu wielkich, szarych kamieni. Na następnej fotografii natomiast, ci sami mężczyźni, acz już ogoleni i odziani w lekkie zbroje, zabijają innych, podobnież ubranych mężczyzn. W tle płonie osada, u której bram leżą bezwładnie ciała dzieci, zgwałconych kobiet i zwierząt domowych. Ona wie, że tak musiało być dlatego te na pozór dramatyczne sceny nie wywołują na jej twarzy żadnych emocji. Wierzy ślepo, iż taka musiała być widocznie wola Pana. Kolejna karta albumu przedstawia rozradowany tłum brzydkich, zniszczonych, bezzębnych postaci. Okrążają one całopalny stos, na którym stoi w płomieniach przytwierdzona do pala kobieta. Obok stosu łatwo dostrzec kapłana wykonującego prawą ręką znak krzyża. To dzięki niemu Ona powstrzymuje się od histerycznego wybuchu gdyż przeważa w jej umyśle świadomość, że „taka widocznie była wola Pana”. Przez następnych kilka stron, obrazki są bardzo podobne do przed chwilą opisanego. Zmieniają się jedynie narzędzia kaźni, stroje tłumu i płeć straceńca. Na ostatniej stronie ktoś przykleił dwa zdjęcia. Pierwsze z nich przedstawia kilkadziesiąt wychudzonych postaci w pasiakach, wyciągających dłonie przez szczeliny w ogrodzeniu z drutu kolczastego oraz trzech mężczyzn w szarych mundurach ozdobionych przekręconym o kilkadziesiąt stopni indyjskim symbolem pokoju. Trzymają w rękach broń palną. Ostatnia fotografia w albumie to kadr z amatorskiego filmu nakręconego 11 września 2001 roku, o czym informuje podpis.

Ona zawsze bardzo dokładnie studiuje każdy z obrazów. Zawsze kiedy zamyka album jest już godzina 8.00 rano- czas na głoszenie „prawdy” i oddawanie czci Panu wszechrzeczy. Nie ma miejsca na refleksję.

Written by olgbor

lipiec 24, 2007 at 10:25 pm

Napisane w osobiste

Pol…co?! Aaaa… Polska….

z 6 komentarzami

Prośba Mikołaja o to abym napisał coś na temat patriotyzmu spowodowała, że zacząłem się głębiej nad tym tematem zastanawiać. Niby wszyscy wiedzą kto to patriota ale z reguły wiedza ta jest bardzo powierzchowna, często zafałszowana przez osoby celowo wykorzystujące ten termin w niewłaściwy sposób. „Słownik Języka Polskiego” PWN jak zawsze w przypadku haseł trudnych i niewygodnych jest bardzo oszczędny w objaśnieniach. Czytamy tam, że patriota to człowiek kochający swoją ojczyznę, gotów do poświęceń dla niej… i tyle. Mimo, iż definicja jest uboga można w niej znaleźć sporo punktów zaczepienia… właściwie punktów wyjścia do dłuższych wywodów.

Przede wszystkim człowiek kochający swoją ojczyznę już z samego faktu kochania gotów jest do poświęceń dla niej, tak więc pomiędzy członami definicji występuje związek przyczynowo-skutkowy, którego niektórzy „rzekomi” patrioci nie potrafią pojąć. Politycy z LPR, MW, NOP czy innych nacjonalistycznych ugrupowań serwują nam co dzień mdły pustosłów wypływający właśnie z braku prawidłowego zrozumienia hasła będącego podwaliną ich ideologii. Ich podejście do tematu patriotyzmu przypomina mi podejście kościoła katolickiego do wiary. Chodzi o takie proste założenie, że „Wyłącznie NASZA interpretacja i program są słuszne” tzn. jedynie przejawianie swej miłości dla ojczyzny poprzez zwalczanie Żydów, czarnych i pedałów jest właściwe tak jak Jedyną słuszną i prowadzącą do zbawienia religią jest religia katolicka. Nacjonaliści, narodowcy, czy jak tam lubią na siebie jeszcze mówić, są z założenia niechętni jakimkolwiek koncepcjom zjednoczeniowym. Czyż jednak narodu nie tworzą ludzie, którym takowe unifikacje służą poprzez podniesienie standardu życia? Jeżeli zatem antynarodowe, pozbawiające tożsamości i dumy jednoczenie przynosi wzrost standardów życiowych, czyż nie jest procesem korzystnym tak naprawdę dla narodu czyli dla ludzi, a zatem dla ojczyzny? Osobiście uważam, że prawdziwy patriotyzm to ten oparty na szczerych działaniach jednostki na rzecz ojczyźnianej zbiorowości, nie zaś na afiszowaniu się ze swą miłością do kraju przodków. To trochę jak w relacji damsko-męskiej, strona, która najczęściej powtarza, że kocha robi to najmniej szczerze. Powody mogą być różne, ale skoro nie faktyczna miłość to znaczy, że jakiś interes. No i z patriotyzmem jest dokładnie tak samo. Z czasem pojawia się miłość do doktryny… oczywiście w sytuacji, gdy poglądy doprowadzają do władzy i pieniędzy czyli interesu osobistego.

Meritum tego wywodu jest takie… Moim zdaniem, zwalczając odrębność narodową i szyderczo, lekceważąco śmiejąc się z Polaka-katolika mogę czuć się dużo lepszym patriotą niż skinhead z biało-czerwonym sztandarem w prawicy i magazynem „szczerbiec” w lewicy.

Written by olgbor

lipiec 2, 2007 at 3:07 pm