Na myśli…

Olg Borowka

Archiwum dla maj 2007

Kawa, papierosy i inne takie…

z 5 komentarzami

Pewnego wieczoru, siedząc w StarLight Cafe i sącząc przez godzinę jedną „latte” zastanawiałem się nad dość ciekawym zjawiskiem zachodzącym w ludzkiej podświadomości jakim jest przypisywanie pewnych smaków i zapachów określonym stanom ducha. Weźmy za przykład wspomnianą kawę. Cafe Latte kojarzy mi się nieodzownie z szeroko pojętą samotnością, zaś espresso przywołuje retrospekcję nudnawych wieczorów w kawiarniach przy Nowym Świecie, zwykle w towarzystwie skacowanych kumpli. Podczas tych kawiarnianych rozmów snuliśmy sobie bardzo ładne plany. Cały świat zdawał się być przez moment moim sprzymierzeńcem. Byłem przekonany, że lada dzień spełnią się wszystkie szczeniackie marzenia- nagranie legalnego albumu z Reflektą, kochająca dziewczyna i jakieś trwałe źródło łatwej, bezpiecznej gotówki. Bardzo lubię kiedy trudne sprawy jawią się jako proste… tak niesamowicie klarowne… jak szafka nocna szeregowego kawalerii powietrznej. Mówiłem wtedy sobie: „Wystarczy się skupić i zrobić dobre demo. Wystarczy znaleźć dziewczynę i dawać z siebie wszystko a ona to odwzajemni. Wystarczy kombinować i wyrabiać znajomości, które potem zaprocentują”. Niestety te chwile trafiają się stosunkowo rzadko (oczywiście na trzeźwo) a tak na co dzień marzenia pryskają. Tak więc mała mocna kawa podana z kieliszkiem zimnej wody stała się dla mnie jakby symbolem mojej złudnej wszechmocy i naiwności, ale darzę ją raczej pozytywnymi emocjami.

Palę papierosy… ale tylko te dobre- zwykle Davidoffy i Lucky Strike… no chyba, że mam dołek finansowy… wtedy Pall Mall-e. Wszyscy palący wiedzą doskonale, że papieros papierosowi nierówny. Bardzo lubię oddzielać w myślach poszczególne nuty smakowe brzęczące w każdej chmurce dymu. Jest taki charakterystyczny waniliowy akcent w białych Davidoffach. Przypomina mi on moje małe triumfy na różnych polach. Jakiś głos wewnętrzny mówi do mnie wówczas „ Jesteś zajebisty, zrobiłeś swoje a teraz zrelaksuj się.” Co innego czerwone Marlboro. Te fajki to dla mnie tytoniowy odpowiednik terminu „autodestrukcja”. Każda życiowa porażka, każda sytuacja „bez wyjścia” kończyła się zawsze nad chrzczonym browarem w podrzędnej knajpie z paczką czerwonych gwoździków do trumny rodem ze stajni Philip’a Morris’a. Być może to tylko moje wrażenia. Zapewne znajdzie się grono takich, którym wszystko jedno czym i kiedy się trują- dla mnie jest to istotne bo przecież alejka do śmierci powinna być wybrukowana wysokiej jakości kostką.

Kilkakrotnie starałem się wyobrazić sobie świat bez smaków i nie byłem w stanie. Nie chodzi oczywiście tylko o kawę i papierosy… wyobraźcie sobie jak uboga byłaby pop-kultura bez mieszanki ketchupu z musztardą, serwowanej w hotdogach czy zimnej, mdlącej słodyczy milk-shake’a z McDonalda. Nie wspomnę już o rozmiarach strat w wyższych kręgach gdyby tak nagle łosoś i kawior stanęły na równi ze śledziem i konserwową pastą rybną do kanapek. Ciężko oddać słowem tragizm chwili, w której zorientowalibyśmy się, że wszystko, co uwielbiamy staje na równi z rzeczami całkowicie nam obojętnymi. Pomyślcie o tym kiedyś przy „samotnej latte”.

Written by olgbor

maj 21, 2007 at 3:00 pm

To jest chyba o miłości

z 15 komentarzami

Nigdy nie powiedziałem, że jestem w stu procentach pewien słuszności poglądów, które głoszę toteż nie zamierzam upierać się przy tym, co zaraz napiszę a Wy przeczytacie. Tym razem będzie o.. uwaga, uwaga… miłości! Tak, proszę Państwa, JA wypowiem się o tym jakże wyniosłym uczuciu.

Na dobry początek należałoby zdefiniować jakoś pojęcie „miłość”. Podążając za najnowszym internetowym Słownikiem Języka Polskiego wydawnictwa PWN dowiadujemy się między innymi, iż chodzi o głębokie uczucie do drugiej osoby, któremu zwykle towarzyszy pożądanie. Autorzy postąpili bardzo mądrze oszczędzając nam szczegółów, co do których nikt nie może być pewnym. Nie napisali o trwałości ani o tym kiedy TO JUŻ JEST MIŁOŚĆ. No i bardzo dobrze bo dali tym samym spore pole do popisu różnego rodzaju filozofom ( tym dyplomowanym i bez dyplomów), mędrcom (jak Salman Rushdie) i mędrkom (jak ja).

Po kolejnej uczuciowej porażce zacząłem poważnie zastanawiać się właśnie nad tym, kiedy TO JUŻ JEST MIŁOŚĆ. Jak to zwykle bywa przy rozważaniach na tematy ważkie, setki, tysiące, jeśli nie miliony niekiedy sprzecznych ze sobą myśli kołatają się gdzieś wewnątrz głowy. Pytania rodzą pytania, z tych wypływają kolejne a z nich jeszcze nowsze, co w efekcie prowadzi do swego rodzaju bałaganu myślowego zwanego potocznie mętlikiem. Nie chce wypowiadać się na temat miłości bezwarunkowej ( o ile taka rzeczywiście istnieje). Znacznie bardziej interesującą wydaje mi się kwestia miłości chwilowej. Czy można kogoś kochać nie przez rok, nie przez miesiąc ani nawet jeden dzień, a zaledwie kwadrans? Czy kiedy ona mówi ci, że kocha wyłącznie w momentach szczytowania to kłamie? A może właśnie wtedy jest najbardziej szczera? Czy z kolei on ma na celu wyłącznie szybki sex, kiedy szepcze ci do ucha na imprezie, po paru głębszych jakieś słodkie słowa na temat miłości? Zacznę może od odpowiedzi na ostatnie pytanie. Jeśli wierzyć w „miłość od pierwszego wejrzenia” będącą tak naprawdę ładniejszą nazwą dla zwyczajnego zauroczenia, to mówi szczerze. Ludzie łatwo dający ponieść się emocjom, zwłaszcza będąc pod wpływem woltażu, faktycznie są skłonni do zakochiwania się na kilka godzin. Wiem coś o tym. Fakt, że cała namiętność paruje wraz z wódką i osadza się na pościeli a rano potęguje kaca nie zmienia faktu, iż miała miejsce… na chwilę zaistniała. Czyż bowiem wybranka faktycznie nie wydawała się w nocy wyjątkową, najpiękniejszą i wartą wszelkich poświęceń? Warto o tym czasem pomyśleć i bardzo uważać ażeby pewnego razu nie popaść po pijaku w coś co potem ciągnie się całymi tygodniami a miłością bynajmniej nie jest. Jak jednak odpowiedzieć na pierwsze zadane pytanie? Sądzę, że ona również wyznaje swą miłość szczerze podczas orgazmu (jeśli nie udawany). Należy brać pod uwagę, że i tutaj w grę może wchodzić miłość kilkudziesięcio, kilkunastominutowa lub wręcz kilkunastosekundowa. Bądź co bądź wypowiadając słowo „kocham” nie zastanawia się nad tym. Głębokie uczucie jest pojęciem bardzo względnym zaś pożądanie dość jednoznacznym.

To chyba tyle na dzisiaj. Trochę mało jak na „temat-rzekę” lecz celem tego mojego pisania jest pobudzenie jakiejś dyskusji, tak więc liczę na Wasze opinie, które doprowadzić mogą do ciekawego rozwinięcia wątku i (miejmy nadzieję) jeszcze ciekawszych konkluzji.

Written by olgbor

maj 16, 2007 at 8:40 pm

Napisane w osobiste