Archiwum dla wrzesień 2006
Pomarańczowa, aksamitna, irańska
Wstałem dziś w rewolucyjnym nastroju! To nie jest literówka i nie chodzi wcale o rewelacyjny. Cały świat ostatnio o rewolucji mówi, pisze a niekiedy nawet takową przeprowadza lub przynajmniej próbuje.

Niespełna tydzień temu Węgrzy wyszli na ulice bo zdenerwował ich premier, który w rozmowie z kolegami partyjnymi przyznał, że aby utrzymać władzę okłamywał cały naród. Sprawa wyszła na jaw (o ironio losu!) dzięki ujawnieniu wykonanego po kryjomu nagrania. W Tajlandii natomiast, mniej więcej w tym samym czasie widzimy przewrót wojskowy z królem na czele- fakt faktem bezkrwawy. Chwilę po tym mamy “aferę taśmową”, o której pisałem poprzednio. Co się właściwie dzieje?
Aura sprzyja, jak widać, szybkim i gwałtownym przemianom. Na Wiejskiej też niedawno mieliśmy okazję obejrzeć zalążek czegoś, co mogłoby stać się rewolucją gdyby miało miejsce w innym kraju i było lepiej zorganizowane. Mowa oczywiście o protestach antyrządowych odbywających się pod sejmem w nocy z wtorku na środę. Dlaczego nic z tego nie wyszło? Wydaje mi się, że jak zwykle główną rolę odegrała świadomość polityczna Polaków a raczej jej brak oraz fakt, że w naszej naturze po 89 nie leży już rzucanie butelkami z benzyną i cegłami. Co najmniej dziwnie wyglądałyby poza tym dwie rewolty w jednym kraju w ciągu zaledwie roku. Dojście PiS do władzy uważam za rewolucję… ale taką przebraną w kostium demokracji. Skąd tak dziwaczne i radykalnie brzmiące stwierdzenie? Już wyjaśniam. Nasunęła mi się analogia do rewolucji irańskiej, którą przeprowadził bazar do spółki z meczetem. U nas miejsce bazaru zajęła jego bardziej swojska odmiana- jarmark a rola meczetu przypadła “radiomaryjnej” frakcji kościoła katolickiego. Różnica polega tylko na tym, ze u nas nikt nikogo nie mordował na tę okoliczność.
We wszystkich krajach demokratycznych siły polityczne podzielone są zwykle na te rządzące i opozycyjne. Przeważnie, co kadencję, stronnictwa zamieniają się miejscami tj. przekazują sobie władzę za sprawą sinusoidalności wskaźnika poparcia społecznego. Wiedzą przy tym, ze nie należy niszczyć struktur stworzonych przez ustępującego przeciwnika bo on w przyszłości postąpi tak samo naszymi. Polska jest inna! Każda zmiana frakcji rządzącej oznacza u nas niemal rewolucyjne przemiany. Spowodowane jest to przekonaniem, że “tylko nasze jest dobre”, co za tym idzie “cudze jest złe” i trzeba je bezwzględnie zniszczyć. W kraju nad Wisłą rewolucję mamy co 4 lata.
(Sz)OK!
W ostatnich dniach, zaobserwować mogliśmy wśród polskiej opinii publicznej wielkie zaskoczenie połączone z przerażeniem a niejednokrotnie także z zawiedzeniem. Nasuwa się jednak pytanie: Cóż tak nas zszokowało? Czy PiS, kupcząc stanowiskami, dopuścił się rzeczywiście czynu tak haniebnego, że aż niewyobrażalnego? Czyż nie jest ludzką skłonnością podejrzewać (z niemałym przekonaniem o słuszności zarzutów) polityków o rzeczy znacznie gorsze niż tylko działania korupcjopodobne? Oczywiście, że tak, ale towarzyszy temu zwykle nadzieja, że się mylimy.
Myślę, że przyczyn tego „nibyzaskoczenia” szukać należy właśnie w nadziejach Polaków. Premier Kaczyński, jak widać, ma tego świadomość, gdyż w swoim ostatnim orędziu do narodu, wygłoszonym 27 września, zapewnia nas, że nic się tak naprawdę nie stało. Być może spełnia w ten sposób poniekąd oczekiwania części społeczeństwa, jednak jego słowa są raczej valium dla spanikowanych zwolenników PiS oraz kolegów z klubu, niż realnym, wiarygodnym, trafiającym do większości elektoratu, zapewnieniem o stabilności sytuacji politycznej w kraju. Sytuacja stabilna nie jest. Prawo i Sprawiedliwość nie posiada niezbędnej do rządzenia większości w parlamencie ale znając zamiłowanie braci K. do sprawowania władzy, nie liczyłbym na wcześniejsze wybory. Spodziewać możemy się natomiast rządów mniejszościowych otoczonych kolejnymi „wpadkami”, skandalami i wewnątrzpartyjnymi konfliktami.
Jęk zawodu słychać głośno i wyraźnie. Jęczy ta część elektoratu PiS, która przed wyborami liczyła na koalicję z PO. Rozczarowania tej grupy muszą dziś osiągać swoje apogeum, zważywszy, że jest to już trzeci cios wymierzony przez jej własnych faworytów. Pierwsze rozczarowanie miało miejsce na krótko po wyborach, kiedy pewnym stało się, iż wymarzona koalicja nie ma szans dojść do skutku. Kolejne, gdy miejsce „przewidziane” dla Platformy Obywatelskiej zajęli Lepper i Giertych wraz ze swymi pomagierami o radykalnych poglądach. Do trzech razy sztuka, mówi stare powiedzenie, tymczasem widzimy, że mamy tu do czynienia z trzecią spektakularną „klapą”.
Dalszy przebieg wydarzeń może również utorować PSL, dla którego zaistniałe okoliczności są niczym innym jak tylko szansą na powrót do „dużej polityki” a zarazem zagrożeniem zerowym poparciem w wyborach. Ludowców ciężko jest rozgryźć. Czy wznowią negocjacje ze skompromitowanym ugrupowaniem TwinBrothers, przekonamy się niebawem.
Niech nie szokują nas wydarzenia z gatunku „przychodzi Lipiński do Beger”. Tak wygląda polityka od kuchni i zawsze tak wyglądała, z tą różnicą, że tym razem się wydało. Pamiętamy jeszcze dobrze „Rywin Gate”. Lew Rywin w odróżnieniu od Lipińskiego co prawda siedzi ale i na to przyjdzie czas w przypadku obrotnego PiS-owca, gdy tylko do władzy dojdzie opozycja.
Nie chcę wróżyć z fusów. Staram się przewidywać a przytoczony przeze mnie scenariusz wydaje się być prawdopodobny. Obiektywnie oceniając sytuację, możemy chyba rzeczywiście powiedzieć, że „nic się nie stało” bo nawet trzy jaskółki wiosny nie czynią.

Początek
Bardzo często jest tak, że mamy jakieś refleksje dotyczące otaczającej rzeczywistości ale brakuje nam kogoś, kto mógłby nas wysłuchać. Znalazłem się właśnie w takiej sytuacji, kiedy odkryłem, że większość dyskusji na tematy społeczno-polityczne z moimi znajomymi i przyjaciółmi kończy się przysłowiowym “odbijaniem piłeczki”. Postanowiłem od czasu do czasu zamieszczać tu krótsze i dłuższe teksty o właśnie takiej tematyce. Mam nadzieję, że uda mi się stworzyć grunt dla ciekawych debat będących czymś więcej niż tylko wojną pozycyjną między stronami o różniących się od siebie poglądach.