Archiwum dla listopad 2006
Album
Album
Znów przyszedł listopad. Jak co roku, za oknem jest zimno, ciemno i mokro. Nie wiem dlaczego, być może przez podświadomą chęć ucieczki, prawie zawsze nachodzą mnie wspomnienia o nie tak znowu odległych czasach mojej podstawówki. Nie powracają, o dziwo, sylwetki ludzi, którzy powinni być (według ogólnie przyjętych konwencji) w tym wszystkim najważniejsi, ale szybko przelatujące przed oczami jakby wyjątkowe slajdy. Ich wyjątkowość wynika z tego, że oprócz obrazu niosą zapach i pewną nienamacalną aurę jaką roztaczał wówczas świat- mój świat. Najgłębiej zapadło mi w pamięci jedno popołudnie. Nie potrafię określić jaki był wtedy miesiąc ani rok- na pewno lato. Na tych wycinkach kliszy wszystko jest lekko żółtawe… może sepia, w każdym razie liczy się miejsce. Gdybym wyszedł na balkon, lekko się wychylił i zwrócił głowę w lewo, na południe, zobaczyłbym, z geograficzno-urbanistycznego punktu widzenia, właśnie tę ulicę- Braci Wagów. Podkreślić należy, że po mimo, iż GPS wyświetliłby zarówno kilka lat temu jak i dziś tę samą nazwę, nie oznaczałaby ona tego samego.
Słońce było wysoko… dość wysoko aby jego promienie mogły wpływać niekorzystnie na samopoczucie kogoś, kto znalazłby się w ich zasięgu. Prawdopodobnie wyszedłem dopiero co ze szkoły bo z koktajlu uczuć do dziś wyłowić mogę tę ulgę- ulgę po wysiłku, którego obecnie nie określiłbym już na pewno tym mianem. Drzewa, chyba klony, oddzielające chodnik od parkingu rzucały nań słodki cień. Dlaczego słodki? Po prostu będąc tam wychwytywałem charakterystyczny zapach kwitnących kwiatów. Ów cień nierozłącznie występuje we wspomnieniach w towarzystwie wspomnianej słodkiej woni. Droga do domu była prosta i krótka, zaledwie pięć minut szybkim krokiem. Tamtego dnia nie szedłem wcale wolniej niż zwykle. Teraz, gdy odgrzebuję przeszłe chwile spod nawału bieżących problemów, odnoszę wrażenie jakbym wracał wtedy do domu z godzinę albo i dwie. Czas potrafi być elastyczny. Szkoda, że tylko w świecie kreślonym przez umysł. Wróćmy jednak do tamtej chwili. Powiedziałem na początku o tym nienamacalnym czymś. Ciężko ująć to w słowa ale mam wrażenie jakby wówczas cały wszechświat otaczał mnie peleryną czy płaszczem dającym bezpieczeństwo, samą swą egzystencją mówiącym, że wszelkie niepokoje i poważne przykrości są odległe lub też w ogóle nie dotyczą mojej osoby.
Lubię do tego wracać zawsze, kiedy jest mi, delikatnie mówiąc, niekomfortowo. Zdaję sobie oczywiście sprawę, że ta cała retrospekcja uległa już wielokrotnej idealizacji i przekształceniu przez te wszystkie lata przywoływania ale myślę, że mimo to, dobrze jest mieć takie slajdy. Ludzie oglądają zdjęcia z wakacji. Też czasem to robię, ale jakoś żadne z nich nie ma takiej mocy jak to, skrzętnie przechowywane w głowie.
Nawet nie próbuję porównywać dzisiejszego mnie z tamtym chłopcem wracającym z podstawówki do domu bo wiem, że to najprostszy sposób popadnięcia w szaleństwo lub depresję. Nie depczmy wspomnień bo co, jeśli tylko one nam pozostaną?
KTO JEST „ZA A NAWET PRZECIW”? A MOŻE NAWET ODWROTNIE?
Czemu służyć ma nagonka na gimnazjalistów? Chcemy rozwiązać poważny nowy problem w oświacie, czy może potrzebne jest mocniejsze poparcie dla skompromitowanego i wyśmiewanego przez większość społeczeństwa ministra?
Czasami zastanawiam się, komu właściwie media służą w tym kraju za narzędzie i dlaczego. Nie od dziś wiadomo, że obiektywna prasa i telewizja nie istnieją. Każda stacja czy wydawnictwo sprzyja jakiejś opcji politycznej i poprzez odpowiednie prezentowanie problemów oraz kładzenie nacisku na „właściwe” z nich, wspomaga swych ulubieńców przysparzając im nowego elektoratu lub po prostu umacniając ten, który już jest. Takie założenie przyjmować zwykłem dotychczas, jednak obserwując to, co wypisują gazety i portale internetowe oraz o czym trąbią wszystkie telewizje od czasu tragedii w gdańskim gimnazjum, odchodzę powoli od wspomnianego poglądu. Dobrze znamy wybiórczość tak bardzo powszechną w środkach masowego przekazu. Tradycja chce, aby była ona celowa i prowadziła do konkretnego sukcesu konkretnej grupy. Tradycja jednak, jak widać nie ma tu znaczenia bo wszyscy nagle zaczęli, wbrew temu, co mówią, sprzyjać ministrowi Romanowi Giertychowi- nawet jego zagorzali przeciwnicy. Może wszystko jest w porządku i tendencyjność pozostaje zachowana lecz działa na rzecz rządu? Pozwolę sobie wziąć za przykład informacje z pierwszej strony portalu o2.pl, gdzie korzystam z bezpłatnej poczty. Zaledwie sześciu dni potrzeba było, aby ukazało się tam 9 wiadomości mówiących o przestępstwach dokonywanych przez małoletnich oraz nauczycieli w szkołach i poza nimi(dalej nie chciało mi się liczyć ale było ich tam jeszcze kilka). Czy przed gdańską tragedią takich przypadków było mniej? Oczywiście, że nie. Warto jest się zastanowić nad konsekwencjami medialnej nagonki na gimnazjalistów.
05.11.06
Wspomniany portal podaje informację: „Policjantom z Gdańska dzięki informacji od kolegów z Bochni udało się udaremnić próbę samobójczą nastolatki, która o swoich zamiarach rozmawiała poprzez internetowy komunikator.”
06.11.06
„15-letni uczeń jednego z częstochowskich gimnazjów, który odepchnął nauczycielkę próbującą zapobiec jego bójce z innym uczniem, został zatrzymany przez policję. Chłopak odpowie przed sądem rodzinnym…”
Redaktorzy o2 unaoczniają nam zatem, że fatalne wypadki nie opuszczają polskich szkół a wręcz mamy do czynienia z ich eskalacją. W ciągu następnych kilku dni, szanowni dziennikarze, niezmordowanie nadal dowodzą tego samego publikując wiadomości o gimnazjalistach prześladujących kolegę i chłopcu, który w szkole uderza nauczycielkę butem w twarz(07.11.06). Na tym nie koniec. Już kolejnego dnia dowiadujemy się, że w Augustowie 12-latki handlują wódką z mety a we Wrocławiu nauczyciele licealni prowadzą lekcje na bani. Dziesiątego listopada z kolei, 14-latek brutalnie bije 12-latka na oczach nauczycielki, która nikogo o tym nie zawiadamia a jego rówieśnik z innego miasta proponuje sex i grozi 11-latce.
„Jeśli wierzyć, że z Jasia wyrośnie kiedyś Jan to aż strach pomyśleć, co będzie za 4-5 lat”- taki tok myślowy przeprowadzi przysłowiowy Kowalski po kilku sprawdzeniach skrzynki e-mailowej. Na szczęście jego niepokój szybko załagodzi program pierwszy telewizji publicznej, podając, że wspaniałomyślny minister edukacji ma plan wykurzenia ze szkół wszelakiej przemocy i drobnej przestępczości. Kowalski jest już spokojny i zadowolony, więc przełącza program na „Taniec z gwiazdami” czy inną „Modę na sukces” pozostawiając problem bez dalszej refleksji i wnikania w szczegóły ministerialnego planu. Akcja „Zero tolerancji” tymczasem nie jest wcale pewnym środkiem w walce z przemocą w szkołach a może tylko pogorszyć sytuację. Na temat jej bezsensowności musiałbym napisać co najmniej drugie tyle, co zajął mi ten artykuł do tego miejsca, więc pozostawię ten temat do Waszego własnego przemyślenia. Skupmy się natomiast na skutkach wspomnianej nagonki. Do tej pory tracący poparcie i raczej nielubiany przez społeczeństwo Roman Giertych zyskuje nowych zwolenników a nawet Newsweek porównuje go do Rudolpha Guilianiego sugerując, że zaprowadzi on w polskiej oświacie porządek tak, jak burmistrz Nowego Jorku zrobił to w swoim mieście. Krótko mówiąc- antyrządowe media ukazują swą prawdziwą twarz- mordkę potulnego pudelka merdającego ogonkiem przy nodze pana (czyt. Rządu).
Swoją drogą, zastanawiam się czy rzeczywiście samobójstwo 14-latki z Gdańska było wydarzeniem tak wstrząsającym, że wywołało wielką debatę społeczną, czy może nagłośniono je aby Giertych mógł przedstawić przygotowany już wcześniej plan wychowawczy? Nie chcę osądzać ani oceniać- po prostu czuję się niepewnie w tym kraju mając świadomość, że niektóre z głupich pomysłów wicepremiera mogą przetrwać do czasów, kiedy moje dzieci (o ile się ich dorobię) pójdą do szkoły.
ONI chcą zabić NAS aby naszym matkom było smutno
Chcą nas wszystkich pozabijać! Kto? ONI! Kim są oni? Spróbujmy odpowiedzieć na to jakże trudne i nurtujące pytanie.

Myślę, że pierwsze miejsce w moim małym, nieformalnym rankingu zająć powinni mali żółci komuniści w mundurkach z chińskiego demobilu. Chodzi oczywiście o Koreę północną, która odkąd zrobiła sobie bombę atomową nie koncentruje się na niczym innym jak tylko na tym, w jaki sposób pozrzucać nam wszystkim na głowy takowe nuklearne cuda. Tak przynajmniej wygląda to w obiektywie kamery telewizji CNN i na kartach najbardziej poczytnych polskich i zagranicznych gazet codziennych. Próby przeprowadzone całkiem niedawno przez czerwonych faktycznie dowodzą, że spełnili oni radioaktywny sen przywódców (już „wieczny prezydent” mówił o bombie dla Korei), ale czy naprawdę są dzięki temu tacy groźni? Osobiście jestem przeciwny stawianiu znaku równości między terminami „komunista” i „szaleniec”. Nie trzeba przeprowadzać nazbyt wnikliwej analizy aby przewidzieć, jakie byłby konsekwencje rozpoczęcia przez którekolwiek z państw konfliktu atomowego. Równie łatwo jest dostrzec profity płynące z posiadania tej śmiercionośnej, kosztownej „zabawki”. Oczywistym jest, że bomba atomowa daje bezpieczeństwo a Koreańczycy zbudowali ją ze strachu. Reżim może być spokojny bo teraz role się odwróciły i to „zgniły zachód” się boi. Jaka zatem ocena? Według szkolnej skali (1-6) w kategorii „wizerunek” ambitne komuszki dostają ode mnie 5-. W kategorii „realne zagrożenie dla nas wszystkich”- 3=.
Pora na drugie miejsce na podium. Był kiedyś kraj, w którym działo się bardzo źle, mimo, że z zewnątrz wyglądał na lokalną potęgę, tak pod kątem militarnym jak i gospodarczym. Przychody państwa były nawet w szczytowym okresie wyższe niż w Kuwejcie. Ustrój? Monarchia- „pawi tron”. Dla mało obytych z powszechną historią najnowszą powiem wreszcie, że mam na myśli Iran. Po rewolucji islamskiej cała potęga ekonomiczna i wojskowa padła. Po prostu „motłoch” pod przywództwem Chomeiniego rozgrabił wszystko, co się dało i prawdopodobnie wyprzedał. Dziś słyszymy często, że Irańczycy są już bliscy osiągnięcia sukcesu identycznego jak wcześniej wspomniane państwo dalekowschodnie. Bzdura. Eksperci twierdzą, że ekipa Ahmedineżada jeszcze przez 20 lat nie osiągnie potencjału nuklearnego równego koreańskiemu. Nie ma zatem realnego zagrożenia… ale jest strach. Znowu ten strach. Żyjemy w kręgu kulturowym „płochliwych ludzi” jak widać. Tego, że jakiś Abdul od czasu do czasu się wysadzi gdzieś w Izraelu używając plastiku za irańskie pieniądze, raczej nie zmienimy, ale musimy pamiętać, że chłopak w arafatce i trampkach to jeszcze nie zwiastun armagedonu. Czas na ocenę. „Wizerunek” 3+ (dużo nienawiści i pewności siebie w wypowiedziach Ahmedineżada), „realne zagrożenie” 2+.
Wreszcie trzeci (zarazem ostatni) „negatyw”. Na pewno zastanawiacie się, kogóż to postanowiłem oczernić/wyśmiać na koniec. Musze was rozczarować- nie wyśmieję nikogo. Nie śmiałbym żartować sobie z tak potężnego zagrożenia, jakim są Stany Zjednoczone Ameryki Północnej. Tak. Dość zaskakujące być może dla niektórych, zwłaszcza tych znających mnie i wiedzących, ze nie mam specjalnie antyamerykańskich poglądów. Po głębszym namyśle doszedłem jednak do wniosku, że tak naprawdę to USA chcą nas pozabijać poprzez swoją politykę. Mało z tego- już nas pośrednio zabijają w Iraku bo nie zapominajmy, że jesteśmy tam przez nich. Możecie powiedzieć, że Polska nie musiała się godzić na warunki Amerykanów i podobnie jak wiele państw europejskich, nie wysyłać wojska na „wojnę o ropę” lecz nie zgodzę się z takim poglądem. Państwa słabe (jak nasza Ojczyzna) muszą mieć silnego „sojusznika”- jakby protektora. Rosji nie lubimy, więc zostali nam modlący się do flagi kowboje… Cóż poradzić? Może należy dać się zabić bo taka śmierć jest OK.? W porządku. Pozwólmy im nas zabijać ale róbmy to przynajmniej ze świadomością, że czynią to ONI a nie fanatyczni sprzedawcy kebabów.